List starego do młodego czyli zamiast artykułu o ideologii Jagiellonii słów kilkoro

Henryk de Phull (1891-1959),
stary strzecha K! Jagiellonia

 

 

 

Czcigodny Seniorze i Kochany Bracie !

List Twój otrzymałem dzisiaj i odwrotnie nań odpisuję. Piszesz, że masz kłopoty z artykułem na temat „Ideologia Jagiellonii” i chcesz, abym do naszego jubileuszowego wydawnictwa artykuł taki napisał. Otóż pozwalam sobie wyrazić mniemanie, że z propozycją swoją nie mogłeś pod bardziej fałszywym zwrócić się adresem.

Jestem bowiem, byłem zawsze i pozostanę zaciętym wrogiem wszelkiej pisanej ideologii. Zdaniem moim tam zaczyna się precyzowanie ideologii, celów, zadań i programów na papierze, gdzie ich brakuje w sercu, umyśle i życiu. Tam zaś, gdzie się je czuje, kocha i w czyn wciela, niezmiernie trudno jest o nich pisać . Tym się też zapewne tłumaczą braki i niedociągnięcia napisanych na ten temat artykułów, mimo że wzięły się do tej pracy najlepsze nasze pióra i tęższe na pewno od mojej — głowy.

Ale czyż ideologia, czy tak zwane wyznanie wiary, czy tradycje, poglądy i dążenia pewnej grupy ludzi muszą być koniecznie spisane, opatrzone w pieczęcie i podpisy, podzielone na paragrafy i rozdziały? Tak potężne imperium jak Anglia, tak solidarne, karne i uświadomione społeczeństwo jak angielskie, prócz nielicznych podstawowych swych praw i zasad, tradycji swoich, zwyczajów i poglądów, do których tak jest przywiązane, spisanych nigdzie nie ma. A przecież te niepisane, ustnie z pokolenia w pokolenie przekazywane tradycje i poglądy nie są niczym innym jak ideologią, którą ten naród rządzi się od wieków. I niechby ktokolwiek przeciw ideologii tej śmiał wykroczyć, znalazłby się automatycznie poza nawiasem życia społecznego i narodowego, byt jego stałby się wszędzie, gdzie sięga mowa i wpływ angielski, kompletnie niemożliwym.

Ideologia to nie traktat, który się czyta, pisze, którego się na pamięć uczy.

Ideologia to coś, w co się wierzy, co się kocha, czym się oddycha i co w krwi krąży. Czy potrzebujesz i możesz Polaka uczyć miłości Ojczyzny na drukowanej książce? Czy uczucie syna do matki, ojca do syna, da się ująć w paragrafy? A przecież Jagiellonia była dla nas, wiedeńczyków, widomą częścią Ojczyzny, była dla nas matką i była naszym najukochańszym dzieckiem, bośmy ją przecież sami, nie szczędząc uczucia, pracy i krwi nawet, budowali. I tym dla nas, starych, Jagiellonia do końca życia zostanie. Spróbuj że pisać o tym, spróbuj wtłaczać to w papierowe paragrafy.

Odpowiesz mi na to, że taki pogląd dobry jest dla nas, starych, dla których Jagiellonia jest celem sama w sobie, jej istnienie czymś niejako samo przez się zrozumiałym, czymś z natury rzeczy wypływającym. Ale, zapytasz, co mam ukazać jako drogowskaz, jako cel temu, który otrzymawszy maturę i zapisawszy się na wszechnicę, do Jagiellonii się zgłasza? W imię czego ma się on właśnie do Jagiellonii zapisać, jak z maturzysty Jagiellończykiem się stać i nim do śmierci pozostać ?

Otóż, mój kochany, nie zapominaj, że ja i moi rówieśnicy tak samo surowi, tak samo Jagiellonii i jej tradycji obcy, ze świeżo upieczonym świadectwem immatrykulacyjnym wszechnicy, na pierwszych wykładach się znalazłem. Czemuż więc zbliżyłem się wówczas do Jagiellonii, czemuż zapragnąłem gorąco właśnie czapki czerwonej, a nie innej? Miałem ich przecież dosyć do wyboru. Widocznie pociągali mnie ci ludzie, widocznie byli mi sympatyczni, widocznie duch, który ich ożywiał, poglądy, które ich skupiały, sposób ich bycia i życia wywołał u mnie odpowiednią reakcję. Tak jak pewien ton w muzyce wywołuje drgania odpowiedniego kamertonu, tak pieśń ich życia musiała w mojej duszy odpowiednie harmonijne drgania wywołać. Zapragnąłem być takim i żyć tak jak oni. I tak na pewno jest teraz i będzie nadal. Żadna propaganda, żaden szyld czy reklama, żadne hasła czy programy ludzi koło Was nie skupią. Wy sami, życie i czyny Wasze muszą być tym, co młodego maturzystę przyciągnie. A gdy już raz barwy Jagiellonii wdzieje, Waszą jest rzeczą, aby odczuł, zrozumiał i pokochał na całe życie to, czego one są symbolem, abyście go na prawdziwego i prawego Jagiellończyka wychowali.

Ale w tym wychowaniu, na wszystko zaklinam Was, nie duście i nie gaście indywidualności!

Nie stawiajcie przed sobą jakichś papierowych malowanych szablonów i nie trzymajcie się ich jak pijani płotu. Nie starajcie się urobić młodzieży pod jeden strychulec, pod jeden sznur, według jednych poglądów. Korporacja to nie koszary, wojewoda to nie kapral. Nie ścierajcie temperamentów, nie złamcie żaru młodych serc i głów. Nie bądźcie wytwórnią manekinów!

W korporacji naszej powinno być miejsce dla wszystkich, którym dobro Narodu i Państwa najwyższym jest celem. Waszą rzeczą jest tylko koordynować wysiłki i dążenia, kierować poszczególne prądy do wspólnego łożyska, skupić pojedyncze płomienie w jedno wielkie ognisko. Ale nie gasić poszczególnych płomieni, bo ogień młodości na całe życie starczyć musi, a raz zgaszony, już się nie rozpali!

Niech braterstwu Waszemu nigdy nie stoi na przeszkodzie to, iż jeden pragnąłby w Polsce króla, a drugi prezydenta, że jeden nosił maciejówkę, a drugi rogatywkę. I jeden, i drugi równie dobrym może być Polakiem, i jeden, i drugi równie dobrym Jagiellonem! Jagiellonia nie dzielić, lecz skupiać ludzi powinna! Spójrzcie, co się teraz w Polsce dzieje: gdy potrzeba szkoły w Pacanowie — utrącą ją czerwoni, gdy jej założenie było inicjatywą białych. Gdy trzeba zbudować szosy, położyć bruk, obwałować rzekę, na pewno wystąpią przeciwko temu biali, jeżeli wniosek wyszedł od czerwonych. Niechże Jagiellonia wychowa zespół ludzi, którzy dla człowieka o przeciwnym zdaniu i poglądzie będą mieli szacunek, którzy nie obwołają go za zdrajcę Ojczyzny, którzy, gdy chodzi o dobro Narodu czy społeczeństwa, potrafią usiąść z nim przy wspólnym stole i razem coś pożytecznego tworzyć. Niech wychowa ludzi, którzy potrafią swoje własne „ja” schować w kieszeń, gdy dobro ogółu tego wymaga.

A gdy za lat dalszych 25 lub 50 rozmnoży się pokolenie Jagiellończyków we wszystkich dzielnicach, we wszystkich zawodach, we wszystkich kierunkach pracy i myśli, niech wie jeden z drugim, że na współdziałanie Jagiellończyka w rzeczy prawej i dobrej, rzeczy dobra publicznego, jeden na drugiego liczyć może i że rękę pomocną znajdzie, choćby w przeciwnym stronnictwie, w innym zawodzie czy środowisku.  To niech będzie Waszą ideologią, to Waszym celem i zadaniem! Ale tego pisać nie potrzebujecie ani z książki tego nikogo nie nauczycie!

Przyjmij, proszę, Kochany Seniorze, te moje wywody jako wytłumaczenie, dlaczego artykułu o ideologii Jagiellonii nie przysyłam, wraz z życzeniami z serca całego pomyślnej i owocnej Waszej pracy.

Franksztyn, 15 kwietnia 1935 r.

Opublikowano w:
– “Jagiellonja MCMX – MCMXXXV”, Wiedeń – Warszawa 1935,

– “Polska Akademicka Korporacja Jagiellonia 1910-2010”, Warszawa 2010.
Henryk de Phull herbu własnego (ur. 1891 w Warszawie, zm. 1959 w Szczecinie), syn Eugeniusza (1859-1930) — starego strzechy h.c. K!Jagiellonia. Absolwent Gimnazjum Stanisława Staszica w Warszawie i Wyższej Szkoły Rolniczej w Warszawie. Ochotnik Wojska Polskiego, w szeregach 5 pułku ułanów wziął udział w odsieczy Lwowa w latach 1919-1920. Przyjęty do Jagiellonii w Wiedniu. Prezes w roku akademickim 1912/1913. Agronom, ziemianin, właściciel majątku Franksztyn k. Golubia Dobrzynia, dyrektor warszawskiej Fabryki Ultramaryny przy ul. Solec 39 (fabryka Setzer & Werner).

 

 

SZTUKA HERALDYKA MONARCHIA ETYKIETA SZLACHTA CEREMONIAŁ (con. MMXVIII)