Zmurszały filar. O znaczeniu i kryzysie symboli, rytuałów i tajemnic w korporacjach akademickich.

Marcin M. Wiszowaty,
filister K! Polonia

 

 

 

 

Potrzebę poruszenia tego tematu noszę w sobie od dawna. Zdając sobie sprawę, że tekst ukazuje się w piśmie ogólnodostępnym, które trafić może nie tylko do rąk fuksa, ale także wildera, świadomie narzuciłem sobie pewne ograniczenia szczegółowości wywodów. Jak każdy tekst pisany przez autora powodowanego uczuciem umiłowania ruchu korporacyjnego, tak i ten nie stroni od emocji, przez co niemało w nim kategorycznym sądów i jaskrawych ocen. Mam nadzieję, że artykuł stanie się przyczynkiem do pogłębionej refleksji i dyskusji. Celem przyświecającym temu tekstowi jest zwrócenie uwagi na rolę tajemnic i rytuałów w życiu korporacji akademickich, niebezpieczne zjawisko ich zamierania, a przede wszystkim zainicjowanie działań naprawczych.

Sens i rola tajemnicy oraz rytuałów

Korporacja, jak każda organizacja tradycyjna, odwołuje się w swojej działalności do elementów tajnych. Sens ich istnienia i zachowywania, a także ich rola przejawia się w kilku aspektach. Do najważniejszych zaliczam: magiczny (mistyczny), inicjacyjny, tożsamościowo-integracyjny oraz motywacyjno-wychowawczy.

Wydaje mi się, że pierwsze dwa aspekty nie wymagają szczegółowych objaśnień. Każdy człowiek czuje potrzebę kontaktu z bytem absolutnym, sferą nadprzyrodzoną czy mistyczną. Powoduje to, że całe nasze życie pełne jest gestów i czynności wywodzących się z pradawnych praktyk magicznych czy religijnych. Dostęp do tajników wyższej świadomości czy po prostu wejście do wymarzonego, elitarnego towarzystwa wymagało spełnienia wymogów specjalnej procedury przejścia zwanej od wieków “inicjacją”. Oba te elementy (mistyka i rozbudowane rytuały inicjacji) były zawsze obecne i doniosłe w życiu korporacji. Otoczone ścisłą tajemnicą rozbudzały wyobraźnię niewtajemniczonych. Oczywiście ich zakres był dostosowany do potrzeb korporacji, jako tajemnej organizacji akademików mającej na celu rozwój duchowy, intelektualny, moralny i fizyczny swoich członków. Niestety, obecnie zakres ten ulega redukcji i wiele elementów tradycyjnego rytuału przybrało formę pustych ceremoniałów lub wręcz zostało zarzucone.

Rola integracyjna rytuałów ma związek z ich ekskluzywnością. Tym co łączy korporantów, a także co odróżnia ich od wilderów (a więc stanowi dodatkowe spoiwo – tożsamość korporancką) powinna być znajomość rytuałów, możliwość brania w nich udziału, a przede wszystkim świadomość ich sensu. O ile bowiem profan może z ukrycia obserwować określony obrzęd, nie pozna jego treści i nie zrozumie symboliki, chyba, że sam dostąpi zaszczytu wejścia do grona wtajemiczonych. A oni strzegą swoich szeregów i sekretów. Jedną ze sprawdzonych metod ochrony tajemnic organizacji była gra pozorów oparta na dezinformacji. Stwarzano wersję objaśnień służących wyłącznie kontaktom ze światem zewnętrznym. Korporacje chętnie sięgały do takich środków, szczególnie w czasach, gdy organizacje tajne były z gruntu podejrzane, a jej członkowie prześladowani. Skrót “V!C!F!” do dziś tłumaczy się wilderom jako vivat-crescat-floreat. Oznacza jednak: vivat circulum fratrum. Tak samo cyrkiel tylko dla wilderów jest ozdobnym monogramem, zestawem liter kaligraficznie skomponowanych. Dla braci był zawsze tajemnym symbolem koła – znakiem zamkniętego kręgu wtajemniczonych. Pisanie go bez oderwania ręki to kolejny element wiedzy tajemnej, ale także kolejny symbol izolacji.

Walor motywacyjno-wychowawczy rytuałów przejawia się zarówno w chęci wildera by wejść do kręgu wtajemniczonych, ale także w dążeniu korporanta do samodoskonalenia się. Odbycie inicjacji nigdy nie oznacza dostępu do pełni wiedzy. Tę zdobywa się latami, w uznaniu określonych zasług, a także w efekcie osiągnięcia poziomu umiejętności i cech, które uzasadniają ujawnienie kolejnego fragmentu tajemnicy (nadanie barw, praw, wybór na urząd) ale także gwarantują jej zachowanie. W ten sposób tworzy się naturalna hierarchia, a co za tym idzie – wola by znaleźć się w niej jak najwyżej.

Rzeczywistość jest niestety daleka od powyższego opisu. Po pierwsze zachowywanie rytuałów przez korporantów jest podyktowane głównie, o ile nie wyłącznie tradycją, w myśl zasady: “robimy to, bo tak robili nasi poprzednicy”. To zupełnie powierzchowne podejście, pozbawione refleksji i świadomości bardzo konkretnego sensu rytuałów, najbardziej zagraża ich przetrwaniu. Sprzyja transformacji rytuałów w ceremoniały – odświętne, sformalizowane, ale odbywane bez świadomości i znajomości jakiejkolwiek ukrytej treści. Wydaje mi się, że obecnie takie podejście do rytuałów jest powszechne. Dla większości korporantów to już właśnie “ledwie ceremoniały” mające walor jedynie tradycyjny i sentymentalny. Niedobra praktyka rozpoczyna się na coetusach (fuksówkach), na których oldermani opowiadają fuksom jedynie “jak się to robi”, a nigdy “dlaczego w taki sposób” lub “co to oznacza”. Przed paroma laty przeprowadziłem eksperyment. Pytałem przedstawicieli różnych korporacji o znaczenie najpopularniejszych w korporacji słów “szmolis” i “fiducit”. Ich konkretnego znaczenia nie znał właściwie żaden z moich rozmówców. O przedstawieniu ich genezy i powodów wznoszenia ich w formie okrzyków przez określone osoby w określonym momencie – również nie było mowy.

Konsekwencje agonii mistycznej sfery życia korporacji

Po pierwsze: znaczny spadek atrakcyjności korporacji. Każdy wilder, który chce zgłębić tajniki życia korporacyjnego może uczynić to posługując się internetem. Znajdzie tam zamieszczone przez korporantów zdjęcia z komerszów i fotoreportaże ze sztychowań oraz bardzo szczegółowe w opisie symboliki korporacyjnej “słowniczki”. Zainteresowany wilder uda się na kwaterę korporacji, która coraz częściej jest otwarta dla każdego, np. z okazji tzw. “otwartych dni” i tam wysłucha szczegółowych informacji udzielonych mu przez korporanta, który ujawniwszy kilka pikantnych sekretów będzie szczęśliwy, że mógł zaimponować koledze.

Po drugie: upadek więzi wzajemnej korporantów. Niemało jest korporantów, którzy zachowują się jak członkowie zwyczajnego stowarzyszenia, a nie jak przystało na prawdziwych braci. Są jak uczestnicy grupy rekonstrukcji historycznej, gdzie każdy szczyci się efektownym regulaminowym mundurem czy bronią, ale pojęcia esprit de corps nigdy nie doświadczył i nie pojął. Wielu marzy o prawdziwym braterstwie, ale ono wymaga wzajemnej lojalności i zaufania budujących poczucie bezpieczeństwa. Zaufanie wynika m.in. z przekonania o dyskrecji współbraci oraz nienaruszalności tzw. tajemnicy korporacyjnej. Wszystko, co tradycyjne comment zalicza do kategorii tajemnicy korporacyjnej musi być objęte absolutną dyskrecją. Chodzi tu przede wszystkim o takie kwestie, jak wyrok sądu honorowego (nieważne, czy sprzed roku czy 105 lat), motywy podjęcia uchwały przez konwent czy koło (tajemnica koła), uzasadnienie wyroku wydziału sądowego. Człowiek, który nie potrafił poskromić swojej ciekawości, czy plotkarz, nie miał czego szukać w gronie dżentelmenów, a więc również w gronie korporantów. Nieprzypadkowo korporantów chętnie witano w konspiracji. Nikt nie wątpił w ich daleko wykształconą zdolność do zachowania tajemnicy, a cena jej zachowania bywała często najwyższa. Brak zaufania do przełożonego czy towarzysza broni uniemożliwiał skuteczne przeprowadzenie akcji, groził poważnym niebezpieczeństwem, a przede wszystkim zabijał morale wojska. Umiejętność zachowania tajemnicy oraz dyskrecję wykształciła w wielu żołnierzach AK właśnie korporacja.

Tajemnica i dyskrecja wiąże się także z życiem codziennym i towarzyskim. Przed wojną, damy czuły się w towarzystwie barwiarza bezpiecznie wiedząc, że mogą liczyć na jego takt i dyskrecję. Kwatera była zawsze miejscem, gdzie sędziwy filister mógł, bawiąc się ze studentami, przez wzgląd na szaloną młodość, radośnie “zmęczyć się” w towarzystwie fuksów wiedząc, że nikt “z zewnątrz” się o tym nie dowie. Dekiel gwarantował nie tylko dobre wychowanie, inteligencję i poczucie honoru. Był także dowodem umiejętności zachowania przez korporanta dyskrecji i dochowania tajemnicy. Nie ma co liczyć na wytworzenie się prawdziwych więzi przyjaźni, dzięki szczerym rozmowom w gronie fuksów czy barwiarzy, również na tematy rodzinne i ściśle osobiste, skoro każdy słusznie będzie obawiał się ujawnienia, czy obśmiania jego najskrytszych sekretów.

Pamiętam opowieść studenta z Niemiec, członka starej, niemieckiej korporacji, który opisywał kilka sposobów zapewnienia wzajemnej więzi, lojalności i braterstwa w szeregach jego bractwa. Byłem tego ciekawy pozostając pod wrażeniem karności niemieckich korporantów. Nie wchodząc w szczegóły, wówczas jego opowieść wywołała we mnie spory szok, ale także zadowolenie, że polskie korporacje “takich” metod nie stosują. Trudno jednak odmówić Niemcom skuteczności, a także nie uznać, że różne inne, nie szokujące, ale wciąż dla części osób kontrowersyjne środki, jak chociażby menzura – spełniają nadal swoją rolę. Przyznaję więc, że obok sporego, niemiłego zaskoczenia i dezaprobaty czułem też trochę zazdrości.

Silne więzi łączące pomimo wojen i prześladowań naszych filistrów-seniorów dowodzą, że polskim korporacjom udało się wypracować środki równie skuteczne, co niemieckie, przy tym nie odwołujące się do elementarnych instynktów, przymusu czy wręcz strachu. Czy jednak dalej spełniają one swoją rolę, a przede wszystkim: czy są zachowywane? Z rozrzewnieniem słuchałem opowieści naszych filistrów-seniorów tłumaczących, dlaczego wśród członków jednej korporacji nie witano się niegdyś prawie nigdy przez uścisk dłoni, ale na ogół po staropolsku, po bratersku – pocałunkiem w oba policzki. Tak witają się bracia, przyjaciele od serca. Czy tak jeszcze witają się dzisiejsi korporanci? A więc czy są naprawdę braćmi?

Po trzecie – Poszukiwanie alternatywnych form rytualnych w poczuciu braku elementów mistycznych. Są korporacje, które błędnie pojmując swoją “areligijność” prą w kierunku kompletnej bezideowości i desakralizacji. Inne, by uniknąć podobnego losu – wypełniają pustkę powstałą po wyrugowanych rytuałach korporacyjnych – obrzędowością stricte religijną, stając się organizacjami katolickimi, luźno nawiązującymi do idei korporacji, na ogół poprzez rekwizyty. A przecież tradycyjna “areligijność”, czy raczej “multireligijność” korporacji akademickich nie oznacza, że korporacja ma zabraniać swoim członkom wyznawania religii, czy z tą religią walczyć, np. proponując alternatywne formy kultu. Powszechna potrzeba mistycyzmu w dzisiejszych, zeświecczonych czasach jest faktem. Świadczy o niej ogromna popularność wróżb, horoskopów, sekt, twórczości poświęconej tzw. czarnej magii (filmów, książek) oraz innych alternatywnych form zaspokajania potrzeb transcendentalnych. O niebezpieczeństwach płynących dla ludzkiej psychiki i duszy z podobnych ruchów i zjawisk napisano wiele. Rytuały korporacyjne są tymczasem sprawdzoną i bezpieczną formą kontaktu ze sferą mistyczną, możliwą do pogodzenia z przekonaniami wyznawcy każdej z tradycyjnych religii. Wprowadzenie religii do świata rytuałów korporacyjnych musi oznaczać ich wyrugowanie, bowiem śladowy mistycyzm korporacji nie wytrzyma starcia z bogatszym i głębszym światem religii. Mogą one jednak istnieć obok siebie, dając niewierzącym okazję do ograniczonego kontaktu ze sferą mistyczną, bezpieczną dzięki swojemu niesakralnemu charakterowi również dla wierzących.

Po czwarte: Nieskuteczność wychowawcza korporacji. Nurt mistyczny w korporacjach zawsze padał na podatny grunt młodych męskich umysłów unoszących się w sferze ideałów, niesamowitości i tajemnic. O ile niegdyś korporanci zasilali szeregi idealistów, gardząc materialistami, dzisiaj często korporacja nie przeciwstawia się stawaniu się przez nich, już w młodości, tymi drugimi. Korporacje wyzbyte głębi swojej istoty i roli wychowawczej, przybierają formę typowych organizacji samopomocowych, vulgo: skrzyżowania biura karier i biura matrymonialnego dla komilitonów wspieranych przez filistrów. Oczywiście pamiętam, że korporacja to organizacja wychowawcza. Nie życzę żadnej z nich, ani tym bardziej Polsce nadprodukcji “niebieskich ptaków”. Rzecz w tym, że wiek młodzieńczy ma być chmurny, a nawet durny. Dorosłe życie szybko skoryguje wiele młodzieńczych idei. Rzecz w tym, aby najważniejsze z nich pozostały w sercach i umysłach dorosłych. Najpierw jednak owe ideały muszą się tam wytworzyć. Nieprzypadkowo romantycy określali złośliwie filistrem osobnika przyziemnego, zachowawczego i bez większego polotu. Oczywiście to celowe przejaskrawienie i niesprawiedliwość, ale jeśli odrzucić złośliwości i wyolbrzymienia, odwieczny podział w korporacji przebiega między radosną młodością studentów, a odpowiedzialną dojrzałością filistrów. Trudno jest zaszczepić szacunek dla rytuałów młodym osobom silnie stąpającym po ziemi, zimnym racjonalistom, wierzącym tylko “szkiełku i oku”. Dystans zachowywany wobec elementów mistycznych przejdzie u takich osób na całą korporację i jej członków. Taka luźna więź z korporacją łatwo się zerwie.

Niestety widać to jak na dłoni. Odwołanie się przez dzisiejsze korporacje do elementów ceremonialnych świadczy głównie o silnych elementach snobistycznych. Kolorowe czapeczki głównie od święta, szpalery na ślubach i kondukty na pogrzebach żywo przypominają XVIII-wieczną husarię – formację, która dotarła na szczyty wizualnej atrakcyjności, osiągając jednocześnie dno wartości militarnej.

Jakie są powody opisanego zjawiska upadku rytualizacji życia korporacyjnego?

Dużą winę ponosi przemożna chęć popularyzacji korporacji po 50 latach nieobecności w powszechnej świadomości. Dotkliwie odczuwamy zupełny brak wiedzy o korporacjach wśród Polaków. Każdy z nas doświadczył pytań o “śmieszne czapeczki” i słyszał najróżniejsze porównania i skojarzenia – rzadko trafne. Popularyzacja jest nam potrzebna. Nie ma w niej nic złego, dopóki nie przekracza dopuszczalnych granic wynikających ze specyfiki korporacji, jako organizacji, dla której nimb tajemniczości jest cechą istotną. Niestety bardzo często korporacje chcą uatrakcyjnić swoją działalność poprzez ujawnienie części tajemnic. Tak zwany “dobry Pi-aR” staje się motorem najbardziej szkodliwych działań. Szczytowym osiągnięciem tego swoistego ekshibicjonizmu jest wykonywanie i publikacja zdjęć ze sztychowań. Nie mogę zrozumieć, jak można w ogóle dokumentować jeden z najtajniejszych rytuałów korporacyjnych?! Domyślam się, że powodem jest smutna prawda, iż fotograf-dokumentalista nie ma świadomości wagi tego rytuału i jest on dla niego najwyżej barwnym ceremoniałem, bez głębszej treści. A przecież każdy, najdrobniejszy element sztychowania ma swój głęboki sens. Jeśli nie powstrzymamy tej tendencji wkrótce na internecie pojawi się fotoreportaż z obrzędu nadania barw ze szczegółowym objaśnieniem lub zapis audio z posiedzenia koła!

Ogromne znaczenie ma powszechna nieznajomość znaczenia rytuałów, a więc brak świadomości sensu tkwiącego w ich treści. Wiele czynności wykonujemy bez przekonania, tylko dlatego, że “zostaliśmy tak wychowani”, ale zapomniano objaśnić nam jaka i jak wiele treści kryje się w codziennych i odświętnych obyczajach. Szybko pojawiają się wątpliwości i pytania o cel i sens kontynuowania zupełnie niezrozumiałych obrzędów. Niewiedza często kryje się za maską ironii. To co niezrozumiałe wyśmiewa się, określa jako niepotrzebne, czy nie przynoszące korzyści (kolejny znak naszych czasów). Coraz częściej słyszymy argument dotyczący rzekomego anachronizmu rytuałów i ich nieprzystawania do współczesnego świata. Stąd już krok do zatracenia istoty korporacji, ale również do momentu, kiedy powinno się zadać podstawowe pytanie o sens istnienia w dzisiejszych nowoczesnych, a nawet “ponowoczesnych” czasach tak, rzekomo, anachronicznych stowarzyszeń. Pomimo kuszących podszeptów rozumu, aby stworzyć organizację “na miarę XXI wieku” musimy pamiętać, że nie ma korporacji bez jej sfery tajemniczości i rytuałów. Twór unowocześniony, ledwie przypominający korporację już nią nie jest, tak jak wydmuszka nie jest jajkiem. Jeśli faktycznie uznamy, że korporacja z jej bagażem XIX-wiecznej obyczajowości nie przystaje do naszych czasów, należy zwyczajnie zakończyć jej działalność i pozwolić, aby odeszła do przeszłości w formie pełnej, a nie szczątkowej i okaleczonej. Czyż sprzeciw wielu filistrów-seniorów wobec prób reaktywacji korporacji na początku lat 90. XX wieku nie wynikał właśnie z wątpliwości, czy dzisiejsza młodzież zapewni korporacji pełny rozwój, z zachowaniem wszystkich niuansów, oraz obaw, że rozpocznie od “unowocześniania” i redukowania, niszcząc unikalną tożsamość korporacyjną? Czy aby za tym “unowocześnianiem”, ale i częściowo za “popularyzacją” nie kryje się często chęć zmniejszenia ciężaru, jakim jest dla chłopaka noszenie kolorowej czapeczki i nakaz elementarnej elegancji? Stąd być może bierze się szkodliwe “gadulstwo” na tematy w korporacji zastrzeżone, aby oswoić niezrozumiałe dla otoczenia, więc na ogół przyjmowane z ironicznym uśmieszkiem rekwizyty. Jeśli tak jest w istocie – smutna to wizja, bowiem oznaczałaby, że miejsce dawnych korporantów z dumą noszących swoje dekle oraz bandy i gotowych bronić ich czci z bronią w ręku, zajmują powoli strachliwi, zagubieni, łaknący akceptacji otoczenia i poklasku chłopcy, którzy od biedy włożą tę śmieszną czapeczkę, ale w razie potrzeby obśmieją ją szczerze pokazując znajomym wilderom, że z nich “równe chłopaki” i że to tylko taka zabawa. Nic poważnego – broń Boże (“bo co sobie o mnie ludzie pomyślą”).

Szczęśliwi ci, którym dane było poznać tych filistrów-seniorów, którzy pełnili funkcje oldermanów lub przeszli dobre, przedwojenne wychowanie korporacyjne. Ale przecież wielu filistrów-seniorów wielu reaktywowanych korporacji to ledwie przedwojenni fuksi. Przekazali całą posiadaną wiedzę, a nie jest ich winą, że była ona niewielka. Kiedy odchodzą, a nie pozostały po nich szczegółowe wywiady i nagrania – zabierają ze sobą wiele bezcennych informacji, praktycznie nie od odzyskania, bowiem literatura korporacyjna w Polsce jest znikoma. Wiele zależy od współczesnych oldermanów i ich zaangażowania we wprowadzaniu młodych fuksików w tajemny świat symboli i rytuałów, pod warunkiem, że sami tę wiedzę posiadają.

Nie bez znaczenia jest upadek szacunku dla rytuałów i symboli. Fuks nie może dotykać barw i ponosi karę za wszelkie występki przeciwko tej zasadzie. Ale barwy wymagają szacunku również od barwiarzy i filistrów, o czym zdają się oni zapominać. Po szkole, jaką dostałem od filistra seniora do dzisiaj pilnuję, aby powierzony mi dekiel członka niekartelowej korporacji trzymać za daszek. Prawo wymiany barw jest bowiem najwyższym zaszczytem obejmującym kartelowych braci. Ciekaw jestem jak korporanci-kolekcjonerzy radzą sobie z tą delikatną kwestią i niestety domyślam się, że w ogóle o tym nie myślą. Upadek szacunku dla symboli widzimy w tak prozaicznej sferze jak korporancka moda. Coraz częściej dociera do nas, na wzór części korporacji niemieckich, moda na noszenie bandy do ?czegokolwiek?. Rzekomo można już nosić dekiel i bandę do podkoszulka, a w poczcie sztandarowym nawet garnitur (nie mówiąc o właściwym fraku) został wyparty przez? dżinsy i obuwie sportowe. Najpierw nie chce nam się włożyć garnituru, zawiązać krawata, potem nie będzie się chciało spełniać kolejnych, “uciążliwych” obowiązków. Dewiza “nie chce mi się” zniszczyła już kilka cywilizacji i kultur. Z naszym korporanckim światkiem rozprawi się błyskawicznie.

Współczesny fuks, tak jak jego pra-poprzednik powinien marzyć o otrzymaniu barw, aby otrzymać dostęp do tajemnicy koła, aby wziąć udział w wymarzonym posiedzeniu konwentu i poznać tematy na nim poruszane, aby dowiedzieć się wreszcie o tym wszystkim, co olderman obiecał ujawnić po otrzymaniu przez fuksa barw. Fuks powinien też marzyć, aby honor noszenia barw – czytelnego symbolu i dumy korporacji – stał się jego udziałem. Z przeprowadzonych przeze mnie rozmów wynika, że wielu fuksów traktuje otrzymanie barw jako sposób uwolnienia się od uciążliwego rygoru oraz obowiązków służącego, a także roli ofiary różnych wymyślnych kar i prób. Tematyka koła czy tajne elementy comment nie są dla fuksa atrakcyjne albo z niewiedzy, że są takie obszary działalności korporacji, albo dlatego, że usłużni barwiarze nie stronią od gadulstwa i bez oporów poruszają tematy tajne w towarzystwie fuksów (sic!).

Innym problemem dotykającym kwestii tajemnic w życiu korporacji jest postępujący upadek obyczajów i zachowań męskich. O tym, że danego słowa należy dotrzymywać, a powierzoną tajemnicę strzec – młode pokolenie mężczyzn coraz częściej zdaje się zapominać. Powszechna za sprawą popularnych mediów ciekawość pikantnych szczegółów z życia tego i owego przenosi się na teren korporacji i sprzyja niedyskrecji i nieszczerości, które niszczą poczucie lojalności i przyjaźni. Wielka tu rola sądów honorowych i korporacyjnych piętnujących zachowania niegodne i działania nierzetelne. Niestety, na naszych oczach dokonuje się erozja tych fundamentalnych zasad. Jej jaskrawym symbolem jest “papierowy honor”, którego posiadacz stroni od postępowań honorowych i sądów honorowych, bowiem nie są mu one niezbędnie potrzebne. Powstaje więc pytanie: co jest gwarancją owego honoru? Takiej gwarancji po prostu nie ma. I kolejne przypomnienie -naszych wielkich?. Nie zapomnę nigdy wyrazu twarzy filistra seniora, który dowiedział się o wyjątkowo wymyślnym narzędziu internetowym, które kilkakrotnie przypomina fuksom i barwiarzom o ich obowiązkach, czy spełnieniu zobowiązań. Filister uciął dalszą rozmowę na ten temat krótkim: “kiedyś przyzwoity człowiek sam pamiętał o swoich zobowiązaniach”.

Chyba nigdy korporacje nie miały do spełnienia tak ważnej roli wychowawczej jak obecnie. Nie chodzi tu jednak o kursy historii, literatury czy nawet patriotyzmu. Dzisiejsi oldermani muszą uczyć swoich fuksów tego, co ich przedwojenni poprzednicy wynosili z domu.

Co należy zrobić, aby ocalić tytułowy zmurszały filar środowiska korporacyjnego? Uważam, że działanie w pojedynkę jest skazane na fiasko. Potrzeba ogólnokorporacyjnej akcji poprzedzonej poważną debatą i rachunkiem sumienia. Na początek stawiam postulat podjęcia decyzji, w skali całego ruchu korporacyjnego, mocą uchwał poszczególnych kół i konwentów ? o pełnym i bezwzględnym, zewnętrznym utajnieniu określonych rytuałów i symboli korporacyjnych oraz jednoczesnym, wewnątrzkorporacyjnym objaśnieniu ich treści, istoty i znaczenia na potrzeby wychowania młodego pokolenia korporantów oraz uzupełnienia pokutujących braków wśród pokoleń obecnych. Bez podjęcia tych kroków czeka nas smutny los grabarzy korporacyjnego świata.

Tekst opublikowano w “KORPORANCIE POLSKIM, 2009, nr 6.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

SZTUKA HERALDYKA MONARCHIA ETYKIETA SZLACHTA CEREMONIAŁ (con. MMXVIII)