Pod koniec zeszłego roku wpadła w moje ręce książka, a właściwie dwie książki (bo wydawnictwo jest dwutomowe) poświęcone, jak stanowi tytuł: europejskim szlachtom w XVII i XVIII wieku (oba tomy pod redakcją Hamisha Marshalla Scotta, profesora historii międzynarodowej na Uniwersytecie St. Andrews w Szkocji). Tom pierwszy składa się z 8 artykułów naukowych poświęconych szlachcie Europy zachodniej i południowej. Tom drugi tworzy 11 artykułów dotyczących szlachty (a raczej szlacht) północnej, środkowej i wschodniej Europy. Wśród nich znalazł się także tekst poświęcony szlachcie Rzeczypospolitej (1569-1795) autorstwa Roberta I. Frosta, profesora historii, filozofii i teologii na University of Aberdeen (temu tekstowi planuję poświęcić osobne omówienie). Łączna objętość obu tomów to blisko 800 stron.
Chciałem serdecznie polecić książki czytelnikom zainteresowanych tematem szlachty. Zawodowi historycy mogą je znać — zbiór ukazał się po raz pierwszy jeszcze w 1995 r. Warto dodać, że omawiane przeze mnie, nowe wydanie ukazało się w 2007 r. i nie jest dodrukiem, ale wersją uaktualnioną przez autorów, a także wzbogaconą o kilka zupełnie nowych tekstów.
Chociaż zawarta w tytule cezura zdaje się ograniczać prowadzone w książce dywagacje i analizy do ledwie 200 lat historii szlachty europejskiej, to na szczęście autorzy nie stronią od nawiązań do zarówno wcześniejszych, jak i późniejszych epok. Ponadto, omawiany okres jest jednym z najistotniejszych w historii szlachty europejskiej. Ówczesne wydarzenia wpłynęły w istotny sposób na przedefiniowanie charakteru szlachty na kolejne dekady i stulecia. Po części wpływ ten jest wciąż aktualny.
Lektura kolejnych artykułów pozwala na dostrzeżenie jak różniła się od siebie szlachta w poszczególnych częściach Europy, a jednocześnie jak wiele wspólnych cech wykazywała. Przyjmuje się, że początki “szlacheckiego porządku” w Europie datują się na XII w., kiedy zapanowały we Francji. Odtąd aż po schyłek XVIII w., a potem jeszcze częściowo i etapowo do pierwszej połowy XX wieku szlachta stanowiła elitę wszystkich europejskich społeczeństw.
Trudno wymienić liczne stereotypy i uproszczenia, którymi obrosła tematyka szlachty w ciągu wieków, a które autorzy omawianych opracowań rzetelnie weryfikują i często podważają, obalają lub co najmniej uściślają.
Do takich uproszczeń należy przekonanie, że elementem nieodzownym szlacheckiego statusu było posiadanie majątku ziemskiego. Okazuje się, że symboliczne związki szlachty z ziemią były zawsze istotne, ale jednocześnie — nigdy były udziałem całej szlachty. Inny stereotyp dotyczy tytułów arystokratycznych. Odsetek szlachty, który je posiadał jest znikomy i zawsze tak było, przy czym same tytuły pojawiły się stosunkowo późno, a gdzieniegdzie wprowadzono je na tyle późno, że nie zdążyły odegrać istotniejszej roli, którą z nimi wiązano (Szwecja, Rosja).
Status szlachty w wieku XVII był od dawna ustalony. Była grupą społeczną (stanem społecznym) na wiele sposobów uprzywilejowaną. Charakterystyczne przywileje szlacheckie były liczne i zróżnicowane — od stanowiących trzon jej statusu przywilejów politycznych i społecznych (które w książce szeroko zaprezentowano i poddano gruntownej analizie), po przywileje związane ze sferą symboliki i będące źródłem prestiżu. Szlachta miała prawo do umieszczania herbów na budynkach, nad drzwiami i bramami domów, na powozach, liberiach służby; ekskluzywne prawo do używania określonych kolorów, do noszenia broni, do specjalnego miejsca w licznych ówcześnie hierarchiach — tej ogólnospołecznej i tych lokalnych — w procesjach, przemarszach, na salach wykładowych uniwersytetów, a nawet w kościołach — ławach kolatorskich.
Punktem odniesienia środowiska szlacheckiego nie była nigdy jednostka, ale zawsze ród (dom), który Edmund Burke określił w XVIII w. jako “partnerstwo nie tylko między żyjącymi, ale także z tymi, który już zmarli i którzy dopiero mają się urodzić”.
Myli się ten, kto uważa, że posiadająca ustalony status prawny i społeczny szlachta była grupą społecznie stabilną. W rzeczywistości stale podlegała głębokim fluktuacjom i podziałom wewnętrznym. Najważniejszym celem strategicznym rodzin szlacheckich było przetrwanie. Było to zadanie tylko pozornie łatwe. Historia szlachty to dzieje ciągłego wygasania rodów i tworzenia się nowych. Przykładowo — z 63 najbardziej wpływowych rodów szlacheckich, które istniały w Anglii w 1559 r., 100 lat później pozostały już tylko 22. Te fakty wpłynęły na przyjęcie przez wiele domów szlacheckich bardzo restrykcyjnej polityki rodzinnej, która miała dalekosiężne i znaczące konsekwencje dla całego środowiska. Polityka ta zmierzała do kumulacji majątku w ręku jednostki (najczęściej najstarszego syna), a także dodatkowego ułatwienia jej zawarcia korzystnego małżeństwa poprzez znaczące ograniczenie uprawnień młodszego rodzeństwa. Autorzy podają, że przykładowo w XVIII-wiecznej Wenecji aż 64% szlachty nie wstąpiło w związki małżeńskie. W tym czasie we Francji 42% sióstr diuków i parów pozostało niezamężnych. Był to efekt celowych działań rodów szlacheckich. Kolejnym etapem procesu postępującej kumulacji władzy i majątku w rękach najstarszych potomków było stworzenie instytucji ordynacji, niepodzielnych kluczy dóbr oraz podobnych rozwiązań, których celem było przeciwdziałanie rozdrobnieniu własności ziemskiej w ramach rodu.
Skuteczna polityka matrymonialna była zadaniem trudnym i wiążącym się z licznymi ryzykami. Efekty kojarzenia rodów były nieprzewidywalne. Tak zwana “dobra partia” pod względem prestiżu i bogactwa mogła okazać się słaba pod względem biologicznym, a więc nie gwarantować zdrowego potomstwa. Przekonał się o tym boleśnie Johan Wolfert van Brederode żyjący w XVII wieku przedstawiciel jednego z najpotężniejszych rodów niderlandzkiej szlachty. Wydawałoby się, że mając 21 dzieci z 2 żonami mógł być spokojny i o przyszłość rodu. Tymczasem, spośród 12 dzieci z pierwszego małżeństwa przeżyły tylko córki (5). Potomstwo z drugiego małżeństwa także w większości zmarło — w niemowlęctwie lub w wieku około 20 lat. Przeżyło tylko 3 dzieci, w tym tylko jeden syn, który zmarł bezpotomnie. W efekcie w 1679 r. ród wygasł.

Jak wspomniałem, z omawianych opracowań wyłania się obraz szlachty jako grupy bardzo zróżnicowanej i podzielonej wewnętrznie. Szlachta nie była także (to kolejny popularny stereotyp) tak zamknięta jak mogłoby się wydawać. Autorzy wyróżniają trzy najczęstsze źródła przynależności do szlachty. Obok oczywistych, jak urodzenie się w rodzinie szlacheckiej i nobilitacja z rąk monarchy (lub jak w Rzeczypospolitej i czasowo w Szwecji — decyzją parlamentu) wymieniają także… uzurpację i podszywanie się pod szlachtę. To trzecie zjawisko obecne w całej Europie próbowano zwalczać, co jednak nigdy nie zakończyło się ostatecznym powodzeniem. W pruskim Allgemeines Landrecht z 1794 r. wprowadzono instytucję swoistego “zasiedzenia szlachectwa” lub abolicji uzurpatorów. Zgodnie z przepisami, po 44 latach niezakłóconego, acz bezpodstawnego podawania się za szlachcica i prowadzenia szlacheckiego trybu życia, uzurpator zostawał oficjalnie uznany przez państwo za szlachcica. W ten sposób prawnie sankcjonowało stan faktyczny.
Z książki dowiemy się także jak można było w omawianym okresie utracić szlachectwo. Autorzy wskazali aż 6 przyczyn: wygaśnięcie rodu, mezalians, niemożność sprostania kosztom wystawnego życia szlacheckiego, akcje weryfikacji szlachty inicjowane przez monarchów, podjęcie się zajęć dyskwalifikujących szlachcica lub wprost — skutkujących utratą szlachectwa (np. handel, czy ogólnie — praca fizyczna), zdrada i bunt przeciwko królowi. Co ciekawe, w wieku XVII ostatni z powodów zupełnie zanika, co szło w parze z upadkiem potencjału militarnego szlachty. Również w XVII w. rozpoczął się proces redukcji katalogu zajęć, których podjęcie skutkowało utratą szlachectwa. Potrzeby finansowe państw “absolutnych” (np. we Francji) sprawiały, że przychylnym okiem zaczęto spoglądać na zaangażowanie szlachty w określone typy działalności gospodarczej, przynoszącej zyski, a więc podlegającej opodatkowaniu. Wprowadzono nawet instytucję zawieszenia szlachectwa, które umożliwiało czasowe zaangażowanie w działalność zakazaną szlachcicowi, aby po jej zyskownym ukończeniu powrócić w szeregi szlachty.
Kolejna popularna w literaturze teza — o zacofaniu ekonomicznym szlachty nie zainteresowanej nowoczesnymi metodami gospodarowania — również zostaje w książce podważona. Okazuje się, że to wielkie majątki ziemskie były miejscem wprowadzania nowoczesnych metod zarządzania i gospodarowania. Rosnące potrzeby w zakresie wykwalifikowanych kadr administracji zaczęto zaspokajać poprzez zatrudnianie uzdolnionych i wysoko wykwalifikowanych zarządców, często nieszlacheckiego pochodzenia. To oni, dążąc do przedłużenia angażu oraz maksymalizacji zysku, wprowadzali w szlacheckich, a szczególnie wielkomagnackich dobrach nowoczesne techniki zarządzania, uprawy roli i hodowli zwierząt oraz inne nowinki. Co ciekawe — dotyczy to m.in. wielkich majątków ziemskich należących do polskiej szlachty i magnaterii.
Kolejny mit — dotyczący wewnętrznej zwartości środowiska szlacheckiego — także nie wytrzymuje krytyki. Pomimo wspólnoty ideałów środowiska szlacheckie w poszczególnych krajach Europy cechowała daleko posunięta konkurencja pomiędzy domami (rodami) i jednostkami, szczególnie w wyższych i średnich warstwach szlachty. Wewnętrzna, ściśle hierarchiczna struktura szlachty była w wielu krajach bardzo złożona. Wynikało to zarówno z powodów formalnych (jak tytuły arystokratyczne), jak i różnic majątkowych. Stopień wewnętrznych podziałów szlachty był różny w zależności od kraju. Jednocześnie, istniały mechanizmy zapewniające integralność szlachty. Służyły jej przede wszystkim instytucje patronatu i klientelizmu. Były to relacje obustronnie korzystne. Arystokraci-patroni mogli liczyć na zaangażowanie mas szlacheckich w funkcjonowanie swoich majątków, a także ich poparcie w działalności politycznej czy podczas lokalnych konfliktów zbrojnych. W zamian oferowali protekcję w zdobyciu urzędu w wojsku, kościele czy na dworze, a także w zawarciu korzystnego małżeństwa. Na zewnątrz szlachta występowała jako monolit.
Autorzy podkreślają, że finanse szlachty są wciąż niedostatecznie zbadaną sferą jej egzystencji. Istotne znaczenie w gospodarce szlacheckich rodów odgrywał kredyt. Co ciekawe, jego ocena nie jest jednoznaczna. Mógł być dowodem zarówno kłopotów finansowych domu szlacheckiego, jak również jego siły i zdolności kredytowej. Gospodarka XVII-XVIII w. nie zmierzała do stałego wzrostu, czy dochodowych w dłuższej perspektywie inwestycji, ale głównie do generowania dochodów pozwalających na sfinansowanie szlacheckiego stylu życia — widomego dowodu silnej pozycji i dobrej kondycji rodu.
Istotne znaczenie miał zawsze majątek ziemski, ale także protekcja monarchy. Podstawą zasobności rodów hiszpańskiej i portugalskiej szlachty były głównie nadania Korony.
Okazuje się, że powszechnie przyjmowana teza o monarchii absolutnej ufundowanej na podporządkowaniu sobie przez króla szlachty i arystokracji — również wymaga krytycznej weryfikacji jako zbyt uproszczona i wypaczająca rzeczywistość. Absolutyzm (sama nazwa jest coraz powszechniej krytykowana w literaturze przedmiotu) czerpał siłę i energię z pozytywnych relacji między monarchą a szlachtą. Szlachta dbała o interesy króla na prowincji i sprawowała tam władzę w jego imieniu. W zamian mogła liczyć na protekcję i pomoc. Teza o osłabieniu wpływów szlachty, która była konieczną przesłanką wprowadzenia absolutyzmu wynika z pomylenia rzeczywistego znaczenia faktycznego zjawiska wzrostu udziału w aparacie administracyjnym państwa osób spoza szlachty. Po pierwsze — było to rezultatem rozrostu tego aparatu i ogromnych potrzeb kadrowych, które starano się zaspokajać częściowo nie-szlachtą. Po drugie — pomimo nasycenia administracji osobami spoza stanu szlacheckiego, szlachta utrzymała w swoich rękach najwyższe i najbardziej prestiżowe lub dochodowe stanowiska w administracji.

Tzw. rewolucja militarna XVII/XVIII w. (zmiana sposobu prowadzenia wojny, zastąpienie ciężkiej kawalerii lekką oraz piechurami, ogromny rozrost armii, koniec instytucji pospolitego ruszenia) początkowo przyniosła spadek znaczenia militarnego szlachty — jej tradycyjnej cechy charakterystycznej. Jednak wkrótce zaszły procesy, które umożliwiły szlachcie powrót na jej tradycyjną, kierowniczą pozycję. Ogromne liczebnie armie potrzebowały dowódców. Propagandziści szlacheccy zadbali o to, aby przekonać króla, że szlachta ma wrodzone predyspozycje do tej funkcji. Wkrótce uzyskanie stopnia oficerskiego zaczęto uzależniać od wylegitymowania się ze szlachectwa, z czasem w formie aż tzw. 16-tki herbowej (genealogii z 4 pokoleniami szlachty-przodków), jak w zakonie maltańskim. Efektem były prawie wyłącznie szlacheckie korpusy oficerskie. Np. w XVIII-wiecznej Portugalii 90% arystokracji służyło w armii królewskiej. Służba wojskowa była dla szlachty przede wszystkim nie drogą kariery, ale formą służby królowi — jednego z najważniejszych obowiązków szlacheckich. Wkrótce stała się trampoliną do kariery, bogactwa i zaszczytów (dla nie-szlachty była przepustką do szeregów szlacheckich). Kariera wojskowa była także wielką szansą dla młodszych braci w rodzinach szlacheckich. Z myślą o nich powoływano korpusy kadetów (od cadet-ligne — młodsza linia rodu). Nastąpiła wtórna militaryzacja szlachty, również w sferze estetyki, ubioru, mody, czy w obszarze życia towarzyskiego. Na portretach szlacheckich coraz częściej występowano w mundurze wojskowym. Wydaje się, że w tych procesach można dopatrywać się genezy oczekiwań z zakresu dobrych manier i prezencji stawianych pod adresem współczesnych oficerów. XVIII wiek to także okres narodzin nowoczesnych szkół wojskowych.
W XVII w. ścieżką do kariery, ale także źródłem prestiżu dla arystokracji była dyplomacja. Generowała ogromne koszty (wystawne życie, utrzymywanie siedziby zagranicą, koszty transportu), które monarcha finansował, ale oczekując partycypacji ambasadora (kryterium materialne było jednym z najistotniejszych przy wyborze kandydata na stanowiska ambasadorskie). François de Callières, autor słynnego podręcznika dla dyplomatów stwierdził wprost, że dyplomata ma się legitymować przede wszystkim szlachectwem i świetną genealogią, a ponadto odpowiednim majątkiem.

Być może z tego powodu od oficera oraz ambasadora oczekuje się do dzisiaj nienagannych manier i klasy. To spuścizna czasów, kiedy najwyższe funkcje w dyplomacji znajdowały się w rękach szlachty. O ile jednak kariera wojskowa przynosiła z czasem niezły dochód (oraz szansę na znaczne wzbogacenie się w czasie wojny), o tyle służba dyplomatyczna była raczej rujnująca niż dochodowa. Stanowiła jednak źródło wyjątkowego prestiżu na skalę międzynarodową.
Ostatni mit dotyczy dworu królewskiego, który od XVII w. zaczął przyciągać szlachtę odrywając ją od jej siedzib rodowych, osłabiając tym samym jej pozycję oraz odciągając ją od tradycyjnych funkcji i wpływów na rzecz — jak w przypadku Wersalu Ludwika XIV — ubezwłasnowolnienia w hermetycznym ekosystemie pałacu zlokalizowanego na uboczu. Autorzy obalają także ten popularny stereotyp. Ludwik XIV zmienił system rządzenia państwem na centralistyczny, zogniskowany wokół stacjonarnego dworu monarszego. Nagle to prowincjusze stali się outsiderami i zaczęli tracić znaczenie polityczne i towarzyskie. Tymczasem szlachta dworska (obecna stale lub często na dworze królewskim) weszła w skład oficjalnych organów i urzędów oraz nieoficjalnych gremiów wywierających istotny wpływ na politykę centralną państw. Był to więc raczej awans niż degradacja. Wyjątek stanowiła tylko Rzeczpospolita — gdzie ubóstwo korony nie pozwoliło na stworzenie nowoczesnego dworu królewskiego. Powstawały jednak liczne, bajecznie zamożne dwory magnackie będące swoistymi namiastkami dworu królewskiego.
Dwór (królewski) wspierał kulturę i sztukę, był siedzibą najwyższych sądów dla szlachty (sprawy majątkowe i spadkowe), a także giełdą matrymonialną. Szlachta przestaje być prowincjonalna, zaczyna być bardziej krajowa, a nawet międzynarodowa. Pojawiają się coraz liczniejsze małżeństwa pomiędzy szlachtą z różnych krajów (XVIII w.). Nie jest prawdą, że dwór królewski odrywał szlachtę od ziemi. Król zazwyczaj pozwalał na dłuższe pobyty poza dworem (przez mniejszą część roku) aby szlachcic, czy magnat mógł utrzymywać więzi i poprawne relacje ze swoimi poddanymi. Urzędy i stanowiska na dworze były często rotacyjne — z tych samych powodów.
Silna, wpływowa i budowana przez stulecia pozycja społeczna, ekonomiczna i polityczna szlachty sprawiły, że pomimo pojawienia się na przełomie XVIII i XIX w. poważnych zagrożeń dla jej istnienia była w stanie strzec swojej dominującej pozycji społecznej jeszcze przez wiele lat. Te szkodliwe dla szlachty zjawiska to m.in. ideologia oświeceniowa na czele z egalitaryzmem i likwidacją przywilejów rodowych, rewolucja mieszczańska we Francji czy rewolucja przemysłowa w Anglii. Opisane w książce (i streszczone szczątkowo tutaj) zjawiska, tendencje, ruchy i decyzje pozwoliły szlachcie dłużej utrzymać się na pozycji lidera społecznego. Było to konsekwencją złożonych procedów i zjawisk, które zostały zaprezentowane w omawianej pozycji w o wiele bardziej szczegółowy sposób.
Z przekonaniem polecam lekturę książki.
[The European Nobilities in the Seventeenth and Eighteenth Centuries. Volume I: Western and Southern Europe; Volume II: Northern, Central and Eastern Europe, Edited by H.M.Scott, Palgrave Macmillan 2007]
[w nagłówku obraz Jana Baptysty Charpentiera starszego, Rodzina Diuka de Penthièvre, ok. 1768, [Public domain]].
Fragment o Janie Wolfercie van Brederode nieprawdziwy.
Z pierwszej zony – 4 corki dozyly pelonoletnosci, z drugiej – 3 corki i 2 synow.
Z synow Henryk zmarl na ospe w wieku 18 lat, zas Wolfert w wieku 29 lat – nie wiem jaka byla przyczyna tak wczesniej smierci.
To bardzo ciekawe!
Informacje genealogiczne, które podałem są zawarte w książce. Czyli gdzieś mamy nieścisłość. W historii Jana van Brederode chodzi głównie o to, że pomimo 21 potomków jego ród wygasł na jego synu, ale oczywiście to w niczym nie zmienia faktu, że dane genealogiczne muszą się zgadzać. Dziękuję za komentarz
Zasiedzenie szlachectwa tez znane jest w Polsce. Patrz sekretne nobilitacje Stanislawa Augusta dla osob, ktore uchodza za szlachte, ale szlachta nie sa.
Cenne uzupełnienie. Dziękuję. Nie znalazłem o tym informacji w książce. Co prawda wzmianka o “zasiedzeniu szlachectwa” w Prusach nie mówi o tym, że “tylko” w Prusach, ale rzeczywiście tak mogłoby to zostać odczytane.
Brederore dla Niderlandów są tym czym np. Lubomirscy dla Polski. Historia rodu znana w szczegółach.
Więc jeśli w książce jest źle – to wpadka jest żenująca.
Stosowny fragment (w moim tłumaczeniu) brzmi następująco:
“Brederode ożenił się dwukrotnie i był ojcem nie mniej niż 21 dzieci: 12 z jego pierwszą żoną Anną Joanną hr. Nassau-Siegen; i dziewięciorga z jego drugą żoną Luizą Krystyną hr. Solms-Braunsfels. Taka płodność, można by pomyśleć, powinna była zapewnić przetrwanie Domu Brederode. W rzeczywistości rezultat był bardzo odmienny. Siedmioro z jego dwanaściorga dzieci z pierwszą żoną zmarło w dzieciństwie. Pozostałych pięcioro to były córki. Z drugiego małżeństwa urodziło się dziewięcioro dzieci: dwoje nie przeżyło okresu niemowlęcego, czworo umarło około wieku 20 lat i tylko trójka ocalała. Dwie z nich to były córki, pozostał jeden syn. Wolfert zmarł bezdzietny w 1679 i zabrał jeden z wiodących rodów Niderlandów ze sobą do grobu”. Przypis odsyła do książki: H.F.K. van Nierop, “The Nobility of Holland: From Knights to Regents, 1500-1650”, Cambridge 1993.
W tej wersji jest do przyjęcia – gdy jest to zastrzeżenie 20 lat. Nadal trzeba jednak jedną z córek po hrabiance Nassau-Siegen, przesunąć do grona córek po hrabiance Solms-Braunsfels – i wtedy wychodzimy na prostą.