POTRÓJNY PORTRET – TAJEMNICA, STUDIUM MOCY I WŁADZY CZY ZWYKŁY SZKIC DO POPIERSIA?

[Przeczytanie tekstu zajmie: 3 minut(y)]

 

Potrójny portret Armanda Jean’a du Plessis, 1. Diuka Richelieu i Fronsac, który przeszedł do historii jako kardynał Richelieu to ciekawy przykład związków władzy i sztuki. Ukończone w 1642 r. dzieło Filipa de Champaigne nie jest pierwszym tego typu obrazem. Uważa się, że Champaigne mógł zainspirować się potrójnym portretem Karola I Stuarta namalowanym kilka lat wcześniej, w 1635 r. przez innego mistrza portretu – Antona van Dycka. Ponad 100 lat starszy jest potrójny portret mężczyzny zidentyfikowanego jako złotnik,  który wyszedł spod pędzla Lorenza Lotta. Lotto – jak uważają historycy sztuki musiał znać zaginiony potrójny portret Cezarego Borgii namalowany przez samego Leonarda da Vinci.

Lorenzo Lotto, Potrójny portret złotnika, ok. 1530. [Public domain], via Wikimedia Commons

Powód powstania dwóch XVII-wiecznych portretów wpływowych ludzi – potężnego kardynała i tragicznego króla, który za swoje pragnienie władzy absolutnej zapłacił głową — wydaje się jest banalny. Były to malarskie studia głowy i tułowia modela wykonane dla rzeźbiarza, który miał na ich podstawie stworzyć marmurowe popiersia. Co ciekawe, w obu przypadkach rzeźbiarzem był sam mistrz Gian Lorenzo Bernini.

Anton Van Dyck, Potrójny portret Karola I [Public domain], via Wikimedia Commons

Tylko popiersie kardynała przetrwało do naszych czasów. Biust Karola I podzielił tragiczny los przedstawianej postaci. Został zamówiony przez papieża Urbana VIII jako prezent dla króla Anglii, w dowód intencji ocieplenia relacji między Anglią a Stolicą Apostolską. Po ścięciu króla Karola I przez rewolucjonistów, popiersie zostało sprzedane zagranicę. Powróciło do Anglii by spłonąć w pożarze White Hall.

Popiersie kardynała Richelieu trafiło do Muzeum Luwru. Oba potrójne portrety znalazły swoje miejsce w galeriach angielskich – National Gallery i Royal Collection. Ich sprowadzenie do rangi  zwykłych szkiców do popiersi budzi sprzeciw. Są to przecież zarówno wybitne dzieła wielkich mistrzów malarstwa portretowego, jak również nietypowe artystyczne eksperymenty. Przestrzenna realizacja portretu kardynała dłuta mistrza Berniniego zachwyca i pozwala domyślać się jak kunsztowne było popiersie tragicznego Karola I, którego portret obfituje w detale i ozdoby. Co ciekawe – popiersie nie spodobało się kardynałowi. Uznał, że jest mało podobne i zamówił inne.

Popiersie kardynała Richelieu, Gian Lorenzo Bernini, 1641 r. Muzeum Narodowe, Luwr.  Photo by: UnknownRama (RamaOwn work) [CeCILL or CC BY-SA 2.0 fr ()] via Wikimedia Commons

W historii kultury europejskiej nie brakuje potrójnych motywów – od dobrych i złych bóstw czy bohaterów, po świętą Trójcę. W Europie tradycja potrójnych portretów sięga co najmniej czasów późnego średniowiecza.

Trójca święta i czterech świętych.  Fresk Andrei D’Agnolo, zwanego Andrea del Sarto, 1511, Florencja, Muzeum Ostatniej Wieczerzy A. del Sarto. (Fot. Antonio Quattrone / Electa / Mondadori Portfolio via Getty Images)

 

Alegoria Trójcy świętej. Malarz nieznany, XVII w. Muzeum Narodowe w Poznaniu

Można w nich widzieć chęć zerwania z zakorzenioną, klasyczną formą portretu zgodnego z surowym kanonem malarstwa religijnego, konwencjonalnego, dwuwymiarowego, typowego dla wschodnich ikon. W późniejszych epokach stanowią połączenie kilku typów portretu modnych w różnych epokach, ukazywanych z profilu, en trois-quarts, czy en face. Trzy ujęcia tej samej postaci mogą być dwuznaczną aluzją do zmiennej ludzkiej natury, do kilku twarzy, jakie posiada każdy człowiek. Mogą symbolizować nadludzką siłę ducha, władzę, czy wpływy, które czynią z bohatera portretu postać przerastającą zwykłego śmiertelnika co najmniej trzykrotnie. Mogą być wreszcie wyrazem hołdu artysty dla wyglądu modela dowodzącego jego wysokiego urodzenia i wybitności przodków, których jest wcieleniem.  Potrójny portret to wdzięczne źródło do poszukiwań ukrytych znaczeń i kulturowych inspiracji. Kontemplowanie dzieł mistrzów tej klasy co de Champaigne czy Van Dyck to czysta przyjemność, a porównanie z efektem końcowym w formie kamiennego popiersia – skłania do zadumy i zachwytu nad kunsztem mistrza Berniniego.

Warto popuścić wodze fantazji i zanurzyć się w świecie malarskich i historycznych skojarzeń.
Portretowi Karola I pędzla Antona Van Dycka poświęcę osobny wpis.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *