KORPORACJE A SPOŁECZEŃSTWO

Tadeusz Rapacki (1863-1933)
filister K!Arkonia

 

 

 

W poszukiwaniu niepodlegającego wątpliwościom źródła dla otrzymania pewnych informacji ze Szwajcarii, zwróciłem się do pewnego znajomego, który świeżo stamtąd wrócił po kilkuletnim pobycie, aby mi wskazał do kogo się mam udać w tym celu. Wymienił mi nazwisko znanego mu docenta Uniwersytetu “Czy można na nim zupełnie polegać?” – zapytałem – “Pan zna Szwajcarię i Szwajcarów, więc wystarczy pewno gdy powiem, że ów pan X jest prawdziwym Szwajcarem”.
To mi wystarczyło.Wpływy przed i porozbiorowe różnych nieproszonych, a niestety i proszonych opiekunów – późniejszych zaborców – miały bardzo niepomyślne następstwa dla charakteru Polaków na wszystkich szczeblach społecznych. Trzeba prawdzie zajrzeć w oczy i skonstatować, że gdyby ktoś, zapytujący o pana X usłyszał określenie, że to “prawdziwy Polak”, to by w nim tak zupełnie głębokiego zaufania do p. X nie wzbudziło.
O tak przemożnym wpływie jednostki lub grupy apostołów, aby pod ich przewodnictwem cały naród wyzbył się swych wad, a nabrał cnót obywatelskich, marzyć nie można. Należy więc pracować nad tworzeniem pewnych ugrupowań, których członkowie zasługiwaliby na pełne zaufanie.  Takie uczelnie cnót obywatelskich mamy w korporacjach. By kultywowanie tych cnót przez całe życie wśród korporantów trwało nieprzerwanie, jest zadaniem filisteriatów.
Chcąc możliwie dobrze zbadać co należy zalecić korporacjom i filisteriatom, aby ich praca była owocna w pożądanym kierunku, trzeba przede wszystkim postawić diagnozę dotychczasowego działania dawniejszych korporacji i filisteriatów i wyników tego działania.
Zacząć trzeba od narodzin polskiego życia korporacyjnego, podnosząc dobre, a nie ukrywając złych skutków poczynań założycieli i ich następców w najstarszych korporacjach.
Korporacje polskie powstały, ponieważ duża ilość młodzieży polskiej, studiująca w wyższych uczelniach prowincji nadbałtyckich, poczuła niezbędną naturalną potrzebę stworzenia jawnych  stowarzyszeń polskich. Gdy tam jedyną formą mogącą otrzymać aprobatę władz ówczesnych były korporacje na wzór niemiecki, założyciele najstarszych stowarzyszeń polskich postanowili obrać dla nich tę formę. Wywołało to swego czasu krytyki  w społeczeństwie polskim, przejętym odrazą do niemieckości oznak zewnętrznych i dużo pracy musieli włożyć założyciele, aby społeczeństwo przekonać, że forma ta jest niezbędna dla egzystencji stowarzyszeń polskich, a bynajmniej nie znaczy to, aby treść miała być również żywcem wzięta od Niemców.
Chcąc dogodzić idei odniemczenia ustroju korporacyjnego, założyciele popełnili pewne błędy, których następstwa niekorzystnie wpłynęły na ukształtowanie się stosunków w korporacjach, a głównie w filisteriacie. Kardynalnym błędem było przyjęcie formy corporatio, a nie fraternitas. “Fraternitas” – bractwo z samej natury założenia czyni swych członków nie tylko na czas studiów, ale na całe życie przejętych wzajemnymi uczuciami braterstwa i przyjaźni, a także wzajemnego wpływania na siebie i kontroli.
Że więzy wśród filistrów są słabe, przyczynili się do tego założyciele, którzy będąc sami studentami  za mało zwrócili uwagi na przyszłe ukształtowanie się stosunków między kolegami i względem stowarzyszenia po opuszczeniu uczelni.
Duża liczba filistrów jest tego przekonania, że ich czynną służbą było należenie do korporacji podczas studiów, z ukończeniem których przejście w stan filisterski robi z nich weteranów, prawie inwalidów. Uważają, że od nich już niczego żądać się nie ma prawa, a przeciwnie – tylko ich wielce  honorować należy za to, że swego czasu byli czynnymi członkami korporacji.
Ten błąd założycieli w późniejszych czasach naprawiła część bardziej myślących filistrów, tworząc czynne związki filisterskie, całego jednak ogółu, nieprzygotowanego do tego duchowo podczas należenia do korporacji, pociągnąć się nie udało.
Obecnie pracują usilnie i muszą pracować korporacje nad tworzeniem innego rodzaju filistrów, ludzi czujących się czynnymi przez całe życie, a nie biernymi i weteranami. A tylko korporacje mogą urabiać charaktery przyszłych filistrów. Gdy losy życiowe po wyjściu z uczelni rozproszą ich po całym kraju, nawet poza krajem nie widzę sposobu i możności aby wówczas dopiero związki filisterskie mogłyby zajmować się wpajaniem w nich zasady obowiązków, mogą tylko im to ułatwiać i kontrolować ich wypełnianie. Ważnym środkiem dla upamiętnienia im ich obowiązków byłoby, aby wstępujący w stan filisterski powtórzyli oficjalnie i uroczyście ślubowania, tak jak to czynili wstępując do korporacji i zostając zaliczonymi do Koła.
Założyciele położyli wielką zasługę dla korporacji wprowadzając uroczystość pieśni pobratymczej. Potrafili wytłumaczyć swoim współczesnym całą głębokość i podniosłość ślubowań w niej zawartych.
Pieśni pobratymczej przywrócić należy cały dawniejszy jej splendor i znaczenie. Przecież tam jest między innymi w słowach “Być do zgonu dzielnym mężem na ma poprzysięgam cześć” , tak głębokie, ważne i dla kraju potrzebne, wprost niezbędne do wykonania zobowiązanie dzielności.
Nie będę poruszał dzielności bojowej, lecz co do dzielności cywilnej, obywatelskiej, nie wykluczając i służby wojskowej, zasadniczą jej podstawą jest wspomniana już obowiązkowość. Lecz nie ta elastyczna, stopniowana z “faktycznością” i “moralnością”, a z tego powodu w gruncie rzeczy demoralizująca, tylko krótko i węzłowato- obowiązkowość i jej samopoczucie.
Jak ugruntowanie obowiązkowości działa, mamy dowody choćby w wewnętrznych stosunkach filisterskich. Zaniedbywanie, względnie nie tak częstych, zebrań filisterskich, lekceważenie terminów i wpłacania składek w ogóle, nieodpowiadanie na listy, jest stanem naturalnym pewnej liczby filistrów.
Ci sami jednak bywają regularnie na swych różnych zebraniach zawodowych i klubowych, płacą w terminie swoje należności podlegające rygorom prawnym, odpowiadają na listy gdy tego wymaga interes lub przyzwoitość towarzyska. Bo to jest dla nich obowiązek “faktyczny”, gdy względem Stowarzyszenia ciąży tylko obowiązek “moralny”. Jaskrawym objawem spaczenia obowiązkowości “moralnej” jest fakt, że wielki procent byłych stypendystów nie tylko, że pomija milczeniem wezwania do zameldowania się, lecz ani myślało, ani myśli, pomimo pomyślnego stanu finansów, dokonać zwrotów pobranych stypendiów. Bo stypendia były udzielane jako pożyczka bezterminowa i bezprocentowa z “moralnym” obowiązkiem zwrotu w miarę możności. Udzielane różnym filistrom pożyczki na tych samych warunkach, uległy temu samemu losowi. A przecież takie postępowanie jest wprost złamaniem przysięgi danej na dzielność. Dotychczasowemu filisteriatowi jeszcze bardzo daleko do tego, aby orzeczenie “filister” odpowiadało przytoczonemu na początku “prawdziwy Szwajcar”.
Jeszcze raz powtarzam: tworzyć materiał na filistrów bez skazy muszą i mogą tylko korporacje ze swych członków. Zadaniem filisteriatu jest podtrzymywać i kontrolować w swych członkach ducha dzielności i nieodłącznej z nią obowiązkowości.
Tak jak Kościół Katolicki zaleca i żąda dla podtrzymania moralności swych owieczek odbycia choć raz w roku rekolekcji, spowiedzi z rachunkiem sumienia, żalem za grzechy i przyrzeczeniem poprawy, tak związki filistrów powinny też choć raz do roku ściągać swych członków na uroczystości ślubowań przez odśpiewanie pieśni pobratymczej, każdorazowo z przypomnieniem i wyjaśnieniem skutecznym jej treści w odpowiednich przemówieniach.
Związki filisterskie mają swoje statuty, aż nadto obfitujące w różne paragrafy. Na tych związkach mogą się wzorować i nowo powstające związki filisterskie przy młodszych korporacjach. Lecz zadaniem wszystkich filisteriatów jest organizacja przypominania swoim członkom zaprzysiężonych zobowiązań, kontrolowania czy je spełniają i ponawiania ślubowań. Ten sposób widzę jako jedynie skuteczny w rozwijaniu, a głównie w utrwalaniu w swych członkach zasad dzielności i obowiązkowości bezwzględnej, które muszą być wpojone w nich podczas przebywania w korporacji.
Choć treść pieśni pobratymczej jest i powinna być doskonale znaną wszystkim korporantom i filistrom, zwracam uwagę na najważniejsze jej ustępu:
“… bo w tej chwili uroczystej pieśń przyjaźni wiekuistej…
… Kto nie skłania do słuchania woli serca myśli swej, niechaj związku nie bezcześci – do oręża rękojeści dłoni nie przykłada swej …
… być do zgonu dzielnym mężem na mą poprzysięgam cześć …
… bez skazy była i nadal jak bez skazy nasze czyny …
… aby serca jak ta broń również nadal czyste były …
… niech żyje ten nasz drogi brat, kto mu nie sprzyja diabła wart …
… będziemy go kochali …”

Święcie wierzę, że gdy i czynni korporanci i filistrzy zrozumieją powagę swych ślubowań, zawartych w pieśni pobratymczej, niedługim będzie czas, gdy tytuł filistra będzie w naszym społeczeństwie uważany jako synonim człowieka bez zmazy, na którego dzielności i obowiązkowości można z pełnym spokojem polegać.

Opublikowano w:
– “Rocznik Korporacyjny 1828-1928”, Warszawa 1928 (wyd. I),

– “Rocznik Korporacyjny 1828-1928” (wyd. II, skrócone i poprawione), red. L. Ter-Oganjan, Stowarzyszenie Filistrów Polskich Korporacji Akademickich w Warszawie, Warszawa 1995
digitalizacja: fuks Valerij (K!Lauda), com. Piotr  (K!Polonia), XII-2012.
Tadeusz Rapacki (1863-1933), uczeń Szkoły Realnej w Warszawie, uczeń Szkoły Przędzalnianej i Tkackiej w Mülhausen, student i absolwent Wydziału Mechanicznego Politechniki Ryskiej (1880-85). Przyjęty do Arkonii w 1880. Dyrektor przędzalni w Roubaix, od 1898 współwłaściciel i dyrektor przędzalni bawełny w Warszawie, współzałożyciel (1905) i współwłaściciel fabryki blachy cynkowej “Cynkownia Warszawska”. W okresie międzywojennym współwłaściciel i dyrektor “Warszawskiej Cukrowni”.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

SZTUKA HERALDYKA MONARCHIA ETYKIETA SZLACHTA CEREMONIAŁ (con. MMXVIII)