Ruch korporacyjny w Niemczech, czyli o rozdrobnieniu związkowym

Alexander Ilgmann
filister B! Saxo – Silesia (Fryburg)

 

 

 

Niemcy, jak powszechnie wiadomo, to wylęgarnia burszów – i to w potrójnym tego słowa znaczeniu. Z jednej strony bowiem pierwsze korporacje sensu stricte powstały swego czasu w Niemczech; dokładnie mówiąc dnia 10 grudnia 1716 r. w Lipsku. “Sorabia”, o której tu mowa, po wielu perypetiach działa jeszcze dzisiaj jako Sorabia-Westfalen w Monastyrze (nawiasem mówiąc owa najstarsza korporacja na świecie ma formalnie polski rodowód, powstała bowiem z ewangelicko-łużyckiego odłamu natio polonica na Lipskiej wszechnicy).

Po drugie i połączenie tych form z ideowością narodowo-demokratyczną, czyli rozszerzenie demokratyzmu wewnętrznego na cały Naród, stanowiący wspólnotę powołaną do wzajemnej i zbiorowej odpowiedzialności, po raz pierwszy miało miejsce na uniwersytecie niemieckim. Dnia 12 czerwca 1815 r. wskutek zjednoczenia miejscowych korporacji starszego typu (pochodnych od dawnych ziomkostw) – Vandalii, Teutonii, Germanii i Arminii – powstała pierwsza korporacja o charakterze ideowym, czyli tzw. burszenszaft. Co prawda, ten nowopowstały typ stowarzyszenia studenckiego w swoich pierwszych latach objawiał tendencje do obalania zastanej obyczajowości w myśl “Ogółu”. W latach prześladowań przez władze absolutystyczne element korporacyjny okazał się społecznym spoiwem dla górnolotnych celów młodych akademików. I tutaj warto nawiązać do historii polskich korporacji. O polskich burszenszaftach we Wrocławiu i Berlinie można przeczytać w numerze 1(15) “Biuletynu Korporacyjnego” z 2002 r. bardzo treściwy artykuł Fil! Patera. Warto jeszcze dodać, że Polonia konstytuowana 3 maja 1828 r. w Dorpacie była ostatnią korporacją założoną pod auspicjami burszowskimi, kiedy w Niemczech burszenszafty już dawno działały w podziemiu albo na prawie całe dziesięciolecie zawiesiły swoja działalność.

Herb Landsmannschaftu Sorabia-Westfalen z Monastyru

Po trzecie w społeczeństwie niemieckim wpływ korporantów był zawsze stosunkowo istotny, dokładnie mówiąc istniał stosunkowo duży odsetek ludzi na decydujących stanowiskach, czy to w polityce, czy w przemyśle, w ziemiaństwie, a w szczególności w wolnych zawodach. Lista niemieckich prominentów związanych z ruchem korporacyjnym jest nieograniczona: Heinrich v. Gagern, Karol Marks, Richard Wagner, Otto v. Bismarck, Ferdinand Lasalle, Wilhelm II, Ferdinand Porsche, Theodor Herzl, Gustav Stresemann, Carl Bosch, Joseph Goebbels, Konrad Adenauer, Franz-Joseph Strauß , Edmund Stoiber i wielu wielu innych.

Sama różnorodność wyliczonych reprezentantów wprowadza nas w temat. Jak jest to możliwe, by ludzie tak przeróżnych poglądów, zdolności i postawy moralnej mogli przejść identyczne lub chociażby zbliżone wychowanie korporacyjne? Otóż nie przeszli, bo podobnie jak ludzie, tak i każda korporacja ma swoje własne oblicze. Tak jak ludzi próbuje się zaszufladkować według przynależności do tej lub innej grupy, tak i różnorodność korporacji można nieco uporządkować według przynależności do ich związków. Oczywiście należy uwzględnić dodatkowo fakt, że pojedynczy człowiek zawsze może odejść od zasad swojej korporacji – zarówno w pozytywnym jak i negatywnym znaczeniu.

Zanim na dobre przejdę do tematu, chciałbym przytoczyć kilka liczb. Obecnie w krajach niemieckich istnieje niecałe 3000 korporacji najróżniejszego typu. Korporantów jest ok. 150.000, z czego ok 30.000 czynnych. Z nich około 32.000 przypada na CV, 20.000 na KV, 25.000 na KSCV i WSC, 16.000 na DB, 14.000 na CC. Ilość korporantów w jednej korporacji również jest bardzo zróżnicowana: najmniejsze sprawnie działające korporacje mają ok. 50-60 filistrów, przeciętny stan obejmuje od 90 do 150 filistrów, korporacje liczące więcej niż 200 członków uchodzą za masowe. Stan aktywnych korporacji w zasadzie nie różni się od tego, co znamy z Polski. Najwyższy stan osobowy korporacje osiągały w latach 20-30-tych i 50-tych XX wieku. Przyrost w pierwszym okresie daje się porównać z nieproporcjonalnym wzrostem polskich korporantów, choć wzrost ten w Niemczech nie przebiegał aż tak burzliwie jak w Polsce. Renesansu lat 50 tych polskie korporacje się nie doczekały, za to nie musiały potem przeżywać upadku wewnętrznego lat 70-80 tych. Podczas gdy niemieckie korporacje opierają się dzisiaj głównie na filisteriacie z lat 50-60 tych, polskie korporacje oszczędziły sobie wypróbowywania nowych form, wielkich słów o modernizacji przestarzałych obyczajów i w ogóle przodującej nowoczesności.  Przynajmniej w Niemczech te eksperymenty się nie sprawdziły, większość nowatorów wystąpiła bowiem z korporacji, często na długie lata przed odrodzeniem się ideowości korporacyjnej w latach 90-tych.

Ogromną ilość korporacji trzeba było jakoś posegregować. Najlepszą tu metodą jest oczywiście metoda historyczno-merytoryczna, przyjął się jednak inny podział, który tu w skrócie przedstawię:

 

 

 

Otóż dzieli się korporacje na duelanckie i nieduelanckie (schlagend – nicht schlagend), przy czym chodzi głównie o to, czy dana korporacja uznaje pojedynki – najczęściej chodzi o menzury na szlagiery, czyli szermierkę akademicką. Kryterium, czy chodzi o pojedynek honorowy czy umowny, jest w ramach tej klasyfikacji drugorzędne. Raczej wysuwa się tu na pierwszy plan kwestia, czy korporacja narzuca swoim członkom menzurę obowiązkową, czy jest ona fakultatywna (pflichtschlagend – fakultativ schlagend); jak wynika z logiki rzeczy, takie menzury obowiązkowe z reguły są umowne. Z tego powodu stosunek burszenszaftów do menzury umownej był zawsze dość problematyczny, gdyż nie stawia ona satysfakcji honorowej na pierwszym miejscu.

Drugie kryterium w tym ogólnie przyjętym kanonie stanowi kwestia noszenia barw. Z reguły można przyjąć, że korporacja obowiązkowo lub fakultatywnie duelancka ma barwy i nosi je (farbentragend – nichtfarbentragend). Wyjątkiem są te bardzo nieliczne i zazwyczaj nie zrzeszone w związkach korporacje, które barw nie noszą, ale mimo to biorą i dają satysfakcje czynną – są to korporacje tzw. czarne (schwarze); postawa taka, pozwolę sobie dodać, jest w gruncie rzeczy spójna i honorowa, aczkolwiek znacznie okraja obyczajowość korporacyjną.

Trzecia grupa korporacji niemieckich jest również bardzo liczna. Chodzi o korporacje, można by rzec wewnętrzne, nie noszą one bowiem żadnych barw i nie mają innych oznak zewnętrznych. Od towarzystw akademickich różnią się tradycją (włączając w to sztandar w barwach, cyrkiel, często nawet szlagiery paradne), ustrojem i przede wszystkim więzią dożywotnią. Pod grupę ‘różne’ zaliczyć należy dużą liczbę korporacji nie zrzeszonych w żadnym związku, związki bez jednolitych struktur członków, korporacje koedukacyjne i żeńskie (o ile nie wchodzą w skład któregoś związku).

Zjawiskiem dosyć pospolitym w Niemczech i tutaj przede wszystkim w Austrii, Badenii i Frankonii są korporacje szkolne (Schülerverbindungen, Pennalien), czyli zrzeszenia uczniów szkół średnich.

Zazwyczaj korporacje te nie są uważane przez korpora­cje studenckie za równe sobie, chociaż większość korporacji szkolnych stara się naśladować pewien typ korporacji studenckich; istnieją np. szkolne burszenszafty, corpsy lub CV.

Na tym podziale też bazują formy grzecznościowe korporantów niemieckich: Członek tego samego związku to ‘Verbandsbruder‘ – towarzysz związku. Korporant duelancki zwraca się do innego korporanta o tych samych zasadach per ‘Waffenbruder‘ – towarzysz broni, Do pozostałych korporantów się zwraca per “Farbenbruder” – towarzysz barw – lub w przypadku korporantki per “Farbenschwester” – towarzyszka barw. Korporanci nieduelanccy płci obojga korzystają tylko z dwóch ostatnich form.

Wyżej przytoczony wzorzec duelantyzmu i noszenia barw pozwala na pobieżny i zewnętrzny opis no­wo poznanej korporacji, pozwala, by ją w skrócie zaszufladkować. Ale nie pozwala na ocenę merytoryczną. Do możliwości takiej oceny chciałbym się zbliżyć poprzez krótki rys historyczny z również krótkim opisem danego związku.

Najstarszą formą korporacji jest corps, reprezentu­jący sobą pełnię obyczajowości i tradycji studenckiej. Corpsy nie posiadają jednak pierwotnej lub pozytywnie sformułowanej ideowości. Po raz pierwszy tę zastaną for­mę z treścią ideową połączyli studenci powracający z Wo­jen Wyzwoleńczych [walka z Bonapartym – Redakcja]: tak powstały burszenszafty. Ich ideologia wolnościowo-narodowo-republikańska, co prawda dodawała studenckim oddziałom ochotniczym mile widzianej gotowości poświę­cenia się, jednak w okresie restauracji władza nie pozwala­ła na tego typu swobodę intelektualną i począwszy od 1819 r. prześladowała burszenszafty. W tym okresie na zasa­dzie dialektyki corpsy wyrobiły swój zasadniczy prorządowy charakter tj. tzw. apolityczność; w burszenszaftach pozostali wyłącznie radykałowie. Studenci o nastawieniu narodowo-wolnościowym nie zaliczający się do radykałów zakładali związki zastępcze, tj. ferajny śpiewacze lub kluby sportowe, by pod taką przykrywką pracować nad kształceniem elity narodowej. Tak powstałe sengerszafty i turnerszafty po­woli zmieniały się w korporacje faktycznie hołdujące ongiś tylko w nazwie podawanym celom. Okres lat 40-tych aż do założenia Drugiej Rzeszy w 1871 r. wywarł swoje piętno rów­nież na innych korporacjach, z wyjątkiem może corpsów. W stosunku do nich dystansowały się landsmanszafty nowego typu, czyli korporacje również nieideowe, ale o jednoznacznie demokratycznym podłożu, co zaznaczało się głównie w miesz­czańskim pochodzeniu ich członków. Burszenszafty wraz z ustającym na­ciskiem władz, które powoli odkry­wały siłę tkwiącą w ideologii narodowo-demokratycznej, przeżywały dogłębną zmianę z radykalno-republikańskich Ogółów w kierun­ku ‘zwyczajnych’ korporacji o nasta­wieniu narodowo-konserwatywnym. Proces ten posunął się aż tak daleko, że w 1919 r. nie chciały one zaak­ceptować barw burszowskich (czerń – czerwień – złoto) jako barw państwa, woląc zachować tak lubiane w kilkudziesięcioletnim okresie pań­stwa wielkomocarstwowego barwy wielkopruskie (czerń – biel – czerwień). Około połowy XIX w. pojawił się też katolicyzm politycz­ny i nadał niektórym korporacjom swoją własną ideowość, polegającą na religijnie uzasadnionym konser­watyzmie z akcentem społecznym; korporacje te odrzucały pojedynki i menzury zasłaniając się przy tym Kodeksem Kanonicznym. Wszystkie korporacje podczas Trzeciej Rzeszy były formalnie rozwiązane lub zawieszo­ne. W zachodnich częściach Niemiec mogły się reaktywo­wać po wojnie, co z reguły szło w parze z lustracją przedwojennej ideologii. Po wojnie burszenszafty nawiązywały znowu do tradycji narodowo-wolnościowych odsuwając na drugi plan dawną propaństwową mocarstwowość. Corpsy właściwie niczego zmieniać nie musiały, większy może akcent kładły na tolerancję nowego typu. W Niemczech Adenauera najlepiej rozwijały się korporacje katolickie. Problemy wszystkich korporacji zaczęły się dopiero po ro­ku 1968, kiedy to prawie żadna korporacja nie miała dosyć siły, by się oprzeć, zasadniczo i przede wszystkim stale, napływowi ideologii neomarksistowskich. Wbrew zapew­nieniom ich przedstawicieli szło jednak nie o reformę i de­mokratyzację społeczeństwa, a o wyniszczenie wszystkie­go, co w nim wyższe i godniejsze. Od lat 90-tych dają się zauważyć pewne tendencje wiodące do odzyskiwania samodzielności intelektualnej i otwartego przyznawania się do własnego dziedzictwa.

Corpsy (C!) zrzeszone są w dwóch związkach: działające na uniwersytetach – w KSCV (Kösener Senioren-Convents-Verband – Köseński Związek Konwentów Senioralnych) założonym w 1848 r. i pierwotnie działające w pozostałych szkołach wyższych – w WSC (Weinheimer Senioren-Convent – Weinheimski Konwent Senioralny) założonym w 1863 r. Oba związki uznają satysfakcję z bronią w ręku tak samo jak menzurę umowną, która dla wszystkich członków jest obowiązkowa. Związki mają herb i emblemat. Tradycyjna obyczajowość korporacyjna w corpsach jest w pełni zachowana. Corpsy między sobą dzielą się na kręgi, z czego krąg czarny kładzie szczególny nacisk na szermierkę, błękitny na kontakty towarzyskie, zielony cechuje się odrzucaniem obnoszenia się zewnętrznym dobrobytem, biały jest zarezerwowany dla szlachty i wielkiej finansjery. Wszystkie corpsy przywiązują wielką wagę do faktu, iż były one prototypem innych, młod­szych korporacji. Czołową wartością zaś w haśle corpsów “Honor – Przyjaźń – Tolerancja!” jest właśnie tolerancja. Pojęcie to jest wywodzone z pojęcia honoru, które każe dostrzegać godność osobistą w każdym człowieku i wskazuje na współzależność własnej honorowości z god­nym traktowaniem innych. W praktyce zaś corpsy wyraźnie dzielą świat na kręgi swoje, w których faktycznie panują przyjaźń i dosyć elitarne oby­czaje i kręgi obce, przy czym wywyż­szanie się nad tymi ostatnimi nie jest sprzeczne z honorem corpsowskim; szczególnie burszenszafty (“buksy”) i korpora­cje katolickie (“buksy modlitewne”) często bywają ośmiesza­ne. Pod względem politycznym corpsy cechują się tym, że nie wyrażają one żadnego własnego zdania, są bowiem w pełni apolityczne. Chętnie jednak podkreślają wartość tolerancji, by się – w sposób typowy od początku istnienia dychotomii corpsów i burszenszaftów – odcinać w opinii publicznej od “nietolerancyjnych radykałów burszowskich”. Fakt, ja­kie poglądy ma konkretny członek corpsu, nie gra przy tym najmniejszej roli – może mieć wszystkie. Każdy student płci męskiej ma dostęp do corpsu, którego regułom musi się poddać dosyć bezwarunkowo – nie gra roli, jakiej jest narodowości, wyznania, jakie ma upodobania seksualne lub światopogląd.

Herb Die Deutsche Burschenschaft (DB)

Burszenszafty (B!) są obecnie zrzeszone w DB (Deutsche Burschenschaft – Niemiecki Burszenszaft) z 1881 r. obejmującym burszenszafty z Republiki Federalnej i Austrii oraz NDB (Neue Deutsche Burschenschaft – Nowy Niemiecki Burszenszaft) – odłamku DB obejmującego jedynie korporacje z RFN. Do 1951 r. istniały również dwa związki – DB i ADB (Allgemeiner Deutscher Burschenbund – Powszechny Niemiecki Związek Burszowski) z 1883 r., do którego należały burszenszafty z ruchu reformowanego. Jak pod koniec XIX w., tak i dzisiaj, kwestia menzury dzieli burszenszafty: część reformowana widziała w niej tylko jeden z rodzajów satysfakcji honorowej, odłam bardziej tradycyjny, a więc zbliżony pod tym względem do corpsów, dopuszczał też menzurę umowną; po II wojnie światowej granica przebiegała pomiędzy odłamem odrzucającym satysfakcję czynną (dziś w NDB) i odłamem uznającym menzurę umowną oraz satysfakcję czynną. Po kompromisie z 1971 r., w którym ustalono, że DB nie stawia wymogu menzury umownej, ale umożliwia ją tak samo jak satysfakcję czynną (z wyjątkiem RFN-u), gromadnie wstępowały do DB burszenszafty należące równocześnie do DBÖ (Deutsche Burschenschaft Österreichs – Niemiecki Burszenszaft Austrii), który dzięki temu praktycznie zjednoczył się z DB. Zjazdy burszenszaftów odbywają się corocznie w zamku Wartburg w Eisenach, gdzie w 1517 r. Luter przetłumaczył Biblię dając początek językowi wysoko-niemieckiemu i gdzie w 1817 r. odbył się pierwszy zjazd burszenszaftów niemieckich (i polskich z Wrocławia i Berlina), zapoczątkowujący zjednoczenie narodu niemieckiego. Insygniami wszystkich związków burszowskich są: barwy czarno-czerwono-złote, cyrkiel burszowski przestawiający hasło “Honor – Wolność – Ojczyzna!” (Ehre – Freiheit – Vaterland!), istnieje też herb burszowski, którego symbolika oznacza jedność (związane strzały), honor i przyjaźń (złączone dłonie otoczone wężem wieczności), wolność (wschodzące słońce), ojczyzna (dąb narodu niemieckiego) i obronność (lira i miecz –  z liryki Körnera, ochotnika z Wojen Wyzwoleńczych), Żelazny Krzyż również nawiązuje do Wojen Wyzwoleńczych (pierwszy order niemiecki, którym mógł być odznaczony żołnierz niezależnie od rangi; nawiasem mówiąc order Żelaznego Krzyża wzorował się na polskim orderze Virtuti Militari). Pojęcie honoru u burszenszaftów nie różni się od pojęcia corpsowskiego, aczkolwiek zawsze były i są dyskusje, czy jakakolwiek broń, akademicka czy inna, jest zdolna do dania satysfakcji, skoro każdy człowiek posiada z założenia honor, a nie każdy człowiek włada bronią. Pojęcie wolności w jednym z jego aspektów jest zbliżone do corpsowskiej tolerancji: honor własny wymaga respektowania honoru bliźniego, jego wolność musi być respektowana. Zarazem jednak i honor i wolność nie są tylko elementami etyki bytu pojedynczego. Nawiązanie do Ojczyzny pokazuje, że to wartości są koordynatami, według których ma być zbudowany system państwa narodowego. W tym punkcie burszenszafty zasadniczo różnią się od większości innych korporacji, że odczuwają odpowiedzialność elity akademickiej za cały Naród i kształtowanie jego warunków. Burszenszafty są polityczne, gdyż inaczej się tej odpowiedzialności uskutecznić nie da, są jednak ściśle niepartyjne. Z tego mandatu politycznego wynika, że burszentagi – zjazdy burszowskie – uchwalają petycje do niemieckiego Bundestagu, austriackiego Bundesratu lub rządów niemieckich i obcych oraz zajmują głos w kwestiach społecznych, narodowych i międzynarodowych. Burszenszafty nie odrzucają zjednoczenia europejskiego, chcą go jednak tylko przy pełnym zachowaniu i zabezpieczeniu istnienia Narodów jako przedstawicieli niepowtarzalnych wartości kulturowych; nie państwo a Naród stoi w centrum zainteresowania burszowskiego. Podejście to staje się zrozumiałym, kiedy policzy się państwa niemieckie chociażby w dzisiejszej Europie. Bardzo sporna dla opinii publicznej jest niemiecka ojczyzna w pojęciu burszowskim, gdyż obejmuje ona wszystkie kraje o ludności i kulturze niemieckiej, a burszenszafty z DB dalej utrzymują też tezę o tymczasowości granic z 1945 r. – zgodnie z orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego i w sprzeczności z zapewnieniami rządów RFN. U źródła prezentowania tej sprzeczności nie leży jednak tępy rewanżyzm. Jako jedyną wiążącą zasadę burszenszafty uznają bowiem prawo samostanowienia narodów – domagają się go dla narodu własnego, uznając zarazem expressis verbis dla wszystkich narodów. W dekadzie po obaleniu żelaznej kurtyny burszenszafty coraz wyraźniej odczuwają potrzebę pojednania i połączenia się z elitami obcych narodów, by wspólnie zapobiec wynarodawianiu. Kwestia państwowości, jak już było wspomniane, gra przy tym coraz mniejszą rolę. Od każdego członka burszenszaftu oczekuje się, żeby się kształcił nie tylko zawodowo, ale także politycznie, aby sprostać zadaniom w walce o byt Narodu. Szczerze jednak trzeba przyznać, że bynajmniej nie każdy członek i nie każdy burszenszaft mogą sprostać tak górnolotnym wymaganiom. Często duch korporanta bierze górę nad odpowiedzialnością burszowską, stanowi on coś w rodzaju najmniejszego wspólnego mianownika akademickiego, ale jest też niebezpieczeństwem dla ideowości. Członkiem burszenszaftu może zostać każdy student płci męskiej narodowości niemieckiej (nie obywatelstwie!), który nie odmówił pełnienia obowiązku służby wojskowej. Dodać trzeba, że w Niemczech służba wojskowa odbywa się z reguły przed studiami i poborowi mają możliwość odmowy ze względu na niezgodność z własnym sumieniem; burszenszafty z DB uznały, że tego typu wyrzuty sumienia nie są niehonorowe, ale sprzeczne z wymaganą od członków burszenszaftu gotowością poświęcenia się w obronie Narodu i Ojczyzny. Do 1935 r. wymogiem była wiara chrześcijańska w jednym z jej wyznań; pierwsze burszenszafty miały charakter chrześcijański, ale odrzucały granice wyznaniowe jako dzielące naród niemiecki na dwie połowy. Dzisiaj ten element życia burszowskiego prawie zupełnie zanikł, co moim zdaniem pozbawiło burszenszafty najistotniejszego sprawdzianu w kwestiach ideowych.

Landsmanszafty (L!) od 1868 r. miały własny związek DL (Deutsche Landsmannschaft – Niemiecki Landsmanszaft), w 1951 r. połączyły się z turnerszaftami CC (Coburger Convent ? Konwent Koburski). Od lat 40-tych XIX w. powstawały korporacje, które wolały nawiązać bardziej do tradycji dawnych ziomkostw niż do powstałych z nich corpsów ze skłonnościami antyburszowskimi. Pielęgnowały nie tylko wewnętrzny demokratyzm jak corpsy, ale domagały się równości wszystkich akademików. Postulaty polityczne burszenszaftów odrzucały, były również od początku absolutnie areligijne. CC jest związkiem noszącym barwy i uznającym satysfakcję i menzurę umowną, która dla członków jest obowiązkowa. SWR (Schweizer Waffenring – Szwajcarskie Koło Broni) tylko formalnie jest zbliżone do typu związku landsmanszafckiego, gdyż z założenia jest tylko związkiem zapewniającym sądy honorowe i odbywanie menzur.

Turnerszafty (T!) powstały podczas prześladowań burszenszaftów jako stowarzyszenia zastępcze, ale dosyć szybko rozwinęły się w kierunku korporacji typu landsmanszaft z dodatkowym atutem sportowym, który jednak ostatnimi czasy bardzo stracił na znaczeniu. Dawny ich związek VC (Verterer-Convent – Konwent Delegatów) z 1885 r. po wojnie połączył się z DL. Prezydium zmienia się corocznie, raz piastują tę funkcję turnerszafty, raz landsmanszafty. W tym samym 1885 r. w Szwajcarii powstał SAT (Schweizerische Akademische Turnerschaft – Szwajcarski Akademicki Turnerszaft), istniejący do dziś w tej formie. Podczas gdy co CC może być przyjęty obcokrajowiec, do SAT przyjmuje się wyłącznie Niemców, zazwyczaj pochodzenia szwajcarskiego. Inny charakter ma ATB (Akademischer Turnbund – Akademicki Związek Sportowy); związek ten nie nosi barw, kładzie za to istotny nacisk na wysportowanie członków, do których od lat 80-tych należą również studentki.

Sengerszafty (S!) mają podobną historię jak turnerszafty. Jednym z ich związków jest DS (Deutsche Sängerschaft – Niemecki Sengerszaft), powstały w 1896 r. pod auspicjami jednoznacznie już muzycznymi Jest on związkiem noszącym barwy, zezwalającym na satysfakcję i menzury, ale nie domagającym się ni jednego, ni drugiego. W praktyce prowadzi to czasami do sytuacji, gdy pojedynczy członek dostatecznie nie włada bronią, chociaż jest osobą jak najbardziej honorową. Tradycja szermiercza w sengerszaftach odżywa jednak coraz bardziej. W odróżnieniu od turnerszaftów z ich sportem, sengerszafty kultywują śpiew w chórze męskim i mieszanym, osiągając często efekty miłe dla ucha. Członkostwo tak samo jest ustalone jak w landsmanszaftach i turnerszaftach. Również ideowość zasadza się dzisiaj w gruncie rzeczy na przyjaźni i prawości. Drugi związek SV (Sonderhäuser Verband – Związek Sonderhauseński) podobnie jak ATB jest nieduelancki i nie nosi barw; przyjmowani są studeci płci obojga niezależnie od pochodzenia czy wyznania.

VDSt (Verein Deutscher Studenten – Stowarzyszenie Studentów Niemieckich) powstało w 1881 r. z tych samych pobudek, które kierowały wówczas burszenszaftami; z patriotyzmu, którego obiektem była Druga Rzesza. Jego barwami są czerń-biel-czerwień z tą specyfiką, że barwy te są wspólne dla wszystkich korporacji związkowych, nie są jednak noszone. VDSt zalicza się również  do korporacji nieduelanckich, aczkolwiek nie ma zakazu pojedynku. Ideowość VDSt jest dzisiaj bardzo zbliżona do burszowskiej, z DB istnieje luźna deklaracja zgodności celów obu związków. Po II wojnie światowej VDSt przejęło tradycję VDH (Verein Deutscher Hochschüler – Związek Akademików Niemieckich) w Polsce. W odróżnieniu od DB, VDSt ma charakter prawie niekorporacyjny, ale tym większy kładzie nacisk na wychowanie intelektualne, społeczne i polityczne. Prowadzona jest bardzo aktywna praca na rzecz Niemców zagranicznych; istnieje korporacja VDSt-owska w Raciborzu, na Węgrzech i w Danii. Podobno członkostwo jest możliwe na podstawie przyznawania się do nacji niemieckiej, tj. członkami mogą być Niemcy wyznaniowi, a nie koniecznie z pochodzenia. Z reguły po VDSt można się spodziewać należytego poziomu. Od niedawna istnieje też VDSti, czyli odrębny związek dla studentek o identycznych wartościach.

Gildie akademickie powstały po I wojnie światowej w duchu studentów wracających z armii i freikorpsów. Drugim ich źródłem jest ruch harcerski bardzo silny w latach 20-tych i 30-tych. W 1923 r. powstał związek DG (Deutsche Gildenschaft – Gildie Niemieckie), który ma charakter nieduelancki; noszenie barw jest dowolne (gildie mają dosyć nietypowe bandy z jedną barwą pośrodku i bardzo cienkimi barwami na brzegach), gildie są koedukacyjne. Ich ideowość można porównać do burszowskiej, z tym, że gildie mają bardzo mało z ducha korporanckiego, tak często zagradzającego burszenszaftom drogę do urzeczywistniania swoich celów ideowych. Tendencje polityczne gildii są o wiele bardziej fundamentalistyczne i mierzące w absolut niż ma to zwyczaj w burszenszaftach, bądź co bądź z założenia mieszczańskich i co za tym idzie skorych do integrowania się w społeczeństwie, jakie by akurat nie było. O ile wartość korporacyjna gildii nieszczególnie rzuca się w oczy, o tyle bardzo wartościową jest ich sfera duchowa, zwłaszcza w odniesieniu do warstwy narodowo-ideowej. Sądzę, iż starsze korporacje wiele by się od nich mogły nauczyć.

StV (Schweizer Studentenverein – Szwajcarskie Stowarzyszenie Studenckie) w 1841 r. było założone w celu zrzeszenia sił konserwatywnych i katolickich; pierwotna inicjatywa wyszła z kręgów korporacji gimnazjalnych. Związek jest nieduelancki, aczkolwiek nie od początku zakazywał dawania satysfakcji czynnej. Wszystkie korporacje członkowskie noszą barwy czerwono-biało-zielone, przy czym różnią się jedynie odcieniem czerwieni. Hasłem StV jest Virtus – Scientia – Amicitia! Od 1968 r. związek jest koedukacyjny, od 1977 r. rozszerzył zasadę katolicyzmu, tak że przyjmowano studentów wszystkich wyznań chrześcijańskich. W tym samym czasie dopuszczono też studentów bez pochodzenia szwajcarskiego; z wymogu emocjonalnego przywiązania do Konfederacji Szwajcarskiej nie zrezygnowano.

 CV (Cartell-Verband – Związek Kartelowy) powstał w 1856 r. ze skartelizowanych korporacji katolickich, z których najstarsza sięgała roku 1844. Tak samo jak w przypadku StV bodźcem było zrzeszenie konserwatywno-katolickiej młodzieży akademickiej, by w taki sposób oprzeć się ideom liberalnym i republikańskim. Warto też wspomnieć, że corpsy i im podobne korporacje były z założenia areligijne, burszenszafty tego okresu pozostawały zaś raczej pod zatracającym się powoli wpływem niemieckiego protestantyzmu. Korporacje katolickie zyskały na znaczeniu podczas walki kultutowej Bismarcka z politycznym katolicyzmem. W tym też okresie dawny konserwatyzm wzbogacony został o elementy społeczne. Dzisiejsze CV może uchodzić za socjalno-liberalny z domieszkami konserwatywnymi, zajmuje postawę jednoznacznie pro-unijną. (EKV ma nawet reprezentanta w Parlamencie Europejskim), podczas gdy katolickość ma coraz mniejszą rolę. Związek mimo całej swej europejskości, lansującej zastąpienie koncepcji państw narodowych poprzez euroregiony, uważa się za apolityczny, na modłę corpsów. Od tego typu korporacji CV różni się ideowością katolicką. Przyjęty może być każdy męski student wyznania katolickiego; do lat 70-tych przyjmowano tylko Niemców w sensie narodowym, potem otworzono związek również dla innych nacji. CV jeszcze dzisiaj odrzuca satysfakcję i menzurę umowną, co jest o tyle niespójne, że w momencie powstawania tej zasady związkowej niemało biskupów katolickich miało odbyte menzury i pojedynki, a od roku 1984 Kościół katolicki dopuszcza już menzurę umowną. CV zachowuje pozostałą tradycję korporancką – a więc tę zabawną i wystawną – w pełnej mierze, intensywniej niż w burszenszaftach i często też intensywniej niż w corpsach. Skutek był i jest taki, że korporacje CV nigdy nie musiały się obawiać o brak członków, co doprowadziło do – rzec można – masowego charakteru tych korporacji, kosztem ich elitarności. Duża ilość członków umożliwia też skromniejszy przydział obowiązków na pojedynczego członka, stąd bycie członkiem CV jest całkiem ulgowym zajęciem, zapewniającym tyle samo zabawy, co członkostwo w innych korporacjach i może nawet lepsze koneksje. Dlatego też korporacje duelanckie często z wyższością odnoszą się do korporacji katolickich; burszenszafty są pod tym względem bardziej umiarkowane, gdyż zarzucają im nie brak honoru, a raczej pozostawanie w tyle za głoszonymi hasłami katolickości, które na co dzień są praktykowane jedynie przez mniejszość.

KV (Kartell-Verband – Związek Kartelowy) powstał w 1866 r. poprzez odszczepienie się korporacji nie noszących barw od noszących, które pozostały w CV. Poza tym wyjątkiem nie ma już dzisiaj zasadniczych różnic pomiędzy CV i KV. Studenci obcego pochodzenia zawsze byli przyjmowani; od 1971 r. wystarczające jest wyznanie chrześcijańskie, bez zawężenia go do katolicyzmu. Od lat 80/90 odrzucana poprzednio korporanckość coraz bardziej zyskuje na znaczeniu.

UV (Unitas-Verband – Związek Unitas) z 1855 r. nie jest zrzeszeniem pojedynczych korporacji, a raczej podobnie jak StV jedną nadkorporacją z wieloma sekcjami lokalnymi, których barwami są błękit-biel-złoto. Unitas ma charakter bardziej naukowy i bardziej religijny niż KV, od którego różni się jedynie zachowaniem wymogu katolickości i dopuszczaniem studentek w odrębnych korporacjach unitasowych, co jest zrozumiałe przy założeniach bardziej duchowych niż korporacyjnych.

RKDB (Ring Katholischer Deutscher Burschenschaften – Koło Katolickich Niemieckich Burszenszaftów) od 1924 r. reprezentuje tę część dawnych korporacji unitasowych, które wtórnie nadały wagę dziedzictwu korporacyjnemu. Typowy jest fakt, że wzorowały się przy tym nie na corpsach, do których porównywać można CV, a na burszenszaftach, gdyż tutaj widziały lepsze możliwości połączenia ideowości katolickiej z wyznaniem chrześcijańskim.

WB (Wingolf-Bund – Związek Wingolfowski) jest związkiem, który nie różni się dzisiaj zanadto od RKDB z tym wyjątkiem, że jego wyznanie chrześcijańskie ma podłoże z założenia protestanckie. Można rzec, że Wingolf z 1844 r. jest jakby kontynuacją nurtu chrześcijańskiego dawnych burszenszaftów, ulegających w tym czasie powolnemu zeświecczeniu. Dzisiaj Wingolf ma z burszenszaftami mało wspólnego.

Poza wymienionymi związkami jest niemało innych związków pomniejszych, które się mniej więcej dadzą umieścić w wyżej wymienionym schemacie. Pominięte zostały wszystkie korporacje gimnazjalne. Duża jest też liczba korporacji akademickich i gimnazjalnych nie zrzeszonych. Jeszcze więcej jest korporacji zawieszonych. Mam jednak nadzieję, że czytelnik po przeczytaniu niniejszego artykułu będzie w miarę szybko mógł zaklasyfikować pominięte korporacje.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na fakt, iż niezmierne rozdrobnienie niemieckiego ruchu korporacyjnego zostało zauważone. Zareagowano na nie ratyfikowaniem traktatów międzykorporacyjnych i również utworzeniem nadzwiązków. Czołowe to: CDA (Convent Deutscher Akademiker Verbände – Konwent Niemieckich Związków Akademickich) i CDK (Convent Deutscher Korporations Verbände – Konwent Niemieckich Związków Korporacyjnych); chociaż wiele związków korporacyjnych i korporacji zgłosiło akces, nie mają one faktycznego znaczenia w życiu korporacyjnym. Jedynym sprawnie działającym nadzwiązkiem jest EKV (Europaische Kartell-Verband – Europejski Związek Kartelowy) zrzeszający wszystkie korporacje o podłożu katolickim – niemieckie i zagraniczne, akademickie i gimnazjalne, męskie, damskie i koedukacyjne. EKV ma za zadanie tworzenie krytycznej masy w życiu społecznym, by w taki sposób dać głos ogółowi korporacji katolicko-chrześcijańskich. Klucza do sukcesu EKV należy się zapewne dopatrywać w faktycznym istnieniu wspólnych interesów zrzeszonych korporacji i zbieżności ich ukierunkowania i celów.


Na samym końcu chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że u podstaw całego zróżnicowania leży zasadniczy konflikt pomiędzy  formą a treścią: forma tradycyjnej korporacji – a więc corpsu – daje stabilność, spolegliwość i stałość przez stulecia. Z drugiej strony treść powinna służyć celowi wyższemu, gdyż inaczej może być przyjazna i przyjemna, a nawet honorowa (co nawiasem mówiąc dzisiaj czasami znaczy więcej, niż można by się spodziewać), ale zostaje pusta. W Niemczech niestety doszło do rozłamu między treścią narodowo-wolnościową, a chrześcijańską. W Polsce na szczęście tego rozłamu nie było i nie ma. Są to warunki bardzo sprzyjające utworzeniu lub utrzymaniu jednego związku opiniodawczego, które zjednoczyłby wszystkie korporacje o wspólnych celach. Nie ma w obecnej chwili korporacji o sprzecznych celach, są jedynie korporacje pozytywnie nie wyznające wspólnych wartości. Jest szansa by zapobiec rozdrobnieniu polskiego ruchu korporacyjnego. Wymaga to sprawnej wzorcowej organizacji, co z kolei wymaga spójności i zbieżności celów zjednoczonych korporacji. Jednym słowem: jakość niech prowadzi do ilości, gdyż jeszcze się nie zdarzyło, żeby ilość przeszła w jakość.

Źródła:
Civis Academicus, Köln 2000,
Handbuch der Deutschen Burschenschaft, Berlin 1998,
– Henning Lenthe, Brauchtum der Burschenschaft, München 1998,
– Friedhelm Golücke et al, Die Fuxenstunde, Würzburg 1996.

opublikowano w “Biuletynie Korporacyjnym ZPK!A” nr 4(18), październik-grudzień 2002.
digitalizacja: fuks Maciek, fuks Marcin, fuks Tomek (K!Lauda), V-2012.

Składam podziękowania Autorowi za wyrażenie zgody na publikację Jego tekstu.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

SZTUKA HERALDYKA MONARCHIA ETYKIETA SZLACHTA CEREMONIAŁ (con. MMXVIII)