SKANDAL NA BALU U KRÓLA ANGLII
“Honi soit qui mal y pense !” (“Hańba temu, kto źle o tym pomyślał !”) – miał zakrzyknąć król Edward III dając początek barwnej legendzie. Jak wieść niesie, w 1348 r. na oficjalnym przyjęciu na dworze tego angielskiego monarchy jedna z dam zgubiła podwiązkę. Element damskiej, intymnej garderoby leżący na posadzce wzbudził spore poruszenie, ale także wywołał kpiące uśmiechy na twarzach kilku gości płci męskiej (nie sposób ich nazwać dżentelmenami). Atmosfera skandalu towarzyskiego wisiała w powietrzu. Wówczas król Edward podszedł i podniósł podwiązkę wysoko, aby wszyscy widzieli i słyszeli jego słowa: “Hańba temu, kto źle o tym pomyślał”. W ustach monarchy, owianego sławą pogromcy Francuzów w bitwie pod Crécy sprzed dwóch lat, to ostrzeżenie zabrzmiało poważnie i groźnie. Honor damy został uratowany, haniebny brak manier kilku osobników – odpowiednio wytknięty i potępiony.

Wyobraźmy sobie, że podobne zdarzenie ma miejsce na dworze króla Kazimierza Wielkiego. Zgubiona podwiązka z pewnością wzbudziłaby taką samą sensację w Krakowie jak w Londynie. Reguły średniowiecznej etykiety dworskiej wykluczały możliwość ukazania oczom postronnych jakiegokolwiek składnika damskiej intymnej garderoby. Taki skandal towarzyski mógł zrujnować reputację pechowej damy.

NARODZINY ORDERU I ZAKONU PODWIĄZKI
W innej wersji legendy, która w istotny sposób uzupełnia przekaz o genezie orderu i zakonu Podwiązki król Edward III w krytycznym momencie miał powiedzieć: “Daję słowo, iż jeśli Bóg pozwoli mi pożyć jeszcze kilka miesięcy sprawię, że najdumniejsi z Was, którzy teraz śmiejecie się z tego skrawka materiału już wkrótce będą o niego wszelkimi sposobami zabiegać!” – po czym zawiązał podwiązkę pod własnym kolanem dając początek długiej tradycji.
Monarcha słowa dotrzymał. W 1348 r. ustanowił zakon i order Podwiązki, najbardziej elitarny i prestiżowy zakon rycerski w Anglii istniejący do dnia dzisiejszego. Od początku liczba jego kawalerów jest limitowana i przez wiele wieków nie przekraczała (poza monarchą i następcą tronu wchodzących do Zakonu ex officio) 24 osób. Jest to jedyny na świecie zakon rycerski, którego odznakę mężczyźni noszą na… łydce, pod lewym kolanem. Aby odpowiednio wyeksponować tak zlokalizowaną odznakę orderową w sytuacjach oficjalnych, mężczyzna musi wystąpić w specjalnym stroju składającym się m.in. z krótkich, wąskich spodni. Prestiż orderu równoważy zakłopotanie jegomościa, który musi założyć na siebie ten — nie dla każdej figury korzystny — strój.
Dodajmy od razu, że inaczej niż panowie, panie — przed którymi po wielu latach otwarto szeregi zakonu (w pełni dopiero w 1987 r.) — noszą jego insygnium na lewym ramieniu.

KIM BYŁA PECHOWA DAMA
– WŁAŚCICIELKA NAJSŁYNNIEJSZEJ PODWIĄZKI?
Dociekliwi historycy poddali legendę zakonu Podwiązki wnikliwej weryfikacji.
Już próby ustalenia kim była zagadkowa, pechowa dama, której podwiązka dała początek rycerskiemu zakonowi i orderowi – nie przyniosły jednoznacznego rozwiązania.
Najpopularniejsza wersja głosi, że była to Katarzyna Grandison, żona Wilhelma de Montacute (Montagu), 1. earla (hrabiego) Salisbury. O hrabinie Salisbury jako uczestniczce incydentu z podwiązką wspominają angielskie kroniki. Ta wersja wydarzeń ma także rys tragiczny. Już w czasach Edwarda III krążyły pogłoski, że piękna Katarzyna padła ofiarą królewskiego pożądania. Dama do tego stopnia zachwyciła monarchę swoją urodą, że nie przyjął odmowy ze strony damy i dopuścił się wobec niej haniebnej napaści. Szlachetny gest króla na balu mógł więc być formą symbolicznej ekspiacji.

Według innej wersji, pechową właścicielką zgubionej podwiązki była Joanna z Kentu, kuzynka Edwarda III i jego późniejsza synowa, uznawana za jedną z najpiękniejszych kobiet swoich czasów. Była trzykrotnie zamężna, przy czym drugie małżeństwo zawarła będąc już w pewnym sensie mężatką – w wieku 13 lat zawarła potajemnie ślub z dwukrotnie starszym mężczyzną, bez zgody monarchy koniecznej dla zawarcia małżeństwa przez członków rodziny królewskiej. Kiedy nieświadoma niczego rodzina Joanny doprowadziła do jej oficjalnego ślubu z 2. hrabią Salisbury (synem Katarzyny Grandison) doszło do małego skandalu towarzyskiego. Joanna ujawniła, że jest już mężatką. Ustalenie statusu cywilnego kobiety w tak złożonych okolicznościach wymagało decyzji samego papieża. Ten ostatecznie unieważnił drugie małżeństwo Joanny potwierdzając, że jej prawowitym mężem jest Tomasz Holland, 2. baron Holand. Jako jedyna potomkini ojca, hrabiego Kentu — Joanna wniosła ten tytuł swojemu mężowi w posagu na zasadzie iure uxoris (to rzadka sytuacja dziedziczenia tytułu szlacheckiego po teściu, poprzez żonę jako jego jedyną potomkinię i dziedziczkę). Odtąd Tomasz stał się 2. hrabią Kentu.
Joanna wkrótce owdowiała i wyszła ponownie za mąż – tym razem za następcę tronu, słynnego “Czarnego Księcia” — Edwarda, księcia Walii, syna króla Edwarda III. Przedwczesna śmierć “Czarnego Księcia”, za życia jego ojca, umożliwiła odziedziczenie tronu królewskiego po Edwardzie III przez syna Joanny. W ten sposób Joanna, wnuczka króla Edwarda I i żona następcy tronu Anglii, została matką króla Ryszarda II, sama nigdy nie będąc królową.

Na historycznej giełdzie pojawiło się jeszcze jedno nazwisko damy – tym razem samej królowej, żony Edwarda III — Filipy z Hainault, dobrej i kochanej przez poddanych monarchini, która wsławiła się m.in. uratowaniem mieszczan francuskiego Calais, których król dla przykładu chciał zabić po zdobyciu miasta.

Zdaniem części kronikarzy, to właśnie w Calais, na balu wyprawionym przez króla dla uczczenia zdobycia miasta, miało dojść do słynnego zdarzenia z podwiązką.
Większość autorów lokalizuje zdarzenie w innym miejscu – w pałacu Eltham na rubieżach Londynu. Główna sala pałacu, w której opisane wydarzenia mogły mieć miejsce – przetrwała do naszych czasów.

Rzadsza wersja legendy mówi o tym, że to królowa Filipa miała wypowiedzieć słynne słowa, które stały się mottem Orderu i Zakonu Podwiązki, zirytowana upomnieniem króla, że gubi części garderoby w tańcu. To najmniej przychylna dla Edwarda III wersja legendy. Należy zadać pytanie — czy król upominałby królową publicznie, a ona publicznie mu odpowiadała z wyrzutem? To raczej wątpliwe.
O MĘSKICH PODWIĄZKACH, WOJNIE O TRON FRANCJI, PEWNYM TURNIEJU RYCERSKIM, KRZYŻOWCACH POD AKKĄ
I RYSZARDZIE LWIE SERCE
— CZYLI —
ZUPEŁNIE INNA GENEZA ORDERU PODWIĄZKI
Próby datowania opisanych wydarzeń naprowadziły historyków na fakty, które rzuciły nowe światło na genezę orderu. Inwentarz Edwarda “Czarnego Księcia” (najstarszego syna Edwarda III, następcy tronu, który jednak nigdy na nim nie zasiadł) z 1348 r. wspomina “dar księcia w postaci 24 złotych podwiązek dla rycerzy z Towarzystwa Podwiązki”. Ta wzmianka doprowadziła historyków do wniosku, że zakon Podwiązki powstał spontanicznie, podczas jednego z turniejów rycerskich, które w tym czasie polegały często na starciach nie pojedynczych rycerzy, ale drużyn. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że w czasie turnieju ok. 1348 r. sformowano dwie takie drużyny – jedną pod dowództwem samego króla, drugą — Czarnego Księcia. Każda liczyła poza dowódcą 12 rycerzy, którzy potykali się w turniejowych szrankach. Książę miał w 1348 r. 18 lat, a król – 37. Obaj chętnie brali udział w turniejach i uchodzili za świetnych wojowników. Przez stulecia statut orderu i zakonu przewidywał, że w jego skład wchodzi monarcha, następca tronu oraz nie więcej niż 24 Rycerzy Towarzyszy (Knights Companions). Dopiero po wielu latach doszły nowe kategorie członkowskie — Damy Orderu (Lady of the Garter), Królewscy Rycerze i Damy Towarzysze (Royal Knights and Ladies Companion) oraz Dodatkowi Rycerze i Dodatkowe Damy (Extra/Strange Knights and Ladies).
Łańcuch orderu noszony w odświętnych okazjach do pełnego stroju ceremonialnego (płaszcz i biret) składa się z 24 złotych płytek wyobrażających Różę Tudorów otoczoną Podwiązką i połączonych 24 węzłami z repusowanego złota.


Ustalenie prawdziwej genezy Orderu dodatkowo komplikuje fakt, że w czasach Edwarda III podwiązka była elementem raczej męskiej niż damskiej garderoby. Rycerze używali jej w bogato zdobionej wersji jako biżuterii łatwej do wyeksponowania w pozycji siedzącej, na koniu, ale także w pozycji stojącej. Z narodzinami tego nietypowego obyczaju wiąże się kolejna legenda przenosząca nas jeszcze o 200 lat wstecz do czasów trzeciej wyprawy krzyżowej do Ziemi Świętej (1189-1192) i oblężenia Akki.

Podobno, podczas oblężenia, król-krzyżowiec Ryszard Lwie Serce miał nagrodzić za męstwo i zaangażowanie 24 rycerzy, którym przywiązał pod kolanami błękitne opaski. Chciał w ten sposób nawiązać do legendy o św. Jerzym, smoku i dziewicy. Zgodnie z nią, kiedy św. Jerzy natarł na smoka i poważnie go ranił, zawołał do damy, której bronił – aby szybko rzuciła mu swój pas. Następnie, obwiązał nim szyję strasznej bestii, a koniec pasa wręczył pannie. I stał się cud – smok natychmiast spotulniał i dał się prowadzić jak pies na smyczy.

Niebieskie podwiązki rycerzy króla Ryszarda Lwie Serce wkrótce stały się słynne, a oni sami zyskali wśród krzyżowców miano “rycerzy błękitnej wstęgi”. Ta nietypowa oznaka miała dodawać im odwagi, aby byli wzorem męstwa i waleczności dla innych krzyżowców. Akka została zdobyta, a nietypowa ozdoba stała się po latach pożądanym odznaczeniem rycerzy, królów, dam i królowych.
I znowu musimy do naszej historii wprowadzić wątki polityczne. W najnowszej literaturze dotyczącej genezy zakonu i orderu Podwiązki sugeruje się, że był to od początku świadomy projekt polityczny króla. Edward III — wielki miłośnik legend o Królu Arturze i rycerzach okrągłego stołu — od dawna planował powołanie zakonu rycerskiego. Zarówno kolor podwiązki, jak i motto Orderu – miało dotyczyć pretensji króla Edwarda III do tronu Francji uzasadniających trwającą Wojnę Stuletnią. Błękitne przepaski przyszywano do sztandarów angielskich pułków w czasie tej wojny, aby nie pozostawiać żadnych wątpliwości odnośnie do celu wojny – czyli połączenia pod berłem królów angielskich panowania nad Anglią i Francją. Elias Ashmole, XVII-wieczny antykwariusz, wojskowy i polityk – twierdził wręcz, że sugestywne rzucenie podwiązki przez Edwarda III było sygnałem do ataku Anglików w bitwie pod Crécy.

BURZLIWE DZIEJE ORDERU PODWIĄZKI
Blisko 700-letnia historia Orderu Podwiązki jest bogata i burzliwa. Okresy chwały i rozkwitu przeplatały się z czasami degeneracji i upadku. Już za panowania Ryszarda II (wnuka i następcy Edwarda III) kaplica orderowa na zamku Windsor, w której prezentuje się plakiety i chorągwie z herbami dam i kawalerów … zarosła trawą. Potem kilkukrotnie podnoszono ją z upadku. Na szczęście dotkliwy pożar części zamku w 1992 r. nie objął kaplicy orderowej.
Stara tradycja nakazuje, aby po śmierci członka zakonu Podwiązki usunąć chorągiew z jego herbem i zawiesić w rodzinnej parafii. Plakiety z herbem pozostawia się wieczyście na zaplecku stalli w kaplicy św. Jerzego – co sprawia, że tamtejszy zestaw tworzy dzisiaj jedną z najbogatszych kolekcji wizerunków heraldycznych na świecie, zawierającą eksponaty z okresu od XIV do XXI w. Rodzina zmarłego członka zakonu Podwiązki powinna zwrócić insygnia orderowe zakonowi. Bywało z tym różnie (znane są przypadki zgłaszania, że insygnia nagle zaginęły, a nawet wystawiania ich przez spadkobierców na aukcję).

W historii zakonu od jego zarania nie brakuje skandali, sensacji i tragedii, a także zdarzeń humorystycznych.
Aż 36 kawalerów Orderu — za dopuszczenie się zdrady lub innych zbrodni — zakończyło życie na szafocie (aż 6 z nich posłał tam jeden król Henryk VIII) Co do zasady zdrajcę pozbawia się honorów przed egzekucją, ale nikt nie ma uprawnień do pozbawienia orderu samego monarchy. Z tego powodu Karol II Stuart skazany przez parlament na śmierć przez ścięcie (1649 r.) – udał się na szafot w insygniach Orderu Podwiązki wykonanych z użyciem m.in. 400 diamentów.
W czasie II wojny światowej pozbawiono Orderu cesarza Japonii Hirochito i króla Włoch Wiktora Emanuela III (obecny cesarz Japonii należy do grona Dodatkowych Rycerzy Towarzyszy Orderu).
Winston Churchill odmówił przyjęcia do Orderu w 1945 r. Do historii przeszła treść jego odmowy, którą przedstawił królowi Jerzemu VI: “Nie mógłbym przyjąć Orderu Podwiązki od króla, po tym jak społeczeństwo dało mi ‘Order buta'”. Była to barwna aluzja do przegranych przez Churchilla wyborów do Izby Gmin w tym samym roku. Kiedy w 1953 r. ponowną propozycję dołączenia do zakonu Podwiązki złożyła Churchillowi królowa Elżbieta II – przyjął ją skwapliwie.

PODWIĄZKA A SPRAWA POLSKA
Wśród odznaczonych Orderem Podwiązki na przestrzeni dziejów odnajdziemy bardzo mało polskich wątków. Tylko dwóch polskich monarchów zostało przyjętych do Orderu – Kazimierz IV Jagiellończyk i Henryk Walezy.
Wzmianka o hrabinie Salisbury i wypadku z podwiązką pojawia się w bardzo popularnej kiedyś powieści dla młodzieży pióra Edmunda Niziurskiego pt. “Sposób na Alcybiadesa”. Książka, napisana w 1964 r., została dwukrotnie sfilmowana (serial z 2001 r. i film “Spona” z 1998 r.). Książka została wpisana na prestiżową listę międzynarodowego stowarzyszenia International Board on Books for Young People z siedzibą w Bazylei i zaliczona do Kanonu Książek dla Dzieci i Młodzieży.
Jest jednak jeszcze jeden, choć tylko pośredni związek Orderu z Polską. Zgodnie z przeszło stuletnią tradycją, nad wejściem do siedziby Konwentu Polonia — najstarszego polskiego bractwa (korporacji) akademickiego, założonego w 1828 r. w Dorpacie (obecnie w Sopocie) — widnieje napis: “Honi soit qui mal y pense !” Taki napis widniał nad kwaterą w międzywojennym Wilnie, a po 1989 r. także w Gdańsku i obecnie w Sopocie. To celny cytat w przypadku korporacji akademickiej o blisko 200-letniej historii, której ceremoniały i obyczajowość wzorowane są na zakonach rycerskich i zastrzeżone tylko dla wtajemniczonych. Nic dziwnego, że budzą ciekawość, ale także rodzą plotki i obrastają w legendy.

Legenda o szarmanckim królu i pechowej damie poddana badaniu “mędrca szkiełka i oka” nieco zmieniła swój charakter, ale nie utraciła nic ze swojej atrakcyjności, a nawet wzbogaciła się o nowe, ciekawe konteksty historyczne. Być może ani król nie był tak szlachetny, ani dama tak niewinna jak podaje legenda. Być może słynna scena ze zgubioną podwiązką nigdy się nie wydarzyła. A może to sama pechowa dama zakrzyknęła słynne słowa, które stały się mottem prestiżowego Orderu?
Czy to jednak oznacza, że powinniśmy przekreślić piękną opowieść o królu, który wybawił z opresji damę i potępił niewychowanych dworzan? Na pewno nie. I biada temu, kto źle o tym pomyśli !

Wykorzystana literatura:
- E. Ashmole, Institution, Laws and Ceremonies of the Most Noble Order of the Garter, London 1672.
- S. Friar, The Companion to Heraldry, The History Press, 2011.
- Honours and Titles, Her Majesty’s Stationery Office, London 1996.
- The Most Noble Order of the Garter [w:] Encyclopaedia Britannica.
- S. Trigg, Shame and Honor: A Vulgar History of the Order of the Garter, University of Pennsylvania Press, 2012.