Kolejny raz dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności wpadła mi w ręce książka niezwykła. Jej fragment, w ramach promocji zbliżającej się premiery – opublikował “The Times”. Po lekturze krótkiej próbki, bez dłuższego namysłu zamówiłem książkę w przedsprzedaży. Kilka dni temu skończyłem lekturę pokaźnego tomu (656 stron).
Każdy miłośnik książek zna to wyjątkowe uczucie pustki, którego doświadcza się po przeczytaniu ostatniej linijki wciągającej lektury. Nie zdarza się to często, bo nieczęsto natrafia się na książkę, która potrafi nas dosłownie wciągnąć w swój świat niemal całkowicie. Takie jest z pewnością dzieło Eleanor Doughty “Heirs & Graces. A History of the Modern British Aristocracy“.

Autorka, młoda brytyjska dziennikarka (ur. 1992 r.), od 2017 roku prowadzi kolumnę „Great Estates” w brytyjskim The Telegraph. Współpracuje także z licznymi redakcjami: Daily Telegraph, Sunday Telegraph, Financial Times, The Spectator, Country Life, The Times, Sunday Times, Tatler, The Field, The Critic, The Week, The Oldie i innymi.
Specjalizuje się w tematyce brytyjskiej arystokracji i ziemiaństwa, gospodarki wiejskiej oraz rezydencji (Stately and Country houses) i ich właścicieli. Jest konsultantką prestiżowego wydawnictwa Debrett’s Peerage.
W tekście dla “Tatler” Doughty wyjaśnia, że temat arystokracji stał się jej specjalnością za sprawą szczęśliwego zbiegu okoliczności. Podczas pierwszego lockdownu Covid-19 czytała literaturę o wiejskich rezydencjach ziemiańskich i uznała, że brakuje nowej książki nie tyle o architekturze czy ekonomii tych posiadłości, ile o ludziach, którzy w nich mieszkają: książętach, księżnych, lordach i damach. Jako swoją inspirację wskazuje dzieło Davida Cannadine’a, The Decline and Fall of the British Aristocracy opublikowane w 1990 r., Jej zdaniem, autor zostawił szeroki obszar do dalszego zbadania. Sam autor tej monumentalnej (814 stron) książki przyznawał, że jest ona bardzo naukowa i przez to trudna w odbiorze dla popularnego czytelnika. Nie zawiera prawie żadnych odwołań do realiów życia opisywanej grupy i ich personalnych doświadczeń.
W ciągu 12 lat Eleanor Doughty odwiedziła ponad 150 szlacheckich rezydencji wiejskich i przeprowadzała rozmowy z ich właścicielami. Napisała setki papierowych listów z prośbą o możliwość wizyty i rozmowy. Odpowiedzi były na ogół pozytywne, większość rozmówców zgodziła się na przywołanie ich wypowiedzi pod prawdziwym nazwiskiem, a wielu zgodziło się na kilka rozmów. W ten sposób powstał bardzo szczegółowy opis unikalnej grupy społecznej, o której istnieniu, a przede wszystkim realnym życiu – wie poza nimi samymi – niewielu, Dzięki ogromnej pracy autorki włożonej w kwerendy prasowe i archiwalne, ale przede wszystkim dzięki spotkaniom z żywymi ludźmi i rozmowom z nimi – często bardzo szczerymi – poznajemy życie codzienne i odświętne brytyjskiej szlachty i arystokracji – ich problemy, wyzwania, bolączki, zalety i wady życia, które prowadzą, zainteresowania, wybory dotyczące wykształcenia, kariery zawodowej, spędzania wolnego czasu, czy wyboru życiowego partnera. To fascynująca podróż, której – dzięki pisarskiemu talentowi autorki – stajemy się częścią i czujemy się często jakbyśmy jej towarzyszyli w podróżach i rozmowach. Jak lapidarnie podsumował wydawca – to książka o arystokracji – „who they are and how they tick”.

Cezurą książki jest początek XX wieku.
Obecnie szacuje się, że rodzima szlachta dziedziczna w Wielkiej Brytanii (to nie to samo, co “szlachta brytyjska”) liczy łącznie 796 rodów, do których należy mniej niż 5000 osób. Statystyka rodów utytułowanych prezentuje się następująco:
– 24 diuków
– 34 markizów,
– 189 earlów,
– 110 wicehrabiów
i 439 baronów.
Książkę podzielono na 13 rozdziałów uporządkowanych w trzech częściach. Miłośnicy brytyjskiej kultury docenią błyskotliwe nawiązania autorki do dzieł literatury, których dokonała w tytułach rozdziałów – przede wszystkim dzieł Evelyn Waugha: A Handful of Dust, Put Out More Flags, Brideshead Revisited, Vile Bodies, A Little Learning, When the Going Was Good, Remote People.
Część pierwsza: Posiadłość dżentelmenów: domy i majątki ziemskie składa się z czterech rozdziałów. W tej części dominuje mroczny opis stopniowego upadku wielkich rezydencji wiejskich spowodowany kolejnymi drakońskimi podatkami od spadków nakładanymi przez rządy lewicowe od XIX w., których wysokość po II wojnie światowej została jeszcze znacznie podniesiona. W połączeniu z dużą śmiertelnością przedstawicieli szlachty brytyjskiej walczących ofiarnie w II wojnie światowej – nałożone podatki oznaczały częściową zagładę świata ziemiańskiego. Nie mogąc nagle wyłożyć milionowych kwot podatku, wyprzedawano rodzinne kolekcje sztuki. meble, ziemię aż po konieczność sprzedaży lub nawet wyburzenia historycznej siedziby znajdującej się w rękach rodu od setek lat. Poznajemy przejmujące historię tych, którzy ponieśli klęskę w tym dziele i żyli do śmierci z poczuciem winy. Poznajemy na szczęście także tych, którym się udało dzięki innowacjom i szczęściu. Po dekadach zniszczeń, zreformowano istniejącą od 1895 r. państwową fundację “The National Trust for Places of Historic Interest or Natural Beauty” (często wzmiankowana jako “The National Trust”), co umożliwiło stopniowe skupowanie najwybitniejszych z ocalałych wiejskich rezydencji od przyciśniętej do ściany arystokracji, aby urządzić tam muzea i w ten sposób po zmarnowanych latach pełnych zniszczeń, uratować bezcenne zabytki. Myśląc o tych zniszczeniach przychodzi na myśl los polskich dworów, pałaców i zamków. Niestety – w okresie komunizmu niszczenie tych rezydencji było planowe i nigdy nie powołano fundacji, która byłaby w stanie choć część z nich uratować. Nieliczne szczęśliwie zyskały dzisiaj status muzeów kultury ziemiańskiej lub szlacheckiej ratując resztki bogatego dziedzictwa.

Lata powojenne były mroczną epoką, kiedy przedstawicieli dawnych rodów, którzy ginęli w obronie kraju, a przez setki lat tworzyli ich kulturę – po obu stronach żelaznej kurtyny uważano za – cytując książkę: „selfish, depraved, dissolute and decadent” – „samolubnych, zdeprawowanych, rozwiązłych i dekadenckich”. O tych czasach opowiada szczegółowo inna książka, którą tutaj recenzowałem i szczerze polecam.
W Wielkiej Brytanii wciąż spora część tych rezydencji znajduje się w prywatnych rękach, o czym w PRL nie można było nawet pomarzyć.
W tej części poznamy także rzadziej opisywane w literaturze dramatyczne wydarzenia związane z odzyskiwaniem niepodległości przez Irlandię w XX w.. Wiele brytyjskich majątków w Irlandii padło wówczas ofiarą zwykłego bandytyzmu – okradano je, niszczono i podpalano, a ich właścicieli napadano, porywano, a nawet zabijano.

Część Druga: “Zmierzch i upadek? Arystokratyczna władza i wpływy” to fascynująca wyprawa w poszukiwaniu realnych wpływów dawnego stanu panującego. Analizujemy ich aktywność w tradycyjnym bastionie arystokracji, jakim była Izba Lordów (do niedawnej, kolejnej “reformy” lewicowej, która w tym roku usunęła większość dziedzicznej szlachty z Izby Lordów – o tym też jest mowa w książce), ale także ogromną i powszechnie mało znaną aktywność lordów w lokalnym społecznościach, gdzie patronują wielu przedsięwzięciom, wspierają finansowo cenne inicjatywy oraz przewodniczą wielu lokalnym gremiom – często od setek lat powiązanym z ich rodziną. Wreszcie – analiza poglądów politycznych współczesnej szlachty XX i XXI wieku. Poza oczywistymi w tej grupie poglądami konserwatywnymi odnajdziemy całą galerię oryginałów – liberałów, socjalistów, a nawet komunistów. Dowiemy się m.in. o tym, że w Izbie Lordów nie urządzano głosowań w czasie ważnych momentów sezonu polowań oraz w czasie głównych wyścigów takich jak Ascot czy Cheltenham. Ciekawe są nawiązania do karier arystokratów w krajach kolonialnych. Wielu z nich ma na koncie cenne inicjatywy społeczne, wspieranie rozwoju lokalnej infrastruktury, czy później – wspieranie rodzimych rządów demokratycznych w niepodległych już krajach.

Część Trzecia: “Oficerowie i dżentelmeni: arystokracja od kołyski po grób” to część najdłuższa, podzielona na 6 rodziałów. Kolejne poruszają tematykę:
– życia uczuciowego, małżeństw, rozwodów i zdrad
– zabiegów związanych z zapewnieniem rodowi ciągłości (“w poszukiwaniu męskiego potomka”)
– wychowania i wyborów dotyczących szkół dla dzieci – z całą towarzyszącą tym zagadnieniu otoczką
– jak arystokraci spędzają czas wolny
– jakie zawody wykonują członkowie rodzin szlacheckich i arystokratycznych – niegdyś i współcześnie
– wreszcie – kończące ten rozdział i całą książkę – ciekawe rozważania o aurze związanej z tytułem – czy wciąż promieniuje na ludzi czy jest już tylko archaizmem. Opowiadają o tym sami utytułowani i okazuje się, że nawet wśród nich temat ten nie jest jednolicie postrzegany. Wielu arystokratów ma ambiwalentny stosunek do swojego statusu rodzinnego i stanowego, wielu go wręcz ukrywa. Są też tacy, którzy są z niego dumni, na różne sposoby.

Oczywiście nie może zabraknąć tego wszystkiego, co kojarzy się z arystokracją również w popularnej opinii publicznej – specyfiki i relacji wzajemnych ze służbą domową, tradycyjnych zawodów i hobby, wspaniałych (pomimo zdziesiątkowania) kolekcji sztuki, pamiątek rodzinnych z ciekawymi historiami. Autorka we wprowadzeniu szczegółowo, ale bardzo przystępnie opisuje zasady rządzące tytulaturą używaną w odniesieniu do konkretnych rodów oraz ich przedstawicieli, w tym zasadami ich dziedziczenia i odmiany w przypadku ślubu, rozwodu, czy wdowieństwa, a także – co istotne – wymowy najstarszych angielskich, szkockich czy walijskich nazwisk, która często nie ma nic wspólnego z zasadami wymowy angielskiej. To wszystko doskonale potwierdza, że to są ludzie znajdujący się „very far from being People Like Us” (“bardzo daleko od zwykłych ludzi jak my”).
W wywiadach autorka opowiada o swoim warsztacie pracy – tysiącach fiszek i notatek, a także ogromnym arkuszu Excel, gdzie spisywała wspomnienia, wywiady, a także nazwiska i imiona bohaterów jej książki oraz ich wzajemne powiązania. Świat angielskich, irlandzkich, walijskich, szkockich i brytyjskich tytułów jest niezwykle skomplikowany za sprawą nietypowego systemu dziedziczenia tytułu wyłącznie przez najstarszego potomka (zazwyczaj syna) w rodzie, co sprawia, że w razie jego braku – tytuł przechodzi często na dalekiego krewnego – nierzadko ku jego kompletnemu zaskoczeniu. Często w dojrzałych latach wymusza to zmianę nazwiska noszonego przez całe życie. Powoduje zabawne lub dramatyczne nieporozumienia podczas kontroli paszportowej, a także w sytuacjach zawodowych.

Książka chociaż oparta na bardzo wnikliwych badaniach i opatrzona szerokim aparatem naukowym (kolejny powód do pochwalenia autorki) jest napisana potoczyście, barwnym językiem i aż skrzy się od anegdot i barwnych, nierzadko bardzo szczerych wypowiedzi przedstawicieli brytyjskich rodów ujawniających rodzinne historie, traumy, ale także wspaniałe przykłady barwności i bogactwa kulturowego tego środowiska.
W rozmowach często wybrzmiewa ważna i oczywista prawda. Rodziny arystokratyczne to przede wszystkim rodziny – bliscy sobie ludzie, nadal kultywujący odwieczny model wielopokoleniowego współistnienia, ale także wielowiekowej sztafety pokoleń ludzi połączonych więzami krwi i uczuć. Pięknie ilustruje to odpowiedź na pytanie autorki o to czy kandydat do tytułu nie może doczekać się jego uzyskania. Słyszymy w odpowiedzi, że odziedziczenie tytułu wymaga, aby najpierw umarł jego ojciec, obecny posiadacz, a jaki normalny człowiek w normalnej rodzinie czeka na śmierć kochanego ojca?

Galeria postaci namalowana przez autorkę jest pełna jednostek wybitnych, ale także zupełnie zwyczajnych, a nawet przeciętnych. Nie zawiodą się miłośnicy cech typowych dla arystokracji, czyli ekscentryzmu i ekstrawagancji w przeróżnych ich przejawach – fantazji, męstwa, dystansu do siebie czy zwykłego dziwactwa.
Wspomnijmy ledwie jeden przykład takiego pełnego fantazji i męstwa zachowania. Oficer Szkockiej Gwardii, Simon “Shimi” Fraser, 15. Lord Lovat przeszedł do historii szturmując plaże Normandii w czasie D-Day w białym swetrze z wyhaftowanym słowem Lovat na kołnierzu, z zabytkową strzelbą Winchester z rodowej kolekcji i w towarzystwie prywatnego dudziarza, 21-letniego Billa Millina, któremu kazał grać szkockie marsze bojowe kiedy obaj rzucili się na huraganowy atak pocisków niemieckich. Obaj panowie przeżyli ten piekielny atak. Millin wspominał, że Niemcy musieli ocalić go z litości biorąc za wariata i nie strzelając do nich. Siostra Shimi’ego mówiła, że brat był całe życie “tradycjonalistą i romantycznym szkockim góralem”. Po powrocie z wojny – dowiedział się o śmierci ojca i drakońskiej opłacie spadkowej. Rozpoczęła się walka o przetrwanie rodowej siedziby. Walka… z własnym rządem.

Ciekawym wątkiem w tym świecie zdominowanym przez mężczyzn, są historie kobiet, które należą do rodzin, w których tytuł może być dziedziczony w linii żeńskiej. Poznajemy też smutne losy rodzin, które z braku męskiego potomka straciły wszystko wraz ze śmiercią seniora rodu i musiały rozpoczynać życie dosłownie od zera po opuszczeniu rodzinnego domu wraz z wprowadzeniem się nowego dziedzica tytułu z dalekiego krańca drzewa genealogicznego.
Zarzut części recenzentów o wyraźnie określonych poglądach, że książka jest stronnicza, bo czuć sympatię autorki do opisywanej tematyki należy odrzucić jako właśnie… stronniczy. Na kartach książki znajdziemy niejeden przykład postaci, która nie nadaje się na wzór do naśladowania, jak 10. książę Beaufort, o którego podbojach miłosnych mówiono, że “embarrassment was not a word that figured in his dictionary” (”zażenowanie było słowem, które nie występowało w jego słowniku”). O nim samym mówiono zaś, że był „Pumped full of an extraordinarily exalted sense of self-worth and entitlement, he had little truck with good manners” („napompowany nadzwyczaj wybujałym poczuciem własnej wartości i uprzywilejowania, niewiele miał wspólnego z dobrymi manierami.”).
Książka miała swoją premierę we wrześniu 2025 r. Jej sukces sprawił, że w czerwcu tego roku ukaże się wersja w miękkiej oprawie. Nie może jej zabraknąć w księgozbiorze żadnego znawcy ani amatora zagadnień brytyjskiej szlachty i arystokracji. Szczerze polecam!
ILUSTRACJA W NAGŁOWKU: 11. Duke of Devonshire przed pałacem Chatsworth w 1985. [źródło: Allan Warren, CC BY-SA 3.0, via Wikimedia Commons]