CZY SYMBOLE, PRZEPYCH I BOGACTWO MAJĄ ZNACZENIE W ŻYCIU CZŁOWIEKA?

[Przeczytanie tekstu zajmie: 5 minut(y)]
Plinio Corrêa de Oliveira (1908-1995), źródło zdjęcia: Pinterest.de

Poniższy tekst ukazał się w 1957 r. na łamach pisma „Catolicismo” (nr 82). Jego autor, Plinio Corrêa de Oliveira był brazylijskim historykiem, pisarzem, publicystą i działaczem katolickim, współzałożycielem międzynarodowego stowarzyszenia „Tradycja, Rodzina i Własność” (TFP). Jego artykuły i książki doczekały się licznych przekładów na języki obce, w tym na język polski. Został odznaczony przez Prezydenta RP na uchodźstwie Augusta Zaleskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

John Grigg, 2. Baron Altrincham (1924-2001), źródło zdjęcia: Pinterest.de

Tekst jest reakcją na głośną sprawę krytyki, jaką w sierpniu 1957 r. skierował pod adresem Elżbiety II i jej dworu Lord Altrincham, na łamach wydawanego przez siebie pisma „National and English Review”. Skrytykował dwór brytyjski za jego wyniosłość i sposób bycia typowy dla wyższych klas społecznych. Najsurowsza opinia dotyczyła młodej królowej. Altrincham stwierdził, że Elżbieta II wypowiada się jakby ją „bolała szyja”. „Podobnie jak jej matka, wydaje się, że nie jest w stanie wypowiedzieć nawet kilku zdań jeżeli nie zostały wcześniej zapisane na kartce.” „Z wypowiedzi, które wkłada się w jej usta wyłania się jej osobowość – skrzyżowanie zarozumiałej uczennicy, kapitana drużyny hokejowej, policjanta i kandydata do bierzmowania”. Brytyjska opinia publiczna była podzielona. Chociaż część czytelników podzieliła krytykę, to większość, w tym prasa, zareagowała oburzeniem. Autor został publicznie zaatakowany przez krewkiego rojalistę z organizacji League of Empire Loyalists, który uznał za stosowne  wymierzyć mu siarczysty policzek za obrazę monarchini i monarchii. Altrincham wkrótce złagodził swoje stanowisko oświadczając w wywiadzie dla British Pathé, że zawsze był lojalnym poddanym królowej i zwolennikiem monarchii, a kierował się troską o królową. Uważa się, że jego krytyka przyczyniła się do pierwszego w historii orędzia bożonarodzeniowego Królowej Elżbiety II, wyemitowanego na żywo przez telewizję BBC w 1957 r., które okazało się wielkim sukcesem. Sam Altrincham nie odniósł sukcesu. Jego pismo zbankrutowało w 1960 r., a on sam – zrzekł się tytułu szlacheckiego, aby wystartować w wyborach do upragnionej Izby Gmin. Przegrał. Do końca życia pracował jako dziennikarz współpracujący z kilkoma gazetami.

Plinio Corrêa de Oliveira 

CZY SYMBOLE, PRZEPYCH I BOGACTWO MAJĄ ZNACZENIE W ŻYCIU CZŁOWIEKA?

„Catolicismo”, 1957, No. 82.

Tłumaczenie: Marcin M. Wiszowaty

Nastał czas, aby gazeta „Catolicismo” odniosła się do krytyki jaką Lord Altrincham i brytyjska prasa skierowały w stronę Królowej Elżbiety.

Istota sprawy zdecydowała o zamieszczeniu poniższych uwag w sekcji „Środowiska, Obyczaje i Cywilizacje”. Krytyka wymierzona w osobę młodego Suwerena podpada wprost pod tematykę tego właśnie działu pisma.

A co Państwo o tym myślą?

*   *   *

Ujmując rzecz krótko: lord Altrincham i jego poplecznicy zaatakowali Elżbietę II, ponieważ uznali, że jej prezencja, sposób bycia i arystokratyczny ton angielskiego dworu są niezgodne z ideą monarchy odpowiadającą egalitarnemu charakterowi naszego stulecia.

Co my na to?

Krytyka lorda Altrinchama jest zdumiewająco powierzchowna i z gruntu nieszczera. Jeśli bowiem nasz wiek jest tak egalitarny, że najpiękniejsze tradycje monarchicznej i arystokratycznej przeszłości nie mogą w nim przetrwać, to nie ma już żadnego powodu, by istniała monarchia. W zasadzie Altrincham oczekuje, że monarchia przekształci się w instytucję drobnomieszczańską. Nie chce aby Elżbieta II ubierała się jak królowa Anglii, ale jak podmiejska królowa piękności, która bez zbytniego dysonansu, podczas oficjalnych ceremonii, może wystąpić u boku (komunistycznych przywódców) Chruszczowa czyBułganina. Jeśli nie zdawał sobie sprawy z sensu swoich słów jest człowiekiem powierzchownym. Jeżeli zdawał sobie sprawę — jest nieszczery deklarując się jako monarchista, ponieważ jego usta wypowiedziały się w duchu antymonarchicznego egalitaryzmu.

*   *   *

Ale dość o Altrinchamie. Nie zasługuje na poświęcanie mu więcej naszego czasu. Zanalizujmy racje, którymi się kieruje. Czyprawdą jest, że angielski monarchiczny ceremoniał jest anachroniczny i powinien stać się plebejski?

To pytanie jest niewłaściwie sformułowane. Ludzie nie powinni podporządkowywać się kaprysom czasów, ale postępować zgodnie z porządkiem, jaki Bóg ustanowił w dziele stworzenia.

Za sprawą Opatrzności natura obdarza nas pięknymi i szlachetnymi surowcami, z których za sprawą pomysłowości człowieka powodowanego pragnieniem piękna i doskonałości  powstają klejnoty, aksamity, jedwabie i wszystko, co służy ozdobie człowieka i człowieczego życia.

Porządek (bez względu na formę rządów), w którym wszystko to zostałoby zakazane jako złe, odrzucałby cenne dary, którym  obdarzono ludzkość, aby doskonaliła swoją moralność.

Z drugiej strony, Bóg obdarzył człowieka możliwością wyrażania za pomocą gestów, rytuałów, czy ceremoniałów wysokiego poziomu świadomości własnej szlachetności lub wzniosłości funkcji, do których czasami jest powołany w ramach sprawowania duchowych lub doczesnych rządów. Stąd przepych, oprócz luksusu, jest naturalnym elementem życia ludzi kulturalnych.

Ozdoby i dekoracje powstały, aby upiększać tradycję, prawowitą władzę, autentyczne wartości społeczne, a nie być przywilejem dorobkiewiczów czy nowobogackich, którzy popisują się swoją zasobnością (do której w ogóle nie są przygotowani) w nocnych klubach, kasynach i wystawnych hotelach. Nie zasługują na to, by zamykać je w muzeach, ponieważ rzekomo nie sposób ich  pogodzić z funkcjonalną prostotą i ponurą surowością mniej lub bardziej „zsowietyzowanej” rzeczywistości.

Jeżeli tak będziemy je postrzegać, to elementy dekoracyjne ujawnią swoją w gruncie rzeczy godną podziwu kulturową, dydaktyczną i praktyczną funkcję, o najwyższej wagi znaczeniu  dla wspólnego dobra.

*   *   *

źródło: „Catolicismo”, nr 82, październik 1957

Na balkonie widzimy Królową, Diuka Edynburga i ich dwóch synów ukazujących się wznoszącym aplauz tłumom. Wieki smaku, finezji, siły i bogactwa cierpliwie przygotowały te wszystkie wspaniałe klejnoty, szlachetne stroje, perfekcyjną stylizację postawy, gestykulacji i wyrazu twarzy.

Kierując się wyłącznie własną wygodą Królowa zapewne wolałaby w tym czasie, w peniuarze i kapciach zajmować się robótkami ręcznymi, książę Filip pluskać się w basenie, a dzieci tarzać po trawie. Ale wszyscy oni rozumieją, że te rzeczy mogą robić tylko prywatnie. Co innego przystoi pasterzowi, który zawiaduje stadkiem bezmyślnych zwierząt, a co innego głowie państwa, która musi zaskarbić sobie szacunek  inteligentnego narodu. Zwierzętom wystarczy świadomość istnienia pasterskiej laski i skrawka trawy do wypasu. Ludzie potrzebują przekonań, zasad, a co za tym idzie symboli, które  to wszystko wyrażają.

Tak więc, gdy rodzina królewska pojawia się na balkonie, symbolizuje doktrynę boskiego pochodzenia władzy, wielkość jego narodu, wartość inteligencji, smaku i angielskiej kultury. Tłumy klaszczą. Ludzie przybywają z całego świata, aby zobaczyć ten przejaw brytyjskiej wielkości. A na koniec wszyscy widzowie rozchodzą się mówiąc: „co za wspaniała instytucja, jaka wspaniała kultura, jaki wspaniały kraj!”

*   *   *

źródło: „Catolicismo”, nr 82, październik 1957

Na drugim zdjęciu widzimy Elżbietę w zwykłym stroju. Proszę sobie wyobrazić, że od tej chwili pokazuje się ludziom tylko w takiej postaci. Kto zabiegałby o spotkanie z nią? A ujrzawszy, kto by pomyślał o chwale i potędze Anglii?

Niemal każdy z tych nielicznych, który jednak przybyliby, aby się z nią zobaczyć, pomyślałby: „jaka to miła dziewczyna!”. Banalność nowoczesnego stroju skutecznie skryłaby przed wieloma osobami  finezję, elegancję i wytworność królowej. Ulice, place, kina, autobusy i metro są pełne „miłych dziewczyn”.

*   *   *

Jak godna podziwu, słuszna i głęboka jest siła symboli! Mógłby temu zaprzeczyć tylko ktoś pozbawiony dostatecznej inteligencji, aby to zrozumieć, lub ktoś, kto dąży do zniszczenia wyższych wartości, które te symbole wyrażają. Biada krajowi, w którym (niezależnie od jego formy rządu) opinia publiczna pozwala się prowadzić przez wulgarnych demagogów, którzy wielbią trywialność i podoba im się to, co banalne, pozbawione wyrazu i pospolite.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *