RECENZJA: “Vaincre ou Mourir”

[Przeczytanie tekstu zajmie: 9 minut(y)]
Do Polski zawitał film “Vaincre ou mourir” (‘Zwycięż lub zgiń’). Z dużym opóźnieniem, bo ponad rok po premierze europejskiej. Na krótko, w końcu grudnia 2023, przed nowym rokiem.
Miała być krótka wzmianka, ale ostatecznie rozpisałem się i powstała z tego prawie recenzja. Zapewniam, że nie ma spoilerów.
Wybrałem się, a jakże, zobaczyć film, który podobno wywołał skandal i wielką dyskusję we Francji.

Temat ciekawy i dotąd we francuskiej kinematografii raczej pomijany, można rzec – niewygodny. Opowieść o tym jak tzw. wielka rewolucja francuska krwawo i bezlitośnie rozprawiła się ze swoimi oponentami z departamentu Wandei.
Przed projekcją zagłębiłem się w lekturę monografii poświęconej kontrrewolucji we Francji – “The Counter-Revolution in France 1787-1830” autorstwa Jamesa Robertsa. Polecam ją wszystkim, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej o tym jak naprawdę wyglądała kontrrewolucja we Francji w XVIII i XIX w. Co ciekawe, zdaniem autora rewolucja we Francji ostatecznie zwyciężyła, a kontrrewolucja przegrała — dopiero w 1944 r. Myślę, że gdybym nie przeczytał tej książki, inaczej (dużo lepiej) odebrałbym film “Vaincre ou mourir”. To także ostrzeżenie.
Pewnie część moich facebookowych znajomych zna film “Chouans!” z 1988 r. z młodziutką Sophie Marceau.
Plakat filmu Szuanie! z 1988 r. Reżyseria Philippe de Broca.

Tam pokazano problem rewolucji i kontrrewolucji w bardziej zniuansowany sposób. Opowieść zbudowano wokół konfliktu dwóch braci o serce pięknej kobiety. Obaj są synami oświeconego, lokalnego szlachcica ze starego rodu, hrabiego de Kerfadec. Syn naturalny – Aurèle – popiera rojalistów i dołącza do wojen szuańskich, aby bronić ancien régime. Syn adoptowany – Tarquin – dołącza do armii rewolucyjnej i wspiera krwawe zabiegi władz rewolucyjnych w celu wdrożenia nowego porządku. Śledzimy ich losy w coraz gęstszej atmosferze wojny domowej i nierównej walki powstańców z machiną rewolucyjną uosabianą przez gilotynę i brutalną armię. Obiekt westchnień obu braci – Céline – miotana sprzecznymi uczuciami raz skłania się ku jednemu z braci, raz ku drugiemu – z konsekwencjami dla jej stosunku do samej rewolucji.

W filmie ‘Zwycięż lub zgiń’ – niuansów nie ma. Obraz jest czarno-biały – brutalne potwory z armii rewolucyjnej (z nielicznymi wyjątkami, które szybko zmieniają stronę) i odważni, dzielni, wzbudzający sympatię Wandejczycy.
Na to właśnie zwracali uwagę krytycy we Francji – że temat kontrrewolucji nie był wcale taki prosty i oczywisty. Ale o tym niżej.
Plakat filmu “Zwycięż lub zgiń”. 2022 r. Reżyseria Paul Mignot i Vincent Mottez.

Głównym bohaterem filmu jest Franciszek Atanazy de Charette de la Contrie – młody szlachcic bretoński, który po służbie we francuskiej marynarce wojennej w wojnie o niepodległość Ameryki powraca do rodowej siedziby krótko po wybuchu buntu chłopów z Wandei przeciwko rewolucji. To autentyczna postać. Tak w filmie, jak w rzeczywistości, okoliczni chłopi odwiedzili pana de Charette w jego zamku żądając objęcia dowództwa nad ich ochotniczymi oddziałami – zgodnie z zasadą opieki szlachty nad swoimi poddanymi, w walce za króla i wiarę ojców. De Charette się waha, odmawia, tłumaczy się brakiem kompetencji do dowodzenia wojskiem na lądzie (jest marynarzem), ale po tym jak waleczna dama – jego siostra – zmywa mu głowę i odsądza od czci (‘cherchez la femme’), zmienia zdanie i obejmuje dowództwo nad oddziałem, który z czasem rozrasta się do małej armii.

De Charette był autentycznym bohaterem. Człowiekiem honoru. Utalentowanym, dzielnym dowódcą, przekonanym rojalistą i katolikiem.
Kadr z filmu
Kadr z filmu “Vaincre ou Mourir”
Film jest opowieścią o losach szlachty i chłopów, którzy ramię w ramię sięgnęli po broń by bronić wartości, które uważali za najwyższe i godne obrony przed potworami z armii rewolucyjnej. Na ile jest to historia prawdziwa – to już inna sprawa.
Film nie jest arcydziełem, ale ogląda się go dobrze. Jest sprawnie nakręcony i po pierwszych kilkunastu słabszych minutach nabiera większego rozmachu i tempa, które zachowuje do końca. Jest miejscami zabawnie, często wzruszająco, nierzadko spektakularnie (kilka niezłych scen batalistycznych, choć tutaj także mamy niedosyt) i czasami patetycznie (na szczęście tylko czasami ten patos jest przesadzony).
Kadr z filmu “Vaincre ou Mourir”. [źródło: https://www.vaincreoumourir.fr/]
Ograniczony budżet sprawił, że film jest czasami zbyt kameralny, teatralny, co w nowoczesnym kinie akcji nieco razi.
Ogólnie zasługuje jednak na pozytywną ocenę.
Skąd więc krytyka we Francji – a dodajmy, że recenzenci głównych mediów francuskich wylali na film wiadra krytyki i nie zostawili na nim suchej nitki – na łamach Le Mode, Le Parisien, Libération, Le Figaro ukazały się bardzo krytyczne recenzje.
Czy film jest rzeczywiście oddaniem sprawiedliwości powstańcom z Wandei i aktem oskarżenia wobec rewolucji?
Lektura recenzji i opinii francuskich prowadzi do konkluzji, że główna krytyka (pomijam kwestie techniczne – analizę warsztatu filmowego, efektów specjalnych, pracy kamery, wykorzystania dronów, gry aktorskiej) dotyczy tego, że film jest dalece uproszczonym (jedna z recenzentek używa nawet określenia “obskuranckim”) obrazem rzeczywistości, manichejską czarno-białą wizją konfliktu dobra i zła, czyli powstańców z rewolucjonistami, podczas gdy rzeczywistość była bardziej złożona.
Nie ulega wątpliwości, że władze i wojska rewolucyjne dopuściły się w Wandei (i w innych częściach Francji, gdzie wystąpiono przeciwko rewolucji) aktów zbrodniczych, masowego mordowania ludności cywilnej – w tym kobiet, dzieci i starców, gwałtów, kradzieży, terroru. Postępowali w sposób wyjątkowo bezwzględny i brutalny. Liczba zamordowanych w Wandei cywilów szacowana jest najczęściej na ok. 300.000.
Kadr z filmu “Vaincre ou Mourir”. [źródło: https://www.vaincreoumourir.fr/]
Bunt Wandei był dla wielu aktem desperacji i protestem przeciwko narzucaniu siłą nowych porządków, zasad i wartości. Przymusowy pobór do wojska, walka z kościołem, rekwizycje, z czasem pacyfikacje i terror. Nic dziwnego, że ludzie sięgnęli po broń.
Kadr z filmu “Vaincre ou Mourir”. [źródło: https://www.vaincreoumourir.fr/]
O czym rzadziej się mówi – sojusz kontrrewolucjonistów, walka ramię w ramię szlachty i chłopów, czy współpraca rojalistów na emigracji z bojownikami w kraju – to piękny mit, który jest prawdziwy jedynie w części, a opiera się głównie na przekazie później publikowanych dzienników i memuarów uczestników buntu lub ich zwolenników, którzy tak chcieli ukazać tamte wydarzenia (na czele z pamiętnikami Wiktorii de Donnissan de La Rochejaquelein, wdowy po bohaterskim generale La Rochejaquelein, które ukształtowały nie w pełni prawdziwy wizerunek Rojalistów i obraz wojen wandejskich wśród kolejnych pokoleń czytelników).
W rzeczywistości ruch kontrrewolucyjny nie był jednolity i spójny. Zupełnie inaczej wyglądała kontrrewolucja w Wandei i w innych regionach Francji (bo tam też wybuchały bunty). Zupełnie inną rolę odegrała arystokracja i lokalna szlachta.
Ta pierwsza w dużej części po wybuchu rewolucji udała się na emigrację (jeżeli uszła z życiem i spod gilotyny) i tam próbowała zorganizować zbrojną interwencję w celu przywrócenia dawnego porządku. Proszenie o pomoc obcych państw i zachęcanie ich do interwencji we własnej ojczyźnie – zawsze źle oceniano. Nie inaczej w przypadku rojalistycznej emigracji francuskiej, która niewiele wskórała politycznie, a militarnie szybko przegrała. Środowisko skłócone wewnętrznie, w części dalej tkwiące w krainie mitów i legend o przedrewolucyjnej Francji, negujące potrzebę zmian ustrojowych i społecznych we Francji i pragnące prostego przywrócenia status quo ante.
W filmie jest krótka scena istotna dla relacji rojalistów na emigracji i w kraju – nieudanego desantu księcia d’Artois z wojskami rojalistów, którzy mieli przybyć z odsieczą dziesiątkowanym rebeliantom, a ostatecznie wycofali się (“ekspedycja Quiberon” 1795 r.). Skutki były tragiczne – setki ofiar po stronie powstańców, w tym ponad 700 chłopów i szlachty rozstrzelanych przez wojska rewolucjonistów wbrew danemu parolowi, że ujdą z życiem. De Charette zamiast posiłków, na które liczyła jego wykrwawiająca się armia, otrzymał szablę i awans na generała oraz informację, że posiłki nie przybędą.
Opaska używana przez członków Armii Kondeusza – formacji zbrojnej kontrrewolucjonistów. Czarne lilie na białym tle to nawiązanie do bieli królewskiego sztandaru oraz czerni żałoby po zamordowaniu Ludwika XVI – trzy lilie to godło dynastii Burbonów (zbiory Musée Condé – Château de Chantilly). [Źródło: https://www.musee-conde.fr/fr/notice/na-293-brassard-de-l-armee-de-conde-3790de6c-546a-4b89-9c85-b2e1d0bc8e66]
Ta druga doświadczała na własnej skórze nowych porządków (nota bene, de Charette też na krótko wyemigrował do Niemiec). Tu mieliśmy do czynienia zarówno z postawami zaangażowania, a nawet bohaterstwa, ale także znacząco odmiennymi.
Chłopi często walczyli sami, pod chłopskimi dowódcami i ani myśleli prosić szlachtę o obejmowanie dowodzenia. I co wiemy z opracowań historyków, nie wszyscy chłopi kierowali się w swojej decyzji o wystąpieniu przeciwko rewolucji – obroną ideałów, wartości i imponderabiliów. Niemała część dołączała do buntowników wcale nie dla obrony parafialnych kościołów i dawnego stylu życia, ale wręcz przeciwnie — rozczarowana niespełnionymi obietnicami rewolucjonistów, oczekując bardziej radykalnych działań i bardziej skutecznego wprowadzania nowego porządku zgodnego z triadą rewolucyjnych wartości – wolności, równości i braterstwa. Padając ofiarą podwyżek podatków, rekwizycji i poboru do wojska ze strony tych, którzy obiecywali nowy, egalitarny świat – sięgali za broń.
Drugie, a nawet trzecie dno w odbiorze filmu stanowi fakt, że jest to pierwsza produkcja spod znaku Puy du Fou – wielkiego parku rozrywki zlokalizowanego właśnie w Wandei, który wśród różnych widowisk dotyczących głównie historii Francji, oferowanych turystom ma także… opowieść o panu de Charette i jego przygodach przed i w czasie rewolucji. Ten spektakl jest najbardziej obsypaną produkcją parku Puy du Fou. Można powiedzieć, że przeniesiono na ekran gotową i sprawdzoną opowieść stworzoną na potrzeby parku rozrywki. To zresztą też źródło zarzutów – że to przeniesienie z wszystkimi wadami, jak nieznośny narrator filmu, który może sprawdza się w parku rozrywki, ale niekoniecznie w kinie.
Plakat widowiska “Le Dernier Panache” (“Ostatni pióropusz”) – Park Puy du Fou
Twórcą i współwłaścicielem parku Puy du Fou jest sam Philippe de Villiers, a dokładnie: Philippe Marie Jean Joseph Le Jolis de Villiers de Saintignon – francuski przedsiębiorca, polityk i szlachcic. Od początku kariery politycznej po prawej stronie. Określany jako tradycjonalista, a nawet nacjonalista oraz eurosceptyk, wypowiadający się krytycznie o masowej emigracji do Francji. To właśnie de Villiers ukuł określenie “polski hydraulik” (a także: “łotewski murarz” i “estoński ogrodnik”) w czasie debat towarzyszących dołączeniu państw Europy Środkowej i Wschodniej do Unii Europejskiej i obaw związanych z oczekiwaną falą emigracji zarobkowej ze wschodu na zachód Europy. Dodajmy fakt nie pozbawiony znaczenia, że ród de Villiers pochodzi z Wandei.
Kadr z filmu “Vaincre ou Mourir”. [źródło: https://www.vaincreoumourir.fr/]
Czy film warto obejrzeć? Tak. Również dlatego żeby wyrobić sobie samemu zdanie. Pomijam krytykę obecną we Francji dotyczącą odtwórcy głównej roli (Hugo Becker), który podobno “udaje Batmana” i zmienia głos, aby brzmieć jak postać z filmu o superbohaterach. Nie odniosłem takiego wrażenia. Nie znam się też na tym jak dokładnie działa gilotyna i czy sceny ukazujące egzekucje tym upiornym narzędziem w filmie “Vaincre ou mourir” są realistyczne. Podobno nie są, a najlepsza (w sensie realizmu) dotąd scena egzekucji gilotyną została ukazana w filmie… Andrzeja Wajdy (“Danton”).
Kadr z filmu “Vaincre ou Mourir”. [źródło: https://www.vaincreoumourir.fr/]
Film ma kilka dobrych i pozostających na dłużej w pamięci scen. Oczywiście – finał, ale na mnie wrażenie zrobiła także np. krótka scena brutalnej egzekucji kilku głównych bohaterów, którzy zamiast oczekiwanego rozstrzelania zostają zakłóci bagnetami – pomimo próśb “nie! tylko nie tak!”, czy przejmująca rozmowa pomiędzy coraz bardziej zmęczonymi dowódcami, którzy w obliczu kolejnych ofiar i klęsk wahają się nad sensem dalszej walki. To rozmowa, którą można by włożyć w usta polskich partyzantów w 1945 roku i późniejszych latach. Skojarzenie z “Żołnierzami Wyklętymi” narzuca się samo. Słyszałem wychodząc z kina, że nie tylko ja miałem takie skojarzenie.
Wizje senne głównego bohatera to ciekawy zabieg artystyczny.
Constance Gay jako Céleste Bulkeley. Kadr z filmu “Vaincre ou Mourir”
Wśród bohaterów są silne, piękne kobiety – niezależne, odważne, skuteczne. Śmierć jednej z nich, szlachcianki, na plaży, jest poruszająca. To hołd złożony kobietom z Wandei – trochę podobny do egzekucji gilotyną dzielnej Olympe de Saint-Gildas w filmie “Chouans!”. Obie te postaci pokazały, że szlachta (przynajmniej część) wiedziała nie tylko jak savoir-vivre, ale także jak savoir-mourir. Co ciekawe – Olimpię grała w tamtym filmie szlachcianka, Charlotte de Turckheim. W filmie są też dzielne włościanki – strzegące domów pod nieobecność walczących mężów lub same odważnie sięgające po broń i ginące w nierównej walce.
Charlotte de Turckheim jako Olympe de Saint-Gildas w filmie “Le Chouans!” “Szuanie” (1988, reż. Philippe de Broca). [Źródło: https://maria-antonia.forumactif.com/t365p25-le-film-chouans-de-philippe-de-broca-1988]

Scena egzekucji Olympe de Saint-Gildas (Charlotte de Turckheim) w filmie “Le Chouans!” “Szuanie” (1988, reż. Philippe de Broca).
Rojaliści, czy przeciwnicy dorobku rewolucji we Francji powinni być usatysfakcjonowani. Zwolennikom rewolucyjnych porządków i historykom tego okresu film się pewnie mniej lub w ogóle nie spodoba.
Pytanie – czy można nakręcić zniuansowany, dobry film pokazujący złożony problem kontrrewolucji we Francji. Idealny – nie. Lepszy – pewnie tak.
Pomnik Łazarza Hoche – “Pacyfikatora Wandei” na Placu jego imienia w Wersalu. [źródło: fr:User:Stucki at fr.wikipedia, CC BY-SA 1.0, via Wikimedia Commons
Nie podzielam zdania, że jest to “francuski Braveheart”. Dynamika i charakter obu filmów (osadzona w historycznych realiach opowieść spod znaku płaszcza i szpady) – są podobne, ale w “Braveheart” czuje się i widzi większy budżet i lepsze rzemiosło filmowe. “Vaincre ou Mourir” przypomina miejscami produkcję telewizyjną. Poza tym – skala przeinaczeń i przekłamań historycznych w Braveheart jest nieporównywalnie większa niż w “Vaincre ou Mourir”, który ściślej (z wszystkimi w/w zastrzeżeniami) trzyma się faktów.
Dorcas Coppin jako Marie-Adélaïde de la Rochefoucauld. Kadr z filmu “Vaincre ou Mourir”
Po zastanowieniu – daję filmowi między 6 a 7 / 10 punktów. I chętnie poznam opinię tych, którzy też widzieli.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *