Wśród uczestników procesji koronacyjnej wchodzącej 6 lutego 2023 r. w ceremonialnym porządku do Opactwa Westminster można było dostrzec jegomościa w żakiecie, kroczącego dumnie z drzewcem Sztandaru Królewskiego na ramieniu.

Dla większości widzów był zapewne jedną z wielu postaci w barwnym korowodzie poprzedzającym królewską parę, dla kolegów z pracy – emerytowanym księgowym, dla sąsiadów – właścicielem zabytkowego, wiejskiego dworu borykającym się z ogromnymi kosztami utrzymania bezcennego zabytku.
To Francis John Fane Marmion Dymoke (ur. 1952 r.) – 34. dziedziczny King’s Champion, czyli obrońca honoru monarchy.
OBRONA HONORU PO NORMANDZKU
Honor – fundament męskości i rycerskości – to pojęcie w naszych czasach rzadko używane – tak w mowie jak i w czynie. Honor nie używany i nie strzeżony – ulatnia się. Wiedzieli o tym diukowie Normandii, którzy w czasach zamierzchłych, jeszcze przed podbojem Anglii przez Wilhelma Zdobywcę, ustanowili instytucję czempiona – oficjalnego obrońcy honoru władcy. Nawiązali do innej instytucji starożytnego, a potem średniowiecznego wymiaru sprawiedliwości – ordaliów, zwanych także sądami bożymi. W Normandii każdy oskarżony miał prawo, z braku innych dowodów i środków, dowieść swojej niewinności stając bez broni naprzeciwko w pełni uzbrojonego rycerza. Zwyciężał, jeżeli… przewrócił rycerza na ziemię. Podobno kilku śmiałkom udało się tego dokonać.
Zgodnie z zasadami postępowania honorowego, można było osobiście przyjąć wyzwanie tylko od osoby szlachetnie urodzonej, co najmniej równej sobie statusem. W przypadku władców – mogli to być jedynie władcy. Jeżeli wyzwanie pochodziło od osoby o niższej pozycji społecznej, należało skorzystać z zastępstwa. Diukowie Normandii ustanowili w tym celu urząd oficjalnego czempiona, najlepszego rycerza, który stawał z bronią w ręku przeciwko każdemu, kto podważał honor normandzkiego monarchy.
Nie wiadomo kiedy urząd czempiona stał się dziedziczny. Legenda mówi, że już w czasach Wilhelma Zdobywcy, który powierzył tę funkcję rodowi Marmion, sprawdzonym w boju rycerzom, wywodzącym się ze starego rodu normandzkich panów Fontenay le Marmion, już wcześniej sporadycznie pełniących funkcję czempionów diuków Normandii.

Inna wersja łączy funkcję czempiona z rodem Marmion dopiero w XII wieku, w okresie wojny domowej (“Anarchy”) w Anglii i Normandii. Robert Marmion, kasztelan zamku Falaise w Normandii obronił go (oraz przebywającego na zamku króla Stefana) przed Gotfrydem V Plantagenetem. W uznaniu zasług otrzymał od króla tytuł barona oraz dwie posiadłości w Anglii – zamek Tamworth (dawną posiadłość anglosaskich królów Mercii) oraz dwór w Scrivelsby (w Lincolnshire). W zamian za nadanie Scrivelsby Marmionowie zostali zobowiązani wieczyście do obrony honoru monarchów anglonormańskich jako dziedziczni czempioni królów.

Pierwszy znany dokument wspominający czempiona i jego obowiązki pochodzi z czasów Edwarda III (1312-1327-1377). Król potwierdza w nim nadanie posiadłości Scrivelsby rodowi Marmion oraz łączy z nim służebność feudalną polegającą na obowiązku zapewnienia i wyposażenia w pełni uzbrojonego rycerza, który przybędzie w dniu koronacji na jej miejsce i oświadczy publicznie, że król jest prawowitym i prawdziwym dziedzicem tronu wyzywając na pojedynek każdego, kto spróbuje temu zaprzeczać.

BURZLIWA HISTORIA
SUKCESJI FUNKCJI CZEMPIONA
Dwukrotnie ciągłość urzędu dziedzicznego Czempiona Króla była zagrożona. W 1291 r. zmarł Filip, 5. baron Marion nie pozostawiając męskiego potomka. Majątek Marmionów został podzielony. Zamek Tamworth przypadł najstarszej córce Mazerze Marmion i jej mężowi – Aleksandrowi de Freville. Ta rodzina jeszcze powróci w naszej opowieści. Młodsza córka, Joanna, otrzymała w spadku po ojcu dwór Scrivelsby, z którym związana była funkcja i służba czempiona. Joanna wyszła za mąż za Tomasza de Ludlow i tak jego ród objął dziedziczną funkcję Czempiona Króla.
Już 80 lat później, w 1377 r. zmarł ostatni męski potomek rodu de Ludlow. Jego córka, Małgorzata de Ludlow wyszła za mąż za Jana Dymoke. Po ojcu odziedziczyła dwór Scrivelsby, który wniosła do majątku męża wraz z prawem do funkcji Czempiona Króla. Ale wtedy do gry wszedł potomek starszej córki ostatniego barona Marmion, Baldwin de Freville, pan na zamku Tamworth, który zakwestionował prawo rodu Dymoke do funkcji Czempiona i zażądał tej prestiżowej funkcji dla siebie i swoich potomków – także wywodzących się od pierwszego czempiona królewskiego, barona Marmion. Sprawa stanęła przed specjalnym sądem (Court of Claims), który do dzisiaj rozstrzyga roszczenia do udziału w uroczystościach koronacyjnych i pełnienia w jej trakcie określonych funkcji.

Sprawa szybkiego ustalenia osoby Czempiona Króla w 1377 r. była istotna nie tylko z powodu śmierci ostatniego czempiona, ale także dlatego, że w tym samym roku miała się odbyć koronacja króla Ryszarda II. Ostatecznie sąd zawyrokował, że jako związana z własnością dworu w Scrivelsby, funkcja czempiona przypadnie odtąd rodowi Dymoke. W rękach tego rodu znajduje się nieprzerwanie od tego dnia, aż do dzisiaj.

CEREMONIAŁ KORONACYJNY
Z UDZIAŁEM CZEMPIONA
Zgodnie z ustalonym ceremoniałem, akt wyzwania przez czempiona na bój każdego kto śmiałby podważyć prawo nowo-koronowanego monarchy do tronu musiał nastąpić podczas bankietu, który król tradycyjnie organizował w hallu Pałacu Westminster. Czempion w pełnej zbroi i z lancą, otoczony przez królewskich heroldów, miał obowiązek wjechać konno do sali bankietowej i trzykrotnie rzucić rękawicę oczekując jej podjęcia przez śmiałka – na progu sali bankietowej, w jej środku oraz przed samym stołem, za którym zasiadał świętujący monarcha.

Rękawicę za każdym razem podnosił i oddawał czempionowi Król Herbowy Orderu Podwiązki – naczelny herold Anglii lub w jego zastępstwie któryś z innych heroldów.

Czempion nie otrzymywał żadnego dodatkowego wynagrodzenia. Po bankiecie, na którym wystąpił otrzymywał 20 jardów karmazynowego sukna, siodło i zbroję, których użył oraz złoty puchar z nakrywką, z którego nowy król wzniósł toast podczas uczty (pierwszy toast król wznosił za zdrowie czempiona). Sfinansowanie ekwipunku należało tradycyjnie do czempiona jako część jego feudalnej służebności, ale dwór monarszy dyskretnie dbał o to, aby czempionowi nie zabrakło odpowiedniego wyposażenia.

Treść wyzwania ulegała z czasem różnym modyfikacjom. Po raz ostatni czempion wystąpił w swojej roli podczas bankietu zorganizowanego z okazji koronacji Jerzego IV w 1821 r. Okazało się, że ówczesny senior rodu Dymoke jest osobą duchowną i nie może wykonać swojej funkcji, dlatego przekazał obowiązki czempiona synowi, Henrykowi. Zaledwie 20-letni młodzieniec nie posiadał odpowiedniego wierzchowca, dlatego w trybie pilnym wypożyczono go z cyrku.
Podczas pełnej przepychu uroczystości, Królewski Czempion wjechał konno do sali bankietowej. Trzykrotnie rzucał rękawicę, a Król Herbowy trzykrotnie odczytywał rotę wyzwania:
“Jeśli jakakolwiek osoba, niezależnie od swojego statusu społecznego, wysokiego lub niskiego, zaprzeczy lub zakwestionuje prawa naszego Suwerennego Władcy, Jerzego, Króla Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii, Obrońcy Wiary, syna i spadkobiercy naszego zmarłego Króla, aby być prawowitym spadkobiercą imperialnej korony tegoż królestwa, oto staje jego czempion, który oświadcza, że wspomniana osoba kłamie i jest zdrajcą. Czempion jest gotowy osobiście walczyć z oszczercą, i zaryzykować swoje życie — w dowolnym dniu, który zostanie wyznaczony”.

Podczas kolejnej koronacji (Wilhelma IV), w ogóle zrezygnowano z bankietu (opinia publiczna była oburzona wystawnością i kosztami poprzedniej ceremonii). Kolejnym koronowanym monarchą była Wiktora, która zrezygnowała z usług Czempiona pozbawiając go możliwości odegrania swojej roli i udziału w ceremonii (był to ten sam Henryk Dymoke, który jako ostatni w historii Czempion wjechał na bankiet konno). W ramach zadośćuczynienia królowa nadała Dymoke’owi dziedziczny tytuł baroneta.

CZEMPION KRÓLA WSPÓŁCZEŚNIE
Po 1821 r. żaden czempion już nigdy nie wystąpił w swojej roli w czasie bankietu. Przed każdą kolejną koronacją, członkowie rodu Dymoke wnosili do koronacyjnego sądu (Court of Claims) – swoje roszczenie do pełnienia funkcji królewskiego czempiona. Za każdym razem Sąd potwierdzał ich dziedziczne prawo do udziału w koronacji, ale funkcję Czempiona zamieniał na funkcję chorążego niosącego wskazany sztandar lub flagę (w czasie kolejnych koronacji – flagę Unii, Anglii, czy jak 6 lutego 2023 r. – flagę Króla).

Czy ktokolwiek kiedykolwiek podjął wyzwanie i podniósł rękawicę rzuconą przez Czempiona? Nie. Taka sytuacja nie zdarzyła się nigdy przez 1000 lat historii tego niezwykłego, dziedzicznego urzędu.
Podobno tylko jeden raz ryzyko, że ktoś podejmie wyzwanie Czempiona było realne. Podczas koronacji Jerzego III w 1761 r. w Londynie miał przebywać “Bonnie Prince Charlie”, czyli książę Karol Edward Stuart, wnuk obalonego króla Jakuba II, pretendent do angielskiego tronu, który aktywnie próbował go odzyskać. Na marginesie warto wspomnieć, że Karol był synem Marii Klementyny Sobieskiej, prawnukiem polskiego króla Jana III. Zwolennicy “Pięknego Karolka” bardzo liczyli na to, że z bronią w ręku sięgnie po koronę. Ostatecznie, książę Karol nie przybył na bankiet i nie podjął wyzwania królewskiego czempiona. Cały Londyn żył jednak w tym dniu w prawdziwym napięciu.

Na wszelki wypadek, zbroja dla czempiona oraz jego konia jest przechowywana na zamku Windsor. Jak żartuje aktualny, 34 czempion króla – ze względu na jej rozmiar miałby duże trudności, aby się w niej zmieścić. Jego prawo do udziału w ceremonii koronacyjnej Karola III oraz jego formę potwierdził Court of Claims, a dokładnie współczesny następca tego XIV-wiecznego organu – Coronation Claims Office – część Urzędu Premiera (podobno zwlekano z decyzją, co bardzo zaniepokoiło Dymoke’a). Podczas ceremonii w Opactwie Westminster, w procesji, 34 czempion króla dumnie niósł królewski sztandar.
W dzisiejszych, mało honorowych czasach wypada raczej wątpić w to, że czempion jeszcze kiedykolwiek wjedzie konno na koronacyjny bankiet i rzuci rękawicę. Widok rycerza w pełnej zbroi zbliżającego się do tłumu zakłócających przebieg koronacji zwolenników republiki bardziej pasuje dzisiaj do filmowej fikcji niż do rzeczywistości. Ale nie należy tracić nadziei, że w którymś z kolejnych pokoleń obudzi się rycerska krew i jak drzewiej bywało królewski czempion dosiądzie wierzchowca, by dowieść honoru rodziny i strzec dobrego imienia monarchy.
[zdjęcia bez wskazanego źródła pochodzą z zasobów Wikimedia Commons]