Stanisław
Cat-Mackiewicz (1896-1966)
W jakiś czas po wojnie odbywa się w Londynie uroczysta akademia polityczna. Jeden z prelegentw odczytał mowę Becka z 5 maja 1939 roku, która była odprawą daną Hitlerowi i która przesądziła ostatecznie o tym, iż Hitler napadł na Polskę. Mowa ta kończyła się wyrazem honor.
I oto cała sala tego tłumu Polaków w Londynie, tłumu byłych oficerów, urzędników generałów i ministrów, tłumu który dziś myje talerze u Lyonsa albo pełni funkcje czyichś lokajów prywatnych, albo zarobkuje jeszcze bardziej ciężko i upokarzająco, cała sala jak jeden mąż powitała ten wyraz długimi, frenetycznymi, entuzjastycznymi oklaskami.
Naród polski kocha honor, a ja, piszący te słowa, pochodzę właśnie z takiego środowiska polskiego, które bardziej niż jakiekolwiek inne było czułe na dźwięk tego wyrazu. Polacy na Litwie, jak wiadomo, byli szczególnie dumni, honorowi i biedni.
Każde dziecko wiedziało, co to jest honor, była to rzecz, której znaczenia nie trzeba było u nas tłumaczyć, była to rzecz, której samo tłumaczenie mogło być, przy pewnej drażliwości, uważane za niehonorowe.
Pamiętam jednak, jak w Wilnie starszy o kilka lat ode mnie mój przyjaciel, były kolega-ułan, wachmistrz 13 pułku ułanów wileńskich, potem nad wyraz popularny i kochany w Wilnie ksiądz, miał przez radio pogadankę na temat, co to jest honor katolika. Wynikało z tego, że honor katolika polega na unikaniu grzechów. Nie było to zbyt trafne i dowodziło, że stosować zasady honoru w życiu jest czasem łatwiej niż je definiować przez radio.
Ale daleko większy spotkał nas wszystkich kłopot, kiedyśmy, przyjechawszy do Wielkiej Brytanii, zaczęli z Anglikami mówić o honorze. U nas przecież w kodeksie honorowym pana Boziewicza, z którego się powszechnie śmiano, ale którego ciągle używano przy zatargach honorowych, określenie “człowiek przestrzegający zasad honoru” zastąpiono w skrócie wyrazem angielskim “dżentelmen”. Nie mówiło się w tym kodeksie: “dwóch ludzi ceniących sobie honor więcej niż życie”, lecz mówiło się: “dwóch dżentelmenów”.
Wychodziło to z zasady, że honor jest to rzecz specjalnie obserwowana w Anglii.
Wiedziano co prawda u nas, że instytucja pojedynków, znana w Polsce, Francji, Włoszech, Niemczech, wygasła w Anglii w połowie ubiegłego wieku, ale tłumaczono to sobie powszechnie wysokim poczuciem honoru. Rozumowano, że dżentelmeneria tak wrosła w krew i nerwy tego narodu , iż najprostszy Anglik wolał nie tylko sam umrzeć , lecz na powolną śmierć głodową skazać całą swoją familię, w tej liczbie nieletnie dzieci, niż na przykład nie dotrzymać danego słowa. “Układ z Anglikiem święta rzecz, mój panie.”
W takich warunkach – rozumowano – po cóż komu potrzebne są pojedynki? Tam wszystko jest dżentelmeńskie samo przez się.
W rzeczywistości… wygląda to trochę inaczej. Wyraz “dżentelmen”, zwłaszcza używany w liczbie mnogiej, stanowi istotnie w Anglii wyraz pierwszej potrzeby, ale nie dlatego by nim uduchawiać stronice kodeksu honorowego jakiegoś angielskiego Boziewicza.
Wobec tego po kilkunastu latach, które mnie dzielą od życie w Polsce, pozwalam sobie zastanowić się nad istotną definicją pojęcia honoru.
Czy to jest pojęcie prawne, moralne, gospodarcze…?
O, gospodarcze na pewno nie! Ktoś, kto w sprawie honorowej miałby być usatysfakcjonowany pieniężnie, jak ci panowie, którzy biorą odszkodowania pieniężne za uwiedzenie żony, w naszych wileńsko – polskich pojęciach honoru byłby od razu z gruntu niehonorowym.
A więc w naszych definicjach honoru mamy już pierwszą cegiełkę: honor jest to pojęcie agospodarcze, nic z materializmem dziejowym czy jakimś innym materializmem wspólnego mieć nie mogące. Tak, tak!
Zastanawiając się nadal nad pojęciem honoru stwierdzam, że po rosyjsku to, co wyrażamy wyrazem “honor” nazywa się “czest”, “czest` mundira”, “czest` Polaka”, “czest` naroda”, a teraz mówią nawet “czest` rewolucjonera” i “czest` rewolucji”.
My mamy wyraz “cześć” i właściwie jest to wyraz jednoznaczny z wyrazem “honor” ; mówi się “honor kobiety” i “cześć kobiety”, i znaczy to absolutnie to samo. Pojęcia czci używa się jednak u nas , gdy chodzi o działanie : czcimy naród, czcimy wielkich poetów.
Ale “cześć” związana jest znowuż z pojęciem szacunku, z pojęciem “szanujmy”, “uszanujmy”.
W Anglii mwi się: “lista honorów” na listę orderów i tytułów szlacheckich nadawanych przez monarchę.
Mówimy “czcijmy kogoś”, “uszanujmy kogoś” i mówi się “uhonorujmy kogoś”.
Z tego zestawienia widzimy, że honor właściwie oznacza “wyróżnienie”, że honor to coś, co mnie wywyższa, a jeśli nie wywyższa, to wyróżnia od innych.
Istnieje przepiękna anegdota o księdzu Baudouinie, który zbierał na dzieci ociemniałe. Zbliżył się do karcianego stolika, brzęcząc skarbonką. Zgrywajacy się szlachcic dał mu w twarz. Wtedy Baudouin powiedział: “To dla mnie, a co dla moich dziatek?”
Ks. Baudouin na pewno nie zbierał pieniędzy dla siebie. Jego gest, w którym wyróżnił się bohaterstwem cywilnym, honorował go jako księdza, chrześcijanina, człowieka wielkiego serca.
A więc honor jest zawsze wyróżnieniem – i wtedy gdy się wyraża w przypięciu na piersiach orderu, i wtedy gdy się otrzymuje upokorzenie, które się sobie poczytuje za honor. Książę Sanguszko, książę Czetwertyński kazali sobie do trumny włożyć kajdany, które nosili w więzieniu za udział w powstaniu. Te kajdany były dla nich “honorem”.
Zawsze więc chodzi o wyróżnienie – w takim czy innym kierunku, byle nie w kierunku gospodarczym. Ktoś kto wygra wielki bilet na loterii, powie może: “spotkało mnie szczęście”, nie powie nigdy: “spotkał mnie honor”.
Wspominano tu kiedyś o napisie “Honor i Ojczyzna” na naszych sztandarach wojskowych. Jest to przekład: “Honeur et Patrie“. Dewiza ta była wielomówna. Oznaczała ona – przez to pierwszeństwo pojęcia “honor” przed pojęciem “ojczyzna” – że nawet dobra własnej ojczyzny nie można wywyższyć ponad zasady honoru.
A znowuż zasadą honoru było przestrzeganie pewnych rzeczy, w których zawodziła inna egzekutywa. “Słowem honoru” człowiek się broni wtedy, gdy nie ma innych dowodów.
A dlaczegóż się mówi: “Każdy człowiek musi mieć swój honor”? Dlaczego się nie odmawia poczucia honoru nikomu, nawet tym, co nie zdobyli przez życie najmniejszego odznaczenia, najmniejszego medalika, nie odnieśli najmniejszego triumfu publicznego. Dlaczego najbardziej szary człowiek ma w naszym przekonaniu swój honor, którego ma obowiązek bronić – w naszym, podkreślam, przekonaniu – za wszystkich sił swoich? I tutaj dochodzimy do sedna rzeczy.
Honor jest istotnie jednoznaczny z pojęciem wyróżnienia.
I honor jest dobrem każdego człowieka.
Bo honor jest pojęciem quasi religijnym. Jest związany z przekonaniem, które ma każdy człowiek naszej kontynentalnej cywilizacji, że jest w nim coś takiego, czego nie ma w innym człowieku. Nie potrzebuje innym zazdrościć, bo ma w sobie coś takiego własnego, świętego, jemu tylko przynależnego, co jest przedmiotem jego czci, czego broni przed zniewagą.
Niewątpliwie pojęcie honoru jest pojęciem egocentrycznym.
Tkwi ono bardzo głęboko w dziejach naszej europejskiej cywilizacji. Pochodzi zapewne od grecko-łacińskich pojęć, że każdemu człowiekowi towarzyszy jakiś geniusz, że każdy człowiek ma swoje osobiste bóstwo.
I stąd przekonanie, że honoru nie można kupić, nie można… sprzedać.
Tekst opublikowany w “Wiadomościach”, Londyn, 4 kwietnia 1954 r.