Tekst powstał na zamówienie kilku osób prowadzących mały spór o to “czy?” i “jak?”. Na pytanie “czy?” każdy powinien sam sobie odpowiedzieć — podpowiedzi ekspertów od savoir-vivre’u i bon-tonu nie pomogą. Ich także dzieli ten spór.
CZY NOSIĆ?
Na początek zerknijmy do popularnych poradników dobrych manier i savoir-vivre’u, aby sprawdzić co radzą nam ich autorki i autorzy.
Mieczysław Rościszewski (a raczej ukrywający się pod tym pseudonimem Bolesław Londyński) w swoim “Dobrym tonie. Szkole pożycia z ludźmi wszelkich stanów w stosunkach poufnych i ceremonjalnych” z 1920 r. wydał jednoznaczny wyrok: “Herbowe pierścienie z pieczątkami na krwawnikach i t. zw. złote sygnety wyszły zupełnie z mody i stanowią przywilej jedynie mężczyzn poważnych wiekiem“[1]M. Rościszewski, Dobry ton. Szkoła pożycia z ludźmi wszelkich stanów w stosunkach poufnych i ceremonjalnych, Warszawa 1920, s. 36.
Z Rościszewskim nie zgadzała się Konstancja Hojnacka (“Współżycie z ludźmi. Kodeks towarzyski”, 1939), która stwierdziła, że: “O biżuterii u mężczyzn nie można mówić. Obrączka, dyskretny sygnet ani zegarek nią nie jest — a poza tym chyba dyskretne spinki z prawdziwych pereł przy koszuli frakowej. Wszystko co ponadto — będzie za dużo“[2]Konstancja Hojnacka, Współżycie z ludźmi. Kodeks towarzyski, Żnin, 1939, s. 151.
Maria z Colonna-Walewskich hr. Wielopolska, barwna postać przedwojennej Polski, oddana Marszałkowi Piłsudskiemu oraz dziełu podniesienia poziomu kultury Polaków, autorka poradnika “Obyczaje towarzyskie” z 1938 r. pisze o męskiej biżuterii tak: “żadnych pierścieni, chyba [że] obrączka lub sygnet. Kto nie posiada herbu — niech nie nosi sygnetu z monogramami. Byłoby to śmiesznym małpowaniem przeżytków, kiedy herb pieczętował listy i dokumenty jako gwarancja ich nietykalności. Sygnety są złote, ryte w krwawniku, rubinie, szafirze, szmaragdzie. Dla mężczyzn najodpowiedniejszy krwawnik. Są panowie, którzy noszą dla pietyzmu pamiątkowe pierścienie szczypiórniackie, legionowe itp. Lepiej wszystkim tym pamiątkom jednak w gablotce“[3]M. z Colonna-Walewskich hr. Wielopolska, Obyczaje towarzyskie, Lwów 1938, s. 182.
Na tych trzech mógłbym zakończyć przegląd poradników, bo właściwie napisano w nich wszystko co najważniejsze, a co można podsumować krótko: zakaz noszenia sygnetów herbowych dotyczy jedynie tych, którzy nie mają prawa do herbu.
A jednak nie mogłem się powstrzymać przed sięgnięciem po powojenne i współczesne podręczniki savoir-vivre’u opublikowane w Polsce. Poprzestałem na przejrzeniu blisko 40.
W pierwszych latach po II wojnie światowej i we wczesnym PRL, noszenie sygnetu herbowego nie było szczególnie rozsądne i mogło skończyć się dłuższym pobytem w jednym z więzień UB albo gorzej. Poradniki z czasów PRL dyskretnie przemilczają temat sygnetów herbowych. Nie wspominają o nich w swoich bestsellerach ani Irena Gumowska, ani Janina Nosarzewska, która znana jest pokoleniom Polaków pod pseudonimem Jan Kamyczek (nie polecam go — ale o tym innym razem). W miarę osłabiania reżimu komunistycznego zainteresowanie polską kulturą i obyczajami dawnych elit stopniowo rosło przybierając jedno z dwóch obliczy.
Opisał je rzeczowo, ale także wyjątkowo prawdziwie jak na rok publikacji (1984) w książce “Polski savoir-vivre” Tadeusz Rojek wyśmiewając snobizm, ale także oddając sprawiedliwość tym Polakom, którzy poszukując korzeni, herbów i śladów rodzinnej przeszłości kierowali się pobudkami czystymi i autentycznymi:
“Znana publicystka Hanna Krall pisała w tygodniku Polityka, że wielu jest takich, którzy pragną wyprowadzić z dawnych epok ciągłość swojej rodziny i podejmują w tym celu indywidualne badania (…). U schyłku XX wieku ogarnęła ludzi fascynacja przeszłością (…). Polacy już raz przeżywali takie pielgrzymki w historię, poszukując autentyczności, ciągłości swoich rodów i swoich herbów. Było to w okresie międzywojennym gdy istniało oficjalnie Polskie Towarzystwo Heraldyczne, gdy wychodziły czasopisma heraldyczne głoszące wiarę w odbudowę instytucji szlachectwa (…) gdy istniały biura heraldyczne podejmujące się wyprowadzania szlachectwa rodzinom nie zawsze do tego uprawnionym. Dlatego nie wszyscy, którzy dziś błyskają sygnetem są istotnie potomkami pierwszych herbowców. Niezależnie bowiem od kupowania sobie herbów, część plebejuszy brała sobie herb iure caduco”. I dalej pisze T. Rojek: “Do dawnych motywacji heraldycznych poszukiwań i weryfikacji przyłączyły się nowe po drugiej wojnie światowej. Po odbudowie domów z ruin i założeniu rodzin, po odnalezieniu się — a rozsypali się Polacy dosłownie po całym świecie — przyszła wewnętrzna potrzeba innej odbudowy. Zaczęliśmy szukać siebie w historii, śladów po przodkach i ich czynach. Stąd ogromna poczytność książek historycznych, a przede wszystkim pamiętników, znikających błyskawicznie z lad księgarskich, stąd także z analogicznych przyczyn zainteresowanie starymi przedmiotami, starymi portretami, które można prezentować jako konterfekty antenatów cudownie ocalałe z pożogi wojennej”.[4]T. Rojek, Polski savoir-vivre, Warszawa 1984, s. 54, 56-57

W ostatnim zdaniu można dostrzec wyraźną aluzję do snobizmu (podszywanie się pod szlachtę), który odrodził się i rozwinął w schyłkowym okresie PRL, a trwa w najlepsze po dziś dzień. Jego wczesne przejawy jakże celnie ukazał Jerzy Gruza w serialu “Czterdziestolatek” w historii zakupu przez inżyniera Karwowskiego w sklepie z antykami XIX-wiecznego portretu mężczyzny, który wkrótce zaczął prezentować gościom jako portret swojego przodka.
Z myślą o takich klientach powstała opublikowana jeszcze w 1975 r. książeczka Jerzego Wittlina “Vademecum dla snobki i snoba”. W tym prześmiewczym dziełku, które jest dzisiaj ciekawą pamiątką odradzania się w warunkach państwa oficjalnie robotniczo-chłopskiego, typowego snobizmu, nie mogło zabraknąć hasła o sygnecie, w którym Wittlin napisał tak:
“Sygnet. Z wyjątkiem zebrań, na których my wygłaszamy referat, lub zebrań, na których nam wygłaszają referat sygnet nosimy stale i do wszystkiego. Jeśli herb, którym się posługujemy jest znany i powszechnie ceniony, pozwalamy sobie na sygnet złoty, z oczkiem, na którym wyryty jest herb, z kamienia półszlachetnego. Jeśli herb, którym się posługujemy jest mniej znany, sygnet dajemy wykonać z dukatowego złota, zaś oczko z herbem wypełniamy kamieniem szlachetnym”.[5]J. Wittlin, Vademecum dla snobki i snoba, Warszawa 1975, s. 151-152
Wittlin nie wspomina o innym zjawisku obecnym w codziennym życiu państwa ludowego — męskich pierścieniach z oczkiem (przeważnie czarny kamień półszlachetny) bez herbu i bez monogramu. Z tego powodu nie sposób nazwać ich sygnetami (nie przedstawiają żadnego signum). W środowisku dawnych ziemian i szlachty nazywano je ironicznie “ślizgawkami”.
Koniec PRL-u przyspieszył i zwielokrotnił opisane wyżej zjawiska. W pierwszej połowie lat 90. XX w. doszło do prawdziwej eksplozji mody na wszystko, co dotąd było zakazane lub źle widziane, a kojarzyło się z “dawnymi dobrymi czasami”. Półki księgarskich regałów zaczęły uginać się od wznowień i nowych edycji herbarzy, pamiętników szlacheckich i albumów z fotografiami z życia codziennego ziemian. Grawerzy, gliptycy i gemmolodzy przeżywali prawdziwe oblężenie. Pamiętam anegdotę, którą opowiedział mi jeden z warszawskich grawerów. Klient — przedstawiciel nowej elity finansowej w modrej marynarce z obowiązkową metką producenta na rękawie, noszący nieszlacheckie nazwisko pojawił się, aby zamówić sygnet herbowy. Na pytanie grawera o który herb chodzi, zapytał: “a co by pan doradził? co jest teraz na topie?”.
Po roku 1989 rynek wydawniczy zalała kolejna fala poradników savoir-vivre’u. Warto pamiętać, że zanim doczekaliśmy się dzieł rodzimych autorów z dziedzin, w których publikacje PRL-owskie były bezużyteczne, poza ratowaniem się reprintami dzieł międzywojennych i jeszcze starszych, uruchomiono pokaźny import publikacji zagranicznych. Tylko w nielicznych przypadkach odpowiedzialny tłumacz, za zgodą takiegoż wydawcy, dodawał w przypisach uwagi o obcych polskiej kulturze poradach autora-cudzoziemca.
Co radzą autorzy poradników przełomu XX i XXI wieku w sprawie sygnetu herbowego?
Większość — nic, ponieważ temat sygnetów nadal jest przez autorów poradników pomijany. Ci nieliczni, którzy zdecydowali się do niego nawiązać nie są zgodni w swoich opiniach.
Maciej A. Brzozowski i Roman Wysocki (2003 r.) ostrzegają, że “sygnety mogą narazić nas na szczegółowe pytania heraldyczne”[6]M. A. Brzozowski i R. Wysocki, ABC dobrych manier, Warszawa 2003, s. 24. Rozumiem, że jest to przestroga adresowana do herbowych uzurpatorów.
Spośród dwóch autorów uznanych podręczników do protokołu dyplomatycznego każdy ma inne zdanie. Edward Pietrzkiewicz (1998) w ogóle nie wymienia wśród dopuszczalnej męskiej biżuterii — sygnetów. Tomasz Orłowski (2015) zalicza sygnet do “symbolicznych pamiątek” i dopuszcza[7]T. Orłowski, Protokół dyplomatyczny. Między tradycją a nowoczesnością, Warszawa 2015, s. 453.
Wśród importowanych ekspertów opinie także są podzielone. Hiszpanka Arantxa Garcia de Castro (2003) jest przeciwna męskim sygnetom, jako mało męskim[8]A. G. de Castro, Poradnik dobrych manier, Warszawa 2003, s. 137. Niemiec, Georg Incze (1999) — dopuszcza, aby mężczyzna nosił sygnet, ale musi być “naprawdę elegancki” oraz “jeden”[9]G. Incze, O kulturalnym zachowaniu, Warszawa 1996, s. 107. Jego rodak, Herbert Schwinghammer (2003) dopuszcza sygnety, ale zaleca, aby były “skromne i niezbyt rzucały się w oczy”[10]H. Schwinghammer, Wielka księga savoir-vivre’u, Warszawa 2003, s. 106. Niemka (2002) zauważa interesującą zmianę w obyczajach dotyczących męskiej biżuterii. O ile “dawniej obowiązywała zasada: mężczyzna nie powinien nosić żadnych ozdób, oczywiście oprócz obrączki”, a “starsi panowie, którzy chcieli podkreślić swoją ważność nosili tradycyjnie sygnety”, o tyle “dziś wskutek wpływu kultury młodzieżowej i nowego wizerunku mężczyzny zmienił się stosunek do ozdób. Przede wszystkim młodzi ludzie chętnie noszą liczne pierścionki (również na kciukach!) jako modne akcesoria”[11]A. Hurton Współczesny savoir-vivre, Warszawa 2002, s. 99. Jednoznaczną opinię na temat sygnetów herbowych ma baronowa Nadine de Rotschild (2006)— sygnet herbowy jest dopuszczalnym dodatkiem do męskiego ubioru — “jeśli ma się herb”[12]N. de Rotschild, Savoir vivre XXI wieku, 2006, s. 32).
A co to znaczy, że “ma się herb”? W Polsce herb rodowy dziedziczy się wyłącznie po rodzonym ojcu — zarówno synowie, jak córki. Uważam, że w przypadku dam można uznać, że sygnet jest także po prostu pierścionkiem (nierzadko pięknym, z gustowną oprawą), więc w ostateczności dopuszczałbym noszenie przez damę sygnetu z herbem, do którego nie ma prawa, ale który należał do bliskiego (w sensie stosunków uczuciowych) krewnego (niekoniecznie ojca) w dowód hołdu dla jego pamięci, a nie jako wyraz snobizmu. W przypadku mężczyzn zasady są restrykcyjne — noszenie sygnetu z herbem jest uprawnione tylko w przypadku, kiedy jest to herb ojca. Inaczej należy to uznać za uzurpację.
RODZAJE SYGNETÓW
Część autorów rozróżnia dwa rodzaje herbowej biżuterii noszonej na palcu — sygnet lub pierścień herbowy. Oba mają tę samą funkcję — sugerują szlacheckie pochodzenie noszącej je osoby (zakładając, że nie jest to snob, uzurpator lub ignorant). Sygnet dodatkowo służy do odciskania wizerunku herbu w laku. Z tego drugiego powodu wizerunek herbu jest na sygnetach wyryty nieco głębiej, a co najważniejsze — w formie lustrzanego odbicia. Powoduje to, że wizerunek w laku ma już właściwy kierunek. Dotyczy to oczywiście wyłącznie herbów z asymetrycznie ułożonymi figurami i godłami w tarczy oraz w klejnocie. Wizerunki symetryczne będą wyglądały tak samo dla patrzącego na sygnet i na jego odcisk w laku.

Sygnet składa się najczęściej (bywają sygnety metalowe wykonane z jednego kawałka metalu) z dwóch elementów: oczka wykonanego z kamienia półszlachetnego (najczęściej różnych odmian chalcedonu, jak: karneol, onyks, sardonyks, agat, heliotrop — błędnie zwany krwawnikiem, czy hematyt — nazywany krwawnikiem z powodu czerwonej barwy, którą ma w wersji sproszkowanej) z płasko rzeźbionym wizerunkiem herbu oraz oprawy — złotej lub srebrnej, rzadziej wykonanej z innego metalu.






Zdarzają się także oczka metalowe co może być zarówno zabiegiem celowym jak również efektem utraty oczka kamiennego — np. z powodu jego podarowania na szczytny cel w czasie zbiórki charytatywnej. O takich gestach wzmiankują dawne pamiętniki. Adam Granville podaje również inną genezę oczek metalowych — wykonanych pro memoria – z kajdan zesłańca lub szczątków rodowej szabli. Nawet jeżeli to geneza tylko legendarna, to trzeba przyznać — piękna i jakże polska.



Pierścień herbowy nie pełni roli przenośnej pieczęci lakowej, co sprawia, że po pierwsze — wizerunek herbowy jest na nim ukazany w wersji nieodwróconej (patrzący na sygnet widzi go w wersji poprawnej), po drugie — ryt jest często płytszy, po trzecie — oczko jest nierzadko wykonane z delikatniejszych i kosztowniejszych materiałów niż w sygnecie — z kamienia szlachetnego lub złota.
Do ulubionych przez polską szlachtę kamieni, z których wykonuje się oczka herbowe należy od stuleci krwawnik. Jego szaro-czarny kolor nie jest zbyt efektowny, ale wierzono, że ma właściwości zdrowotne. Potarcie kartki ostrą krawędzią kamienia pozostawia czerwonawą kreskę. Zwyczajem, który jednak nie był nigdy powszechny i nie stał się regułą, było wykonywanie oczek herbowych sygnetów z kamieni w kolorze zbliżonym do barwy pola tarczy herbu. To być może dodatkowy powód popularności w Polsce krwawnika — większość polskich herbów rodowych ma czerwone pole.

Kilka słów warto poświęcić samemu wizerunkowi umieszczonemu w oczku pierścienia. W Polsce najczęściej przedstawia się cały wizerunek herbowy: otoczoną labrami tarczę z hełmem i koroną rangową, nad którą widnieje klejnot herbowy. Na starszych i większych pierścieniach można z rzadka spotkać także panoplia, czyli ozdobne kompozycje z elementów wojskowego ekwipunku – szabel, chorągwi, włóczni, armat, a nawet bębnów i kul armatnich. To jednak rodzaj ornamentów spotykany częściej na pieczątkach herbowych — innym i dzisiaj już bardzo rzadko spotykanym i używanym akcesorium.


Wizerunek herbu może być pozbawiony jakiegoś elementu ozdobnego – np. labrów. Rzadsze są w Polsce sygnety, na których widnieje tylko tarcza herbowa z umieszczoną na niej koroną rangową.

Typowe dla heraldyki zachodniej, szczególnie brytyjskiej, odróżnienie herbów kobiet poprzez zastosowanie innego kształtu tarczy (owal lub romb) oraz nieużywanie hełmu, korony rangowej i klejnotu — w Polsce się nie przyjęło i zdarza się bardzo rzadko. Sygnety damskie w Polsce są na ogół jedynie nieco mniejsze. Czasami ich oprawa ma charakter bardziej zbliżony do damskiej biżuterii.


Z oczywistych powodów, mniejsze są także sygnety zakładane na mały palec. Charakterystyczny dla polskiej szlachty fakt, że tym samym herbem posługiwało się wiele, niekoniecznie spokrewnionych ze sobą rodzin, przyniósł nowy zwyczaj dodawania wokół wizerunku herbu, na ogół po bokach u góry — inicjałów właściciela. Inicjały rzadko pojawiają się na sygnetach herbowych, częściej — na pieczęciach herbowych.


JAK NOSIĆ ?
Tym, co łączy wszystkie wymienione poradniki savoir-vivre’u, nawet te, które zezwalają na założenie sygnetu herbowego — jest… brak porad jak należy to robić prawidłowo. A sprawa wcale nie jest taka oczywista. Tę poradnikową lukę postanowił uzupełnić autor poradnika pt. “Gentleman”[13]I wydanie: A. Granville, Gentleman. Mam zasady, Olszanica 2011; II wydanie: A. Granville, Gentleman. Poradnik dla klas wyższych, Olszanica 2019, Georg Nowak-Krogh kryjący się pod pseudonimem literackim: Adam Granville.
Książka jest najbogatszym i najbardziej wszechstronnym tego typu poradnikiem napisanym przez polskiego autora i zdecydowanie zasługuje na polecenie. Autor posiada erudycyjną wiedzę na poruszane tematy, którą chętnie dzieli się z czytelnikiem. Jak do każdego poradnika należy jednak podchodzić do treści tej książki z koniecznym dystansem i nie przyjmować wszystkich zawartych tam informacji bezkrytycznie, szczególnie, że autor jest w swoich poglądach bardzo stanowczy i restrykcyjny, co prowadzi go czasami do twierdzeń, które mogą zaskakiwać i budzą wątpliwości.
Monsieur Granville odróżnia sygnety i pierścienie herbowe (vide supra), co jest podziałem spotykanym w literaturze zagranicznej i porządkującym. W tym tekście posługuję się najczęściej ogólnym określeniem “sygnet” — dla uproszczenia wywodu, który dotyczy głównie sygnetów. Różnice wskazałem wyżej — to sposób ukazania herbu i ewentualnie materiał, z którego wykonuje się oczka obu pierścieni (jeżeli posiadają oczko — sygnet może być wykonany z jednego kawałka metalu).
Autor poradnika dodaje trzecią różnicę, z którą nie spotkałem się nigdy ani w literaturze ani w praktyce i dodam — że nie podzielam tego poglądu. Otóż uważa on, że o ile pierścień herbowy wręcz należy zakładać do fraka i żakietu, to nie wolno stosować go do mniej odświętnych strojów. Sygnet herbowy to przedmiot nieomal roboczy, porównywalny z piórem i aktówką, i jako taki może być noszony wyłącznie do ubiorów codziennych i nieoficjalnych (jak garnitur konferencyjny czy strój typu smart casual). Pierścienia herbowego nie wolno także — zdaniem autora — zakładać do smokingu jednorzędowego ponieważ ma on: “zdecydowanie prywatny, zabawowy charakter, który kłóci się z oficjalno-uroczystym charakterem (…) pierścienia [herbowego]”.


Zgadzam się natomiast z bardzo celną ogólną wskazówką autora dotyczącą noszenia sygnetów w życiu codziennym: “O ile pierścień rodowy noszony do żakietu czy fraka wygląda zawsze elegancko, o tyle noszenie na co dzień sygnetu jest zbliżone do subtelnej granicy między dobrym smakiem, a pretensjonalnością. Jeżeli jednak mamy wyczucie stylu chroniące przed przekroczeniem tej granicy, sygnetu nie powinniśmy się obawiać”.

Autor kontynuuje swój wywód w formie zasad noszenia sygnetu, które uważam za prawidłowe, chociaż nie jestem tak restrykcyjny w doborze koloru metalu oprawy pierścienia lub sygnetu: “Po pierwsze: jego noszenie musi mieć mocne uzasadnienie (jeżeli jesteśmy z Kowalskich, to z “tych” Kowalskich). Po drugie — sygnet powinien być mały i skromny. Jego najcenniejszym elementem powinien być sam herb właściciela. Po trzecie: kolor metalu powinien być dobrany do koloru pozostałej biżuterii jak spinki do mankietów czy zegarek. Do ubiorów nieoficjalnych rzadziej nosi się żółte złoto i dlatego będziemy raczej korzystali z sygnetu z białego złota lub platyny”. Zasadę trzecią można odnieść tylko do osób, które decydują się na wykonanie nowego sygnetu lub posiadają kilka pierścieni z herbem. Ci, którzy odziedziczyli sygnet po przodkach i zamierzają używać, nie będą przecież zmieniać oprawy, aby dostosować ją do spinek do mankietów. Będzie raczej odwrotnie.

Adam Granville uważa, że pierścień herbowy lub sygnet nosi się prawidłowo wyłącznie na prawej dłoni, przy czym tylko pierścień herbowy wolno nosić na palcu serdecznym, a sygnet — tylko na małym palcu. Nie uważam tak kategorycznego stawiania sprawy za słuszne. Tak jak opisał autor noszą sygnety przede wszystkim Anglicy i Francuzi i zapewne od nich wziął tę zasadę. Dodam jednak, że Anglicy noszą sygnet herbowy na dłoni “niedominującej ręki”, czyli z zasady na lewej ręce. Francuzi — na ręce prawej, ale odmiennie w zależności od tego czy sygnet herbowy nosi senior rodu lub jego najstarszy syn (na palcu serdecznym), czy młodsi synowie i członkowie młodszych linii — wtedy na małym palcu. Wśród Polaków było i jest nadal wielu miłośników angielskiego stylu i obyczajów, co sprawia, że można u nas spotkać osoby noszące sygnet na małym palcu, a nawet na prawej dłoni. Nie jest to ani błąd ani jedyny poprawny sposób noszenia pierścieni herbowych. Są także inne sposoby, w tym taki, który można określić jako tradycyjnie polski.

Polska szlachta tradycyjnie nosiła pierścienie na serdecznym palcu lewej ręki, który nazywano “palcem pierściennym” (digitus annularis). Wierzono, odwołując się do przekazów starożytnych Rzymian — że jest połączony bezpośrednio z sercem i emanuje specjalną energią. Być może z tego powodu obrączki nosi się w Polsce na prawej dłoni (lewa była zajęta na sygnet). Noszenie sygnetu na lewej dłoni tłumaczy się także faktem częstego posługiwania się przez panów braci szablą. Faktem jest, że pierścień na palcu nie pomaga w pewnym chwycie szabli, a na jego zdjęcie mogło nie być czasu w nagłej potrzebie sięgnięcia po broń.




Analiza wybranych przykładów ikonografii z czasów staropolskich – przy zachowaniu wymaganego sceptycyzmu co do realizmu tych dzieł tworzonych często przez średniej klasy rzemieślników — nie daje nam jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o obowiązujące wśród Sarmatów zasady. Jeden portrecista mógł zadbać o pełny realizm przedstawienia, inny — szczególnie malujący portret imaginacyjny, a nie pozowany z natury — mógł kierować się bardziej zasadami kompozycji i ukazać pierścień na tej dłoni, którą było widać o czym decydowało ustawienie korpusu portretowanego. Można więc znaleźć portrety, na których jegomość pan nosi sygnet na lewej lub prawej dłoni, na małym lub serdecznym palcu.

Pierścień nosi się oczkiem na zewnątrz dłoni, czyli (jak czytamy u A. Granville’a) en baise-main (fr. “do całowania”). Odwrotnie, czyli en bagarre (fr. “do bicia”) nosi go często, zdaniem Granville’a, szlachta i arystokracja francuska. Zwyczaj ten ma się wywodzić jeszcze z czasów rewolucji we Francji, kiedy epatowanie herbem mogło mieć dla nosiciela tragiczny rezultat.
Największe wątpliwości wzbudza odpowiedź na pytanie o prawidłową regułę określającą kierunek zakładania sygnetu herbowego. Mnie i większość osób, które o to pytałem uczono, że powinno się nosić go w taki sposób, aby osoba patrząca na dłoń skierowaną palcami do dołu widziała wizerunek herbu w sposób prawidłowy. Patrzący na swoją dłoń z sygnetem właściciel powinien więc widzieć go w formie odwróconej górą do dołu. Jest to uzasadnione zarówno rolą pierścienia jako pieczęci (odcisk można wykonać bez zdejmowania sygnetu z palca), a także jego dawnym przeznaczeniem — do całowania.
Mój przyjaciel, do którego wiedzy i orientacji w środowisku szlachecko-ziemiańskim mam pełne zaufanie zdradził mi, że w jego rodzinie uczono, że sygnet “nosi się dla siebie, a nie dla innych”, dlatego powinno się nosić go odwrotnie niż opisałem wyżej. Jak widać nie wypracowano uniwersalnej zasady. Ja skłaniam się do tej, której mnie uczono — oczywiście nie dlatego, że sygnet nosi się dla innych.

Granville pisząc, że sygnet czy pierścień herbowy noszony nieprawidłowo (odwrotnie) sugeruje, że dany ród wymarł — zaprzecza zasadzie, że pierścienie herbowe mogą nosić wyłącznie osoby, które mają do tego prawo. Skoro tak — nosząca sygnet osoba jest dowodem na to, że ród jeszcze nie wymarł.


Ciekawe są pomysły autora na odróżnienie kawalerów i żonatych członków rodu poprzez noszenie sygnetu w wersji — odpowiednio: oczkiem do środka lub na zewnątrz. Nie spotkałem się nigdy z tym zwyczajem, ale nie mam podstaw, by podważać prawdziwość tej informacji w odniesieniu do wybranych rodów. We Francji bardzo popularne są sygnety złote, stanowiące jednolitą całość, bez wyodrębnionego oczka.


JAK UŻYWAĆ ?
Obecnie nie praktykuje się całowania pierścienia herbowego na znak hołdu, lojalności lub szacunku (ten obyczaj dotyczy dzisiaj prawie wyłącznie najwyższych hierarchów duchowieństwa — przede wszystkim papieża, rzadziej kardynałów, ale i ta praktyka zamiera).

Jedynym sposobem użycia sygnetu inaczej niż jako ozdobnego dodatku do męskiego stroju jest odciskanie podobizny herbu na lakowej pieczęci. Herbowymi pieczęciami lakowymi opatruje się szczególnie ważne listy oraz dokumenty jak uroczyste deklaracje, akty kończące spór (np. protokół sprawy honorowej lub wyrok sądu honorowego), traktaty pokojowe, umowy itp.
Bardzo ciekawym i mało znanym przykładem zastosowania sygnetu herbowego był akt podpisania Traktatu Wersalskiego w czerwcu 1919 r. Dwóch przedstawicieli Polski — Roman Dmowski i Ignacy J. Paderewski przyłożyli na dokumencie odcisk w laku pieczęci herbowych. Co ciekawe, Ignacy J. Paderewski wycisnął w laku herb Jelita, którym pieczętowała się jego rodzina. Nie była to jednak pieczęć Paderewskiego, ale współherbowca. Sygnetu lub pieczęci herbowej użyczył mu bowiem sam Maurycy hr. Zamoyski [14]„Życie Podkarpackie”. Dodatek historyczny Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie z okazji 100. rocznicy podpisania Traktatu Wersalskiego, 26 czerwca 2019 r., ordynat, ziemianin, największy posiadacz ziemski w II Rzeczypospolitej, polityk – wówczas szef Komitetu Narodowego Polskiego (KNP), później działacz Stronnictwa Narodowego, kandydat i faworyt w pierwszych wyborach prezydenckich, w których przegrał z Gabrielem Narutowiczem. Praktyka posługiwania się “sygnetem przyjacielskim”, czyli należącym do innej osoby sygnetem herbowym z tym samym herbem znana jest z czasów staropolskich. Co ciekawe, o ile Paderewscy wywodzący się z ziemi drohickiej, pieczętują się Jelitami, Dmowskim w Heroldii rosyjskiej przypisano błędnie herb Pobóg. To dość częsta praktyka Heroldii Rosyjskiej, której pokłosiem jest mnóstwo błędów z przypisaniem rodzinie właściwego herbu pokutujących po dziś dzień. W tym przypadku Dmowskim przypisano herb Pobóg od DmoCHOwskich, ale że jest na to urzędowe potwierdzenie heroldii można przyjąć, że Dmowski miał prawo do używania Poboga. Jak podaje literatura — Dmowski odcisnął pod Traktatem własną pieczęć z Pobogiem[15]A.A.Goska, A.M.Nowik, Wierność polskiej tradycji szlacheckiej. Potwierdzenie szlachectwa braci Romana Dmowskiego, “Rocznik Mazowiecki” 2009, nr 21, s. 301, 305. Skąd ją wziął? Zamówił sobie w Paryżu specjalnie na tę wyjątkową okazję.

Chociaż jest co najmniej kilka technik pieczętowania listów lakową pieczęcią z herbem — wszystkie sprowadzają się do tej samej sekwencji wydarzeń — rozgrzania laku do temperatury, która zmieni jego stan skupienia ze stałego w płynny, wylania niewielkiej ilości laku na skrzydełko zamykające kopertę lub arkusz papieru listowego, wreszcie — odciśnięcie w takim płynnym laku pierścienia z herbem. Warto pamiętać, że jeżeli lak przywrze do kamienia z wygrawerowanym herbem, jego drobinki będzie bardzo trudno usunąć z zagłębień wklęsłego rytu. Aby tego uniknąć wystarczy przed odciśnięciem sygnetu w laku zwilżyć jego powierzchnię. Większej wprawy wymaga zastosowanie kombinowanej techniki odciśnięcia w laku dwukolorowej pieczęci, gdzie kolor laku utworzy tło, a owalne oczko z herbem będzie miało kolor białawy lub ciemno szary. Wymaga to zastosowania mąki i obsypania nią mokrego oczka sygnetu. Ostrzegam, że eksperyment może się nie powieść co dotyczy zarówno ryzyka trwalszego zabrudzenia płaskorzeźbionego wizerunku wyrytego na sygnecie, jak i nieuzyskania oczekiwanego, estetycznego odbicia herbu na pieczęci lakowej. Ja uważam odcisk w laku za zupełnie wystarczający dla osiągnięcia właściwego efektu.



Przypisy:
| ↑1 | M. Rościszewski, Dobry ton. Szkoła pożycia z ludźmi wszelkich stanów w stosunkach poufnych i ceremonjalnych, Warszawa 1920, s. 36 |
|---|---|
| ↑2 | Konstancja Hojnacka, Współżycie z ludźmi. Kodeks towarzyski, Żnin, 1939, s. 151 |
| ↑3 | M. z Colonna-Walewskich hr. Wielopolska, Obyczaje towarzyskie, Lwów 1938, s. 182 |
| ↑4 | T. Rojek, Polski savoir-vivre, Warszawa 1984, s. 54, 56-57 |
| ↑5 | J. Wittlin, Vademecum dla snobki i snoba, Warszawa 1975, s. 151-152 |
| ↑6 | M. A. Brzozowski i R. Wysocki, ABC dobrych manier, Warszawa 2003, s. 24 |
| ↑7 | T. Orłowski, Protokół dyplomatyczny. Między tradycją a nowoczesnością, Warszawa 2015, s. 453 |
| ↑8 | A. G. de Castro, Poradnik dobrych manier, Warszawa 2003, s. 137 |
| ↑9 | G. Incze, O kulturalnym zachowaniu, Warszawa 1996, s. 107 |
| ↑10 | H. Schwinghammer, Wielka księga savoir-vivre’u, Warszawa 2003, s. 106 |
| ↑11 | A. Hurton Współczesny savoir-vivre, Warszawa 2002, s. 99 |
| ↑12 | N. de Rotschild, Savoir vivre XXI wieku, 2006, s. 32 |
| ↑13 | I wydanie: A. Granville, Gentleman. Mam zasady, Olszanica 2011; II wydanie: A. Granville, Gentleman. Poradnik dla klas wyższych, Olszanica 2019 |
| ↑14 | „Życie Podkarpackie”. Dodatek historyczny Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie z okazji 100. rocznicy podpisania Traktatu Wersalskiego, 26 czerwca 2019 r. |
| ↑15 | A.A.Goska, A.M.Nowik, Wierność polskiej tradycji szlacheckiej. Potwierdzenie szlachectwa braci Romana Dmowskiego, “Rocznik Mazowiecki” 2009, nr 21, s. 301, 305 |
Jeśli zdarzy nam się awaria i lak utknie w szczelinach pieczęci, czy też sygnetu… Nie popadajmy w panikę tedy.
Z ratunkiem przychodzi nam aceton, dostępny w prawie każdym domu, lub terpentyna i patyczki kosmetyczne. Patyczkami zwilżonymi jednym z powyższych wymywamy drobiny… Jeśli są oporne suszarką do włosów nagrzewany ostrożnie newralgiczne miejsce i powtarzamy zabieg.
Dziękuję ! Cenna wskazówka dla wszystkich, którym przytrafił się taki przykry wypadek.
Książę Walii, Karol, od zawsze nosi swój sygnet na małym palcu lewej dłoni. Co ciekawe (i co widać na zdjęciu), nie przywiązuje wagi do kierunku w jakim skierowany jest rysunek na pierścieniu.
Prawdopodobnie przywiązuje wagę. Na obu zdjęciach pęk piór jest skierowany w tę samą stronę – ku czubkom palców.
Oczywiście ma Pani rację – zdanie nie ma sensu, bo widać wyraźnie, że Książę Walii zawsze nosi sygnet tak samo i prawidłowo. Było o jedno przeczenie za dużo. Poprawiłem to zdanie – dziękuję za zwrócenie uwagi.